LEKTURY PONOWNE. „DWÓR. DWÓR POLSKI W STAREJ FOTOGRAFII”


Jeszcze tylko miłosiernie krótki luty i pierwszego marca świątecznie powitam wiosnę. Kiedy fanfary umilkną, zabiorę się za coś, co uwielbiam – za odkrywanie Polski. Bo to kraj pełen niespodzianek. Czym by się tu jednak zająć w czasie długich zimowych wieczorów, jeszcze przed wyprawami? Od lat zdarza mi się wtedy przeglądać rewelacyjny album wydawnictwa Bosz, zatytułowany „Dwór. Dwór polski w starej fotografii”. Wydany przed jedenastoma laty, dziś to prawdziwy biały kruk.

Co powoduje, że tę opasłą księgę traktuję niczym relikwię? Nostalgia za światem, który bezpowrotnie minął, a trwał przez wieki i wydawało się, nic nie zmąci spokojnego trwania? Żal, że losów jego mieszkańców w większości nie uda się odtworzyć? Smutek, że co po nim w postaci materialnej pozostało to przede wszystkim ruiny albo zarysy fundamentów?

Dwór polski to symbol dawnej tradycji, kultury i obyczaju. Niewiele zabytkowych budowli wywołuje we mnie taki rodzaj emocji. Bo były projektowane i budowane na ludzką, że tak powiem, miarę. Bez magnackiego, czy pałacowego puszenia się i wyniosłości. Tak jak dziecko ma domek wymyślony dla swoich proporcji, tak dwór polski i jego otoczenie wymyślono dla dobrego samopoczucia ludzi dorosłych.

Nikt go lepiej nie opisał od Mickiewicza w „Panu Tadeuszu”:

Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju,
Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju,
Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany;
Świeciły się z daleka pobielane ściany,
Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni
Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni.
Dom mieszkalny niewielki, lecz zewsząd chędogi,
I stodołę miał wielką, i przy niej trzy stogi
Użątku, co pod strzechą zmieścić się nie może;
Widać, że okolica obfita we zboże,
I widać z liczby kopic, co wzdłuż i wszerz smugów
Świecą gęsto jak gwiazdy, widać z liczby pługów
Orzących wcześnie łany ogromne ugoru,
Czarnoziemne, zapewne należne do dworu,
Uprawne dobrze na kształt ogrodowych grządek:
Że w tym domu dostatek mieszka i porządek.
Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza,
Że gościnna, i wszystkich w gościnę zaprasza.

Rzeczywiście, polski dwór, z reguły parterowy,  najczęściej leżał na wzniesieniu, zawsze otoczony parkiem, miał czterospadowy dach łamany kryty gontem lub dachówką. Zbudowany z modrzewiowych bali lub murowany. Dobrze, jeśli budowniczy ustawił go „na godzinę jedenastą”, wtedy słońce mogło oświetlić trzy ściany. Prowadziła doń aleja, a gazon rozłożony przed dworem tworzył dziedziniec honorowy.

Dwór w Pszczynie

Co ciekawe, w porównaniu do innych krajów Europy, w Polsce takich ziemiańskich siedzib było dużo. W XVIII wieku odsetek szlachty w społeczeństwie był największy i wynosił około dziesięć procent, kiedy w innych krajach Europy nie przekraczał czterech. Punktem honoru właściciela ziemskiego, a nawet „gołoty” – szlachty bez ziemi, ale z przywilejami nadanymi przez króla lub sejm, było wybudowanie  siedziby, która by pozycję albo przywileje mogła wyrazić.

W 1939 roku w Polsce istniało aż dwadzieścia tysięcy dworów, w tym około cztery tysiące na Kresach Wschodnich. Pozostało niecałe trzy tysiące. Z tego dwa tysiące znajduje się w stanie ruiny albo bezmyślnie przebudowano. Źródła podają, że jedynie sto pięćdziesiąt dworów nawiązuje do stanu oryginalnego, czyli niecały jeden procent stanu sprzed wojny.

