„ŁOBUZY. GRZESZNICY MILE WIDZIANI” (RECENZJA AMBIWALENTNA)


Spojrzałem na okładkę. Łobuzy? Ejże, jakie tam łobuzy. Grzegorz Kramer, Piotr Żyłka, Łukasz Wojtusik. Wszystkich znam z mediów. Grzegorz – jezuita, bloger. Piotr – dziennikarz, mąż i ojciec dwóch synów. Łukasz – redaktor naczelny portalu Deon.pl, inicjator Zupy na Plantach, kawaler. W trakcie lektury nieraz wspominałem to pierwsze wrażenie. Bo książka jest zapisem rozmów jednak prawdziwych łobuzów, ale takich do polubienia, choć i wkurzyć (jak to łobuzy) nieźle potrafią. Naprawdę dawno nie czytałem wypowiedzi, które byłyby i podnoszące na duchu, i niesłychanie momentami irytujące, budzące mój stanowczy sprzeciw. Myślę, że pewnie o to tytułowym łobuzom chodziło. Jeśli tak, cel osiągnęli z nawiązką.

Pewne jest, że to rozmowa szczera. Tak jak szczera może być tylko rozmowa mężczyzn, których połączyła męska przyjaźń w tym coraz rzadszym twardym, stanowczym, zarazem pełnym zaufania i empatii, wydaniu. Tacy są wobec siebie. W poglądach potrafią się różnić, choć może nie diametralnie. Nigdy całkowicie; w końcu łączy ich jedno – miłość do Kościoła.

Kłopot w tym, że nastawieni są w swojej rozmowie na prowokację. W dodatku takiego kalibru prowokację, że czytelnik nie zawsze potrafi rozstrzygnąć, czy to wszystko na poważnie.  Tak jest, kiedy Piotr Żyłka zastanawia się nad możliwymi zmianami w Kościele. Na przykład ma nadzieję na możliwość przyjmowania komunii świętej bez warunku odbycia sakramentu pokuty i rozgrzeszenia grzechu ciężkiego. Trzeba przyznać, że nawet otwarty na nowinki, reformatorsko nastawiony ksiądz Kramer protestuje, ale nieśmiało i jakby bez przekonania, dodając ze zrozumieniem, że wie, o co chodzi.

Niepotrzebnie też rozmówcy z upodobaniem wchodzą w rolę wszechwiedzących recenzentów zasad, jakie w Kościele obowiązują.  Towarzyszą temu asekuracyjne formuły typu: „Kościół proponuje…”, „Kościół naucza…”. W tle czai się ryzykowny przekaz, że przecież katolik niekoniecznie musi się zgadzać z nauczaniem Kościoła, który jedynie „proponuje”. A w domyśle – zwłaszcza tego tradycyjnego z „konserwatywnym patronem” w osobie papieża Benedykta. Czy trzeba w związku z tym dodawać, jak wielkie nadzieje wszyscy trzej rozmówcy wiążą z osobą „postępowego” Franciszka?

Dobrym przykładem na bezkrytyczną aprobatę dla jego decyzji jest podjęty w rozmowie temat związków niesakramentalnych. Ta, bez wątpienia, trudna sytuacja dwojga wierzących osób może być, jak się okazuje, zagłaskana ogólnikami inspirowanymi nagłośnioną adhortacją „Amoris laetitia”: „trzeba z tymi ludźmi być, próbować pomóc”, „ksiądz powinien być z taką parą i ją wspierać”, „usiąść w kółeczku i rozmawiać”. Z jakiego punktu Kościół, zdaniem rozmówców, wychodzi? Ano, „nie potępiać i nie wykluczać”, „żeby księża nie zachowywali się jak lodowaci kontrolerzy”, „nie pouczać i grozić palcem”. Rzeczywiście, panowie, księża zachowują się jak „lodowaci kontrolerzy”?

Mam wrażenie, że bardziej w tym jasno-ciemnym zestawie chodzi o pokazanie świetlanej wizji poluzowanych do granic reguł na tle Kościoła osadzonego albo lepiej – okopanego w tradycji. To z pewnością atrakcyjna wizja dla odwiedzających świątynie przy okazji pasterki albo święcenia potraw. Oni wiedzą (skąd?), że Kościół nie idzie z duchem czasów, jest nudny i rozpolitykowany. Więc, jak już się kiedyś zreformuje, to oni obiecują do niego wrócić. Niestety, trochę ten ton mówienia w książce „pod katolików letnich” przebija i może przygnębiać, bo eksperyment z potulną zgodą na mnożące się żądania wiernych, Kościół na Zachodzie ma za sobą ze skutkiem wiadomym.

Czy polecam „Łobuzów”? Naturalnie, z uwagą wszak, że niejeden fragment – niekoniecznie ten sam – będzie czytelników bulwersował. Warto jednak pozwolić sobie na doświadczenie spotkania trzech facetów rozmawiających o wierze, która jest – jak przyznają – czymś bardzo trudnym. Żyjących w trzech różnych kontekstach, a więc kochających Kościół na trzy różne sposoby.

„Całe życie jest darem, wiara również. Miałem wiele momentów zwątpienia, ale zawsze czuję, że ktoś o mnie walczy. Kiedy zbilansuję chwile zwątpienia i czuję, że nadal jestem człowiekiem wierzącym, wiem, że ktoś to dla mnie wywalczył. Tak rozumiem dar wiary. Nie jestem wyjątkowy, wszyscy dostali taki dar, ale nie każdy chce lub potrafi go przyjąć.” Ksiądz Kramer opisał swoje doświadczenie, również i moje.  

Wiele skrajnych emocji w tej osobliwie intrygującej książce.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

EDYTA STEIN, LUBLINIEC I PIĘKNO URZECZENIA
14.08.2018
CZY SIOSTRA CHMIELEWSKA JEST ŚWIĘTĄ?
06.07.2018
„DEKALOG KSIĘDZA JANA KACZKOWSKIEGO” (RECENZJA)
10.01.2018
DARIUSZ ROSIAK, ZIARNO I KREW (RECENZJA)
18.10.2017
MICHEL HOUELLEBECQ „ULEGŁOŚĆ” (RECENZJA)
14.11.2016
ORZECHOWSKI „MÓJ SĄSIAD ISLAMISTA”. O NASZEJ PRZEGRANEJ
19.07.2016
KS. JAN KACZKOWSKI „GRUNT POD NOGAMI” (RECENZJA)
25.03.2016