LISTOPAD CZAS PODSUMOWAĆ


Piętnaście blogowych wpisów i dwieście dwadzieścia opublikowanych fotografii w tym miesiącu. Czas na podsumowanie, co też się w tym miejscu działo. Listopad, jak w każdym roku, ponownie okazał się dla mnie miesiącem wcale nie tak ponurym i przygnębiającym, jak go wielu widzi, albo bardziej chce widzieć. Nie brakowało w nim jasnych barw, tradycyjnie szybko przeminął, a w zasadzie przemknął, otwierając drogę świątecznemu grudniowi. 

Na początku miesiąca zaprosiłem do Cieszyna. Odkąd wybudowano autostradę A1 sznury samochodów przejeżdżające przez to miasto przestały być zmorą mieszkańców. Granicę przekracza się teraz w Gorzyczkach, zjeżdżając z naszej równej jak stół drogowej nawierzchni na niemiłosiernie dziurawą po stronie czeskiej. A Cieszyn odzyskał po dziesięcioleciach na powrót walor spokojnego przygranicznego miasteczka. Najpierw zwiedzaliśmy centrum i okolice, zachwycając się, żywą i pielęgnowaną kulturą cesarstwa austriackiego. Już tylko dla odzyskujących swój dawny blask secesyjnych kamienic warto do małego Wiednia przyjechać. Cieszyn jest „słodkim” miastem, nie mogło zabraknąć wizyty w kawiarni i degustacji nie tylko z nazwy, nieziemskich przysmaków. Potem przyszła pora na pokazanie dwóch obliczy miasta – bardzo starego, ze śladem na pozostawionym na banknocie i nowoczesnego, którego symbolem jest Zamek Cieszyn.

rynek w cieszynie

muzeum slaska cieszynskiego

Część literacka i językowa była w listopadzie mocno zróżnicowana. Trzeba przyznać, że niemała odległość dzieli najnowszą powieść Milana Kundery „Święto nieistotności” od języka, jakim posługują się osadzeni w więzieniach. Swoista subkultura wytworzona przez stałych bywalców, właściwe tylko temu środowisku słownictwo i kod porozumiewania się sprawia, że teksty, a zwłaszcza listy pisane w więzieniu, rozszerzają gwałtownie i burzliwie horyzonty obyczajowo-językowe zwykłego śmiertelnika. Co może jednak zaskakiwać, stanowią też jedyne w swoim rodzaju świadectwo szacunku do języka pisanego.

Jeśli o nim mowa – w artykule o emocjach przytoczyłem ponad wiekowy wzór listu, przeznaczonego dla nawróconych chamów. Zachęcam do lektury, nie dlatego, bym wierzył, że wśród Czytelników są tacy. Po prostu, warto się przekonać, że w kwestii umiejętności przepraszania i kultury osobistej, zdaje się, mamy co odrabiać.

Kolejny raz zależało mi, by sprawdzić kulisy powstania niektórych frazeologizmów. Z badań opublikowanych dwa lata temu przez badaczy z University of Maryland School of Medicine wynika, że każdego dnia kobieta wypowiada przeciętnie około dwadzieścia tysięcy słów, mężczyzna tylko siedem /no dobrze, tysięcy/. Nie ma się co łudzić, są wśród nich i takie, którymi posługujemy się automatycznie, nie rozumiejąc ich. Związki frazeologiczne są dobrym tego przykładem.

Po wyprawie do Cieszyna zaprosiłem do pełnego uroku górnośląskiego miasta – Tarnowskich Gór. Przyjechałem, stanąłem na rynku i od razu poczułem, że jestem w miejscu, które koniecznie trzeba opisać. Przy cukierni poznałem gwarka, a w położonym obok rogowym budynku, winiarnię, w której gościł król Sobieski i Goethe. W drugiej części wyprawy byłem na nowoczesnym dworcu autobusowym i zabytkowym dworcu kolejowym. Wrażenie zrobiły lokomotywy, które nie stoją na nim, tylko na… trawniku. Doszło też do kolejnego spotkania z wykończonym fizycznie gwarkiem. Nie ma dla niego ratunku, choć się stara. Nuda, o której pisałem w innym miejscu raczej mu nie grozi. Na koniec dotarłem do zamku i stodoły. Nie wiadomo, co ciekawsze.

tarnowskie gory jpg.

tarnowskie gory jpg.

Listopad, więc najwyższa pora pożegnać jesień w barwnej wersji. W połowie miesiąca poszedłem nad parkowy staw, a tu niespodzianka. Kolorowe liście w dużym wyborze i na drzewach, i na wodzie. W ramach fotograficznej wprawki pokazałem wersję drugą, czyli krajobraz odbity, co wcale nie znaczy, że wtórny.  I tak przypadkiem odkryłem, że każdy może zostać malarzem. Wystarczy aparat, photoshop niekoniecznie potrzebny.

Wydaje się to niemożliwe, ale kiedyś nie było żadnych programów graficznych, bo nie było fotografii cyfrowej. Rejestrowało się na błonie obraz z „całym dobrodziejstwem inwentarza”. Czasy nie tak znowu odległe, ale wspomnienia rozterek, ile i jakie filmy zabrać wydają się dzisiaj odległe, jak ciemnie fotograficzne w łazienkach.

slajdy 24x36 ułożone na ekranie

I wreszcie dotarłem na lotnisko. Tym razem nie po to, by z niego odlecieć, ale zastanowić się nad fenomenem miejsca. W końcu tylko dworce, ale to tak jakby myśleć o księgarni – sklep. W Polsce wszystkie porty lotnicze można łatwo poznać, jest ich piętnaście. W USA byłoby trudniej, jest ich też piętnaście, ale tysięcy. 

hala odlotów na lotnisku

Listopad żegnam z sympatią. Przed nami ciepło grudniowych świąt Bożego Narodzenia i ogólnonarodowe sporządzanie list noworocznych obietnic.