MAŁGORZATA SIDZ, CHRZCINY KOTA. LATO I ZIMA W FINLANDII (RECENZJA)


Z czym kojarzy mi się Finlandia? Zestaw nie imponuje: Helsinki, masa jezior, Nokia, sauna, Muminki, poemat Kalevala. Aha, i jeszcze cukierki Fazer z wódką. Jaki mam stosunek do Finów? Doskonale obojętny. Nigdy nie poznałem żadnego. O nikim, poza kompozytorem Sibeliusem i architektem Alvarem Aalto, nie słyszałem. Z tym większym zainteresowaniem sięgnąłem po reportaż Małgorzaty Sidz „Chrzciny kota. Lato i zima w Finlandii”. Czy lektura sprawiła, że chciałbym tam pojechać? Otóż, nie.

Jeśli kraj rzadko trafia na czołówki gazet, a Finlandia z pewnością do takich należy, można przypuszczać, że panuje tam normalność. Tylko co w dzisiejszych czasach znaczy to pojęcie. Książka Małgorzaty Sidz znacznie rozszerza tę definicję. Chciałoby się powiedzieć: do granic mieszczenia się w głowie.

Najwyraźniej dzisiaj są kocie chrzciny. Kissanristiäiset to określenie na błahą, bezcelową imprezę, której pretekst jest trywialny lub nieznany uczestnikom. Na picie bez pretekstu nie ma w Finlandii miejsca.

A piją Finowie na potęgę. Jeśli tylko pojawia się w książce choć drobna wzmianka o spotkaniu towarzyskim, obowiązkowo towarzyszą jej uwagi o dużej, a z reguły horrendalnie dużej, ilości wypitego alkoholu. Mamy u nas różne dziwne promocje, ale fińska, która zachęca do kupienia dziesięciu sześciopaków, a dziecięcy wózeczek będzie gratis, mówi wiele i jest jeszcze daleko przed nami.

Duma ze swej tolerancji ma być znakiem rozpoznawczym tego narodu. Można się zgodzić, choć niekoniecznie akceptować, znając jego stosunek do cielesności, seksu, do braku jakiegokolwiek tabu. Z drugiej strony jaskrawo przeczy temu rasizm, wysoki odsetek zabójstw, dyskryminacja obcych, otwarta niechęć do Szwedów, Polaków, Rosjan.

Finowie są raczej cisi i małomówni, często nieśmiali. Zagadywanie do nieznajomych na ulicy, a nawet na siłowni czy na kursach, postrzegane jest często jako naruszenie przestrzeni osobistej.

W roku 2019 w ramach Światowego Raportu o Szczęśliwości Finlandia została uznana najszczęśliwszym krajem do życia według oceny swoich mieszkańców. Takie miejsce w rankingu obejmującym 156 państw powinno stać się impulsem do natychmiastowej emigracji do tego ziemskiego raju tysięcy nieszczęśliwych albo nie do końca szczęśliwych z wszystkich zakątków globu.

Początek lata jest jak koniec roku – trzeba zrobić rachunek sumienia i pozbyć się z życia rzeczy i osób niepotrzebnych.

Zastanawiam się, jak pogodzić przekonanie samych Finów, że są tacy nieprawdopodobnie szczęśliwi z opisywaną przez autorkę odczuwaną przez nich pustką, samotnością („W Finlandii samotność jest epidemią”), poczuciem beznadziei topionym w alkoholu. W rezultacie ponadprzeciętną skłonnością do depresji i nadzwyczaj wysokim wskaźnikiem samobójstw. Jak połączyć powszechny dostatek, rozdętą i szczodrą opiekę socjalną państwa z tak wieloma nieszczęśliwymi ludźmi.

(…) najważniejszą fińską zimową aktywnością jest kalsarikännit. Dosłownie oznacza to po fińsku upijanie się w kalesonach. Gaciopicie najlepiej uprawia się samotnie i właśnie zimą. (…) Ci, których związki przeszły już fazę imponowania sobie nawzajem i unikania korzystania z toalety w swoim towarzystwie, mogą gaciopicie uprawiać razem.

Finowie za swój indywidualizm płacą wysoką cenę. Na porządku dziennym są problemy z utrzymaniem bliskich relacji w związku i w rodzinie. Pochodną tego jest częste samotne spożywanie alkoholu, stopniowo przeradzające się w nałóg. Mają także jeden z najwyższych wskaźników równouprawnienia na świecie, a skrupulatnie egzekwowana nakazowość tych zabiegów skutkuje, np. wysokim odsetkiem przypadków przemocy domowej, której ofiary często nie zgłaszają ze względu na ważne dla życiowej filozofii pojęcie sisu. Obejmuje ono siłę woli, wytrzymałość i upór. Krótko mówiąc, uznaje proszenie o pomoc za  przejaw słabości, ale dla Finów jest gwarantem osiągnięcia niezależności. Fińskie koło się zamyka.

