LEKTURY PONOWNE. COLLODI „PINOKIO”


Z dziwnych i zagadkowych powodów ominęła mnie lektura tej powieści w dzieciństwie. Nie dostałem jej nigdy w prezencie, omijałem w bibliotece. Aż wreszcie, mając dwadzieścia kilka lat,  kupiłem ją sobie i po raz pierwszy przeczytałem. Nie mam więc nic do powiedzenia na temat wspomnień małego chłopca, ale za to dobrze pamiętam zaskoczenie absolwenta polonistyki. Bo dla mnie „Pinokio” Collodiego to tekst przede wszystkim dla dorosłych. Postanowiłem ponownie do niego powrócić.

I ze zdumieniem odkryłem, że historia wystruganego pajacyka jest w gruncie rzeczy wielką metaforą, a Carlo Collodi zawarł w niej powikłane losy każdego z nas i bolesne nieraz lekcje, jakie otrzymujemy na żmudnej i niekończącej się drodze poznawania siebie. Spójrzmy, według tego klucza, na kilka zaledwie wątków.

Gepetto wziął kawałek drewna słabej jakości, kruchego i nieszlachetnego, czyli materiału jakościowo bliskiego temu, z jakiego my też jesteśmy zbudowani. Stworzył kapryśnego syna. Z jednej strony mamy próbę walki starego stolarza z dojmującą samotnością, której każdy, krócej lub dłużej, doświadcza, ale jednocześnie obraz życia w ułudzie samowystarczalności. Z drugiej, cierpliwego towarzyszenia komuś, kto nie spełnia pokładanych nadziei, a mówiąc wprost, fatalnie i bez przerwy zawodzi. Dylemat, co lepiej: żyć w samotności, czy przewalczając ją, odkryć w sobie miłość, ale też doznawać nieuchronnych rozczarowań i zniechęcenia?

Sam Pinokio poznaje Wróżkę, postać, która niebezpiecznie przypomina jedną z trwałych mrzonek każdego mężczyzny o kobiecie-ideale, mitycznym obiekcie pożądania i ukrytych westchnień. Z kolei spotkanie z Lisem i Kotem, silnymi osobowościami, ale też inteligentnymi cwaniakami, to nic innego jak opis wielu sytuacji, w których ulegamy perswazji i namowom, a potem, gdy prawda o naszym frajerstwie do nas dociera, nie wychodzimy ze zdumienia, że właśnie nam, czujnym wobec łatwowierności, to się przytrafiło.

Spójrzmy na epizod z wyspą leni, gdzie wakacje trwają cały rok. Pinokio spotyka przyjaciela, Romea. Na wyspę zabiera ich jowialny woźnica, niby godny zaufania, a naprawdę sprawny kusiciel. Można powiedzieć, ktoś świetnie poruszający się w meandrach inżynierii społecznej – jako żywo przypominający współczesnego polityka mamiącego obietnicami bez pokrycia. W życiu trzeba płacić za swoje błędy. Obaj za swoje bezkrytyczne zauroczenie zostają zamienieni w osły. Naszemu bohaterowi cudem udaje się uniknąć tragedii, ale w przejmująco oddanym fragmencie jest świadkiem śmierci Romea.

W Pinokiu nastąpiła wewnętrzna przemiana, chęć wejścia na nową drogę. Przyjaciel, widząc czyhające niebezpieczeństwo, również zapragnął dokonania w sobie głębokiego nawrócenia, ale ta decyzja przyszła za późno. Otwiera się pole nie tylko do teologicznych rozważań, czy my zdążymy, czy też w zadufaniu będziemy odwlekać chwilę przemiany na czas nieokreślony, żyjąc złudnym przekonaniem, że zawsze jest na to pora.

Pojawia się w powieści Świerszcz-Który-Mówi. Nie mamy takich wokół? Ludzi życzliwych i dobrych, którzy do nieznośnego znudzenia powtarzają dobre rady: zjedz śniadanie, uważaj na drodze, weź aspirynę, nie spóźnij się. Po pewnym czasie, niekiedy za późno, doceniamy tę szczerą troskę. Bywa, że wcześniej w prymitywnej reakcji, potrafimy ich słowem boleśnie zranić. Pinokio zabija świerszcza młotkiem. Słowo też może być takim narzędziem.

Marzę o tym, by tych kilka wybiórczych refleksji zachęciło do ponownej lektury. Pinokio, moim zdaniem, to jedna z najbardziej fascynujących postaci w literaturze. I nie o sam jej walor literacki mi chodzi. Raczej o to, że jest pierwowzorem każdego. Z naszym ciągłym upadaniem i odradzaniem się. Ze składanymi sobie i innym obietnicami, z których niewielką jedynie część spełniamy. Z naszą wielkością i beznadzieją.

Dydaktyzm? Moralizatorstwo? Nic z tych rzeczy. Collodi napisał powieść wciągającą, zaczepną, ale też wziętą z życia. Każdego życia.

Tylko wielcy autorzy tak potrafią. Pomyśleć,  jeszcze tak niedawno nie posądzałbym siebie o podobne zdanie.

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

KSIĄŻKI MOJEGO DZIECIŃSTWA (CZ. IV)
11.04.2019
SŁAWOMIR KOPER „ULUBIEŃCY BOGÓW” (RECENZJA)
24.02.2018
LEKTURY PONOWNE. „DWÓR. DWÓR POLSKI W STAREJ FOTOGRAFII”
01.02.2018
LEKTURY PONOWNE. BIAŁOSZEWSKI „ROZKURZ”
08.12.2015
LEKTURY PONOWNE. „LATO LEŚNYCH LUDZI” MARII RODZIEWICZÓWNY
19.10.2015
książka tyrmanda rok 1984 i wzorzysty krawat z epoki
LEKTURY PONOWNE. TYRMAND „DZIENNIK 1954”
23.09.2015
LEKTURY PONOWNE. SOŁŻENICYN „JEDEN DZIEŃ IWANA DENISOWICZA”
11.09.2015