LISTOPAD NA „ŻABICH DOŁACH”. JAK Z OBRAZKA


I kto mówi, że listopadowa jesień jest zawsze ponura, a sam miesiąc trzeba jakoś przeczekać. Ja lubię go z trzech aż powodów: znienacka i bez uprzedzenia potrafi zaskoczyć obrazem złotej polskiej jesieni, który wszyscy już pogrzebali do następnego roku. Dalej, w pogodne dni jest tak ciepły, że przypomina kwiecień. Wreszcie – mimo ponurych okresów, jakich mu nie brakuje – i tak najszybciej ze wszystkich miesięcy w roku przemija (w odróżnieniu od niemiłosiernie wlokącego się stycznia). Dziś skupiam się na dwóch pierwszych zaletach. Mam nadzieję fotografiami obronić swoje przekonania. Pomoże mi w tym Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy „Żabie Doły”.

Nie dziwię się pytaniu: a gdzie to jest? Kto wie, może sam bym nie wiedział, gdybym nie mieszkał dwa kilometry od jego granic. Znam to miejsce bardzo dobrze, bo często jeżdżę tam na rowerze. W ostatni weekend zmieniłem go na samochód i obładowany sprzętem postanowiłem szukać ostatnich kolorów jesieni tuż przed nieuchronnie nadchodzącymi szarugami.

Wyobrażam sobie minę kogoś, kto nie wiedząc, gdzie jest, dowiaduje się, że to serce Górnego Śląska. Dokładniej, tereny na na granicy Bytomia, Chorzowa i Piekar Śląskich. W dodatku niemałe – rozciągają się na ponad dwustu hektarach.

Jakim cudem udało się wcisnąć te hektary między gęsto zaludnioną, ciasną zabudowę trzech miast? Na pozór dziwne, ale ten budzący podziw zakątek, mamy dzięki intensywnemu wydobyciu w tym miejscu węgla, rud srebra, cynku i ołowiu. Krótko mówiąc, za sprawą rabunkowej gospodarki człowieka. Tak było jeszcze w drugiej połowie ubiegłego wieku.

Pozostały wysypiska odpadów przemysłowych, hałdy i zapadliska pokopalniane, które szybko wypełniły się wodą. Po latach miejsce zmieniło się nie do poznania. Tym razem człowieka zastąpiła natura. Niemal podręcznikowo widać, że kiedy staje się jedynym gospodarzem potrafi miłosiernie wybaczać i maskować ludzkie błędy. Na wyjałowionej ziemi wyrosły drzewa i krzewy, a sieć kilkunastu stawów połączył ptasi śpiew. „Żabie Doły” to raj dla ornitologów, którzy oznaczyli tutaj prawie  sto trzydzieści gatunków, w tym siedemdziesiąt sześć gatunków ptaków lęgowych. Późna jesień nie jest najlepszym czasem na ich obserwacje, za to wiosną zawsze mam wrażenie, że uczestniczę od samego brzasku w głośnej imprezie rozbawionego towarzystwa.

Nieodłącznym, choć coraz rzadszym elementem śląskiego krajobrazu są hałdy. Jedna z najbardziej malowniczych znajduje się na granicy rezerwatu. To pamiątka po byłym kombinacie „Orzeł Biały”, zajmującym się wydobyciem i przerobem rud cynku, cyny i ołowiu. Jej fotografia znalazła się nawet w „National Geographic”.

Ciepła barwa listopadowego słońca tworzy aurę malarskości. Jeszcze bardziej można wtedy docenić siłę przyrody, która potrafi litościwie zakryć, co człowiek przez stulecia niszczył. Mam nadzieję, że pomysł, by dwa największe stawy udostępnić do rekreacji nie dojdzie do skutku. Rowery wodne, kajaki, ogniska, budki z piwem? Ostatnia rzecz, jaką chciałoby się tutaj zobaczyć.

Cisza, spokój, złota listopadowa jesień i „Żabie Doły”. Wyjątkowo kojący zestaw. Zobaczymy wkrótce, jak te same miejsca wyglądają w zimowej odsłonie.

A dzisiejszą relację zamieściłem w ramach cyklu pod długim tytułem: „Łagodna rozprawa z mającymi się dobrze stereotypami na temat Górnego Śląska”.

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

PAJĘCZYNA – ARCYDZIEŁO SAMOTNEGO GENIUSZA
09.11.2016
OSTATNIE LIŚCIE NA WODNYM NIEBIE
22.11.2015
W ŻÓŁTYCH PŁOMIENIACH LIŚCI ALBO DLACZEGO JESIEŃ
25.10.2015
chleb z papryką w scenerii jesiennych liści
GRZEJĄCY CHLEB W CIEPŁYM KOLORZE JESIENI
11.10.2015
jesienne pola po skoszonym zbożu
RŻYSKO, JESIEŃ I CUDZOZIEMCY
13.09.2015