Dwór w Nagłowicach

Najgorsze nadeszło na początku września 1944 roku, kiedy to uchwalono dekret PKWN o reformie rolnej.  Wywłaszczono wtedy i usunięto, często siłą, z użyciem milicji, wszystkich właścicieli ziemskich. W rękach prywatnych pozostało jedynie około trzydziestu tzw. ”resztówek”, czyli dworów, które nie prowadziły działalności rolnej, a należały, np. do artystów. Uchwała zabraniała właścicielom ziemskim zamieszkania w promieniu trzydziestu kilometrów od swojej byłej siedziby.

Co było później? O tym łatwo się przekonać, mijając pozostawione ruiny. Ziemia trafiła do Państwowych Gospodarstw Rolnych, a dwory zamieszkali przypadkowi ludzie, często analfabeci, albo przeznaczano je na przedszkola, szkoły, biura PGR-ów. Część zniszczono jako anachroniczny symbol wyzysku poprzedniej epoki. Wiele z nich rozebrała miejscowa ludność. Dziś widok zdewastowanego dworu w wyciętym parku to wyjątkowo przygnębiający widok i dowód „zwykłego” barbarzyństwa.

Dwór w Szczekocinach 

Od pewnego czasu dworów zaczyna przybywać. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że zakup przez nowych właścicieli wcale nie musi oznaczać powrotu do czasów świetności. Odbudowa to jeszcze nie wszystko. W odrestaurowane mury trzeba tchnąć atmosferę miejsca, przywołać dawny styl, postarać się, by wzorem dawnych mieszkańców, miejsce promieniowało stylem życia godnym naśladowania, a z tym bywa gorzej. Współczesne dwory są raczej znakiem statusu, finansowego sukcesu właściciela niż świadomym nawiązaniem do symbolu, jakim była ziemiańska posiadłość – ostoja tradycji i polskości.

Pamiętam oglądany dwór w okolicach jurajskiego Lelowa. Na bramie umieszczono duży napis, sporo mówiący o właścicielach obiektu: teren prewatny, wstęp zabroniony.

Jeżdżąc po Polsce zauważam, że wiele dworów przemieniono w kiczowate hotele i restauracje – obiekty nastawione na zysk, w których daremnie szukać atmosfery i znajomości tradycji, za to dużo tam nowobogackiego zadęcia. 

Prawdziwych siedzib pozostało naprawdę mało. Tym cenniejsze są zatem archiwalne zdjęcia, na których utrwalono jedną z najbardziej charakterystycznych cech polskiego krajobrazu, polskiej historii i kultury.

Po raz nie wiadomo który zabieram się ponownie za przeglądanie albumu. A już wkrótce wyruszę na poszukiwanie tego, co dotrwało. W końcu każdy uratowany dwór polski to osobna, barwna opowieść. Czy może być lepsza wiosenno-letnia przygoda?

 

Korzystałem z:

Dwór polski w starej fotografii. Wstęp: prof. Jan K. Ostrowski. Bosz. Olszanica 2007

Rydel Maciej, Dwór-polska tożsamość. Zysk i S-ka, Poznań 2012

Dwór polski – architektura, tradycja, historia. Kluszczyński, Kraków 2007



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

KSIĄŻKI MOJEGO DZIECIŃSTWA (CZ. IV)
11.04.2019
ECH, TE UROKI LATA W ZIEMIAŃSKIM DWORZE
26.06.2018
SŁAWOMIR KOPER „ULUBIEŃCY BOGÓW” (RECENZJA)
24.02.2018
LEKTURY PONOWNE. COLLODI „PINOKIO”
29.11.2017
LEKTURY PONOWNE. BIAŁOSZEWSKI „ROZKURZ”
08.12.2015
LEKTURY PONOWNE. „LATO LEŚNYCH LUDZI” MARII RODZIEWICZÓWNY
19.10.2015
książka tyrmanda rok 1984 i wzorzysty krawat z epoki
LEKTURY PONOWNE. TYRMAND „DZIENNIK 1954”
23.09.2015
LEKTURY PONOWNE. SOŁŻENICYN „JEDEN DZIEŃ IWANA DENISOWICZA”
11.09.2015