LUBLINIEC DO POLUBIENIA. OD ZARAZ


Najlepsze w tej historii jest to, że wcale nie miałem zamiaru zatrzymywać się dłużej w tym niewielkim mieście położonym czterdzieści kilometrów od Częstochowy. Przyjechałem zwiedzić muzeum Edyty Stein i po spojrzeniu na rynek planowałem powrót. Za sprawą małego chłopca, który dzielnie dotrzymywał mamie kroku, stało się na szczęście inaczej. Usłyszałem: „Obiecałaś mi dzisiaj ciastko”. Na co mama: „Dobrze już, chodź. Niedaleko jest cukiernia”. Na dźwięk słowa „cukiernia” nie pozostaję obojętny, więc podążyłem za dwojgiem stosując najlepsze wzorce konspiracji. A te wymagają maskujących postojów i rozglądania się wokół. To, co zobaczyłem po drodze wystarczyło, bym pozostał tu cały dzień. Bo Lubliniec nie przypadkiem ma lubienie w nazwie.

Wcześniej niewiele o nim słyszałem. Kojarzył mi się z siostrą Teresą Benedyktą od Krzyża, Jednostką Wojskową Komandosów i słynnymi wśród miłośników grzybobrania, zbieraczy owoców runa leśnego – Lasami Lublinieckimi, jednym z największych kompleksów leśnych w Polsce. Rzeczywiście, obojętnie jakim środkiem transportu dotrzemy i tak będziemy jechać przez ciągnące się kilometrami lasy. To nie przypadek, że ziemia lubliniecka nazywana jest zielonymi płucami Śląska. Kto nie wierzy, niech sobie zobaczy choćby mapę satelitarną. I spojrzy przy okazji, jak wielką część miasta zajmują tereny zielone sprzyjające rekreacji.

 

Czas, w porównaniu z wielkimi aglomeracjami, płynie tu wolniej. Lubię ten rytm, który daje szansę smakowania chwili. Na Małym Rynku – kiedyś nazywanym Solnym, bo przez wieki handlowano na nim wydobywaną w okolicy solą – dziś, zamiast pokrzykiwania kupców, młode mamy karmią swoje pociechy i wymieniają ostatnie plotki.

 

Na środku Małego Rynku ustawiono pomnik Edyty Stein. Trzeba przyznać, że Lubliniec dba o zachowanie pamięci o tej niezwykłej kobiecie. Oprócz muzeum, ma ona swoją ulicę, kościół, skwer, zespół szkół, a dziesięć lat temu została ogłoszona patronką miasta.

 

Mały Rynek przylega do „prawdziwego” Rynku. Dominują odrestaurowane kamienice z XIX i XX wieku. Spoza nich wyrasta bryła szesnastowiecznego kościoła św. Mikołaja.

 

Pora wyruszyć poza ścisłe centrum. Wystarczy dziesięciominutowy spacer (no chyba, że się ma aparat ze statywem)…

 

i oto docieram do Zamku, który pięć wieków temu porzucił swoje funkcje obronne, po czym stał się pałacem (prawie) renesansowym. Warto wiedzieć, że w 1655 roku właśnie w nim, w obawie przed szwedzką rekwizycją, przechowywano obraz jasnogórski wywieziony z częstochowskiego klasztoru. Jeszcze pod koniec XX wieku obiekt był niemal ruiną. Dopiero staraniem grupy zapaleńców odrestaurowano go i obecnie mieści się w nim hotel. Zamek na powrót przeżywa lata świetności.

Niedaleko, dwa ciekawe gmachy: dawny, z początku XIX wieku, zakład wychowawczy dla sierot, a obecnie należąca do Misjonarzy Oblatów szkoła katolicka im. Edyty Stein. Do tego Zgromadzenia należy też kościół św. Stanisława Kostki, przypominający bryłą kościoły włoskie.

 

Zaś dla miłośników rodzimej architektury – drewniany kościółek św. Anny z połowy XVII wieku. A w sąsiedztwie, pewnie nie przesadzę, jeden z najładniejszych Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej w Polsce i przedszkole, którego widok mógłby służyć jako ilustracja w książce dla dzieci.

 

Co mnie tak pociąga w niedużych miastach położonych trochę na uboczu od głównych szlaków turystycznych? Myślę, że właściwa miara, brak wielkopańskich ambicji, jakie cechują większe miasta, chcące na siłę aspirować do miana stolic czegoś tam. Lubliniec ma nawet Urząd Miasta odpowiednio „skrojony”.

 

Pora na ostatni spacer. I pomyśleć, ile zawdzięczam chłopcu, który ciągnął mamę do cukierni.

 

Jak to się stało, że Lubliniec czaruje swoją nazwą? Nikt do końca nie wie, ile prawdy tkwi w podaniu, które przytoczę, ale i tak działa ono na wyobraźnię. Zresztą, wiele miast wyjaśnia swoje nazwy na poły legendarnie. Jakiś czas temu, w relacji z zagłębiowskiego Będzina przytoczyłem wypowiedź króla Kazimierza Wielkiego, który w jednym tylko zdaniu ponazywał i Będzin, i jeszcze sześć okolicznych miast.

 

A w tym przypadku? Starszy od Kazimierza Wielkiego o osiemdziesiąt pięć lat książę Władysław Opolski miał w czasie polowania w okolicy powiedzieć: „Lubi mi się tu kościół i miasto budować”. I tak oto minęło osiem wieków. Mnie, żeby polubić Lubliniec wystarczył jeden dzień.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

zameczek w Michałkowicach
„ZAMECZEK” W MICHAŁKOWICACH. CZYLI GDZIE?
25.09.2018
EDYTA STEIN, LUBLINIEC I PIĘKNO URZECZENIA
14.08.2018
Zamek w Będzinie
MIASTO KRÓLEWSKIE BĘDZIN
16.08.2015