Niedługo sauna będzie wystarczająco ciepła. Wieczorem cała rodzina wejdzie do niej nago – rodzice, dwaj bracia, dziewczyna jednego z nich.

Sporo miejsca Małgorzata Sidz poświęca na cierpliwe objaśnianie (tak, to dobre słowo), na czym polega szczególna specyfika widzenia świata przez Fina. To, że potrafi być tolerancyjny wobec inności. Żyć niespiesznym rytmem w zgodzie z naturą. Nie dbać o konwenanse i utrzymywanie relacji z innymi, co w gruncie rzeczy można równie dobrze przełożyć na obojętność wobec wszystkiego i wszystkich.

Ważna jest nie sama marka, ale to co reprezentuje – jakość, wytrzymałość, zwyczajność. Lojalność i lokalność. To ważniejsze nawet niż wzorki i kolory. Tak się w Finlandii wybiera porcelanę, tak się wybiera ubrania. Tak się wybiera partnerów.

A jeśli mowa o liberalnej i tolerancyjnej Skandynawii, nie mogło zabraknąć wątku dotyczącego osób homoseksualnych, które często emigrują do Finlandii niczym do Ziemi Obiecanej. Już na miejscu – podkreśla autorka – przekonują się, że Finowie o podobnych skłonnościach są najnudniejsi na świecie. Potwierdza tę opinię zabawny wątek z Marco, amerykańskim gejem na wymianie akademickiej w Turku, który narzeka, że fińscy geje ignorują jego wysiłki, choć nauczył się z YouTuba malować rzęsy, używać cieni do powiek, konturować twarz i nakładać makijaż. Niestety, z jego obserwacji wynika, że: „Finowie wolą męski typ, z siekierą na jednym ramieniu i dubeltówką na drugim. Nikt nie docenia tego, że sam robię sobie paznokcie”. I jeszcze jedno, wyczekiwanym przez fińskich homoseksualistów programem telewizyjnym jest Festiwal Eurowizji. Na przykład, w ich barze „Sussex” w Turku, na wspólne oglądanie w dobrym tonie jest „ubrać elegancko, najlepiej na czarno, stosownie do powagi wydarzenia.”  Wynikałoby, że z tegorocznej edycji też byli zadowoleni; namiętny męski pocałunek członków zwycięskiego zespołu potwierdził, że w tym osobliwym konkursie organizowanym według poprawnościowego klucza znów wygrali wyjątkowi i niezwykli. Świętując takie zwycięstwo można pograć w karty dopasowując puenty do pozornie zwyczajnych zdań.

– Boży penis! – krzyczy Leo i pokłada się ze śmiechu. Łączenie Boga i penisów jest podstawą żartu przynajmniej części kart. – Wysmarować sobie cycki mämmi [fiński pudding ze słodu i mąki żytniej] i jechać na rowerze do przedszkola, ja umieram! –

Dziwna sprawa. Przeczytałem ciekawą książkę o geograficznie bliskim, a jednocześnie bardzo egzotycznym kraju. Nieco może w swojej wielowątkowości chaotyczną, ale też pozbawioną akademickich wywodów o zawiłościach historii i polityki. Dowiedziałem się wielu rzeczy na temat mentalności Finów, ich zwyczajów, wśród których kocie chrzciny i gaciopicie wcale nie zrobiły największego wrażenia. Jednak, a może właśnie dlatego, Finlandia znalazła się na odległym miejscu wśród krajów, które chciałbym osobiście poznać. Oto siła dobrego reportażu.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

MARIUSZ SZCZYGIEŁ „OSOBISTY PRZEWODNIK PO PRADZE”
11.03.2021
MARTA KWAŚNICKA „POMYŁKA” (RECENZJA)
11.02.2021
CO CZYTAŁEM W 2020 ROKU. CO CZEKA W KOLEJCE (CZ. 2)
21.01.2021
ANDRZEJ DOBOSZ „Z RÓŻNYCH PÓŁEK”. TO TEN Z „REJSU”
28.05.2020
CO MI DAJE INTERNET W CZASIE „POZAMYKANEJ” KULTURY
02.04.2020
29 ZŁOTYCH MIESIĘCZNIE. A TWOJE WYDATKI NA KULTURĘ?
02.01.2020
SHAUN BYTHELL „PAMIĘTNIK KSIĘGARZA” (RECENZJA)
17.10.2019
EUSTACHY RYLSKI „BLASK” (RECENZJA)
22.08.2019
TEŻ JESTEŚ ZAŻENOWANY, CZYTAJĄC BIOGRAFIE?
08.08.2019