MARCIN WILK „POKÓJ Z WIDOKIEM NA MORZE. LATO 1939”


Nieoczekiwanie książka Marcina Wilka „Pokój z widokiem” o ostatnich tygodniach przed wybuchem II wojny światowej, czytana dziś, w czasie realnego zagrożenia, każe ponownie postawić sobie pytanie, czy i teraz „nie oddamy nawet guzika”, gdyż „jesteśmy silni, zwarci, gotowi”. Czy groźby eskalacji wojny przez kremlowskiego szaleńca beztrosko nie odpychamy. Czy historia w naszej części Europy nie zatacza koła, a opis ostatniego przedwojennego lata, nie przynosi refleksji, że może i my żyjemy złudną nadzieją na odwrócenie biegu wypadków.

Idylla i napięcie polityczne, tak w największym skrócie można opisać wakacje 1939 roku. Wilk dotarł do ostatnich sędziwych już świadków tego okresu i wysłuchał ich relacji o ostatnich tygodniach życia w pokoju, tuż przed sześcioletnim koszmarem wojny. Autor ma świadomość, że ten okres jest już szczegółowo naświetlony przez historyków i pisarzy, więc opisuje go z punktu widzenia zwyczajnych ludzi. Bez wątpienia walorem poznawczym są dość liczne i dobrze dobrane fragmenty doniesień prasowych, choć w łączeniu ich ze wspomnieniami i tekstem odautorskim wkrada się pewien chaos. Zdziwienie mogą też budzić komentarze Wilka w stylu: „Tymczasem do obrony przeciwlotniczej przygotowano warszawskie zoo. Zadbano jednak, jak zwykle, nie o zwierzęta, a o przebywających tam ludzi.”

Dowiadujemy się z książki, jak ostatnie spokojne lato spędzali ówcześni celebryci. Na przykład Jan Kiepura, na którego hitlerowcy urządzili nagonkę („żydek z Sosnowca”) albo Witold Gombrowicz, który umknął wojnie do Argentyny, wsiadając w sierpniu na pokład „Chrobrego”. Jest i szamoczący się w swoich decyzjach Witkacy i niefrasobliwa Maria Dąbrowska. O ich reakcjach możemy jednak czytać w wielu innych źródłach, dobrze więc, że dominują w książce losy zwykłych ludzi. A ci, z jednej strony korzystają z uroków letnich upałów, z drugiej są coraz bardziej zaniepokojeni unoszącą się w gorącym powietrzu groźbą wojny. Nikt z nich nie ma jeszcze świadomości, że stojący za progiem okrutny czas zmiecie z powierzchni raz na zawsze cały ich uporządkowany świat.

„Pokój z widokiem” pozwala uprzytomnić sobie, jak wiele się zmieniło  w sferze obyczajowej od tamtych czasów do naszych, seksualnie „swobodnych” i z powszechną niemal instytucją konkubinatu.

„Całusy, nawet w usta, wchodziły w grę, ale wszystko w pewnych granicach. Okres narzeczeństwa był długi i ciężki, ale jednocześnie piękny. Gdy się okazywało, ze ludzie jednak się nie dogadują, nie zawierali małżeństwa, zwracali dane sobie słowo, podawali sobie ręce i rozstawali się. Odchodzili czyściutcy. Za to noc poślubna w takiej sytuacji była cudowna. I miesiąc miodowy też.”

Wartością, o której nie sposób nie wspomnieć są w tej książce wspomnienia, które nazwałbym uniwersalnymi, jak te o rozczarowaniu pięcioletniej dziewczynki. Znajomy jej ojca, oficer pływający na statku „Batory”, obiecał, że zabierze ją w ostatni wakacyjny rejs. „Przygotowałam się więc do podróży, pakując małą walizkę ze wszystkimi rzeczami, niezbędnymi moim zdaniem w tak dalekiej podróży, misiem, kredkami i zeszytem do rysowania. (…) Stałam w oknie naszego mieszkania na pierwszym piętrze w środę o umówionej godzinie. Ze spokojem obserwowała morze. Z wykuszu w salonie widać było doskonale budynek portu morskiego i przycumowanego „Batorego”. Nagle patrzę, „Batory” się poruszył. Płynął! Tak. Nie mogłam w to uwierzyć. Wychodził na pełne morze beze mnie na pokładzie!! Dzisiaj jeszcze pamiętam swoją potworną rozpacz (…). Był to mój pierwszy w życiu ogromny zawód, jak również przestroga dla dorosłych – nie wolno obiecywać dzieciom rzeczy niemożliwych do zrealizowania.” Nie ma chyba nikogo, komu te wspomnienia nie przywołały jego własnych bolesnych dziecięcych rozczarowań. Zresztą, najbardziej chyba ujmuje w książce przywoływany przez bohaterów obraz ich dzieciństwa oraz wczesnej młodości. Czas sielanki, dominującej beztroski, w który wkrada się – bardziej przeczuwane niż definiowane – napięcie i lęk.

Pozycja z pewnością interesująca i niestety bardzo na czasie. Mówi o złudnym spokoju, zaklinaniu rzeczywistości, uniwersalnych lękach, niefrasobliwości. O bezradności wobec zmasowanego zła i wyrachowanego okrucieństwa.

Podobno nic dwa razy się nie zdarza. Na pewno?



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

WIELKI POST I MAŁE PYTANIA
18.03.2022
CO MOŻE DOBRA PARODIA (SZKODA, ŻE DAWNA)
04.02.2022
MATUZALEMOWY WIEK I SZEWSKA PASJA NIE IDĄ W PARZE
27.01.2022
RYLSKI „JADĄC”. A TY CZEGO SŁUCHASZ W SAMOCHODZIE?
01.12.2021
MAŁGORZATA SIDZ, CHRZCINY KOTA. LATO I ZIMA W FINLANDII (RECENZJA)
02.06.2021
MARIUSZ SZCZYGIEŁ „OSOBISTY PRZEWODNIK PO PRADZE”
11.03.2021
MARTA KWAŚNICKA „POMYŁKA” (RECENZJA)
11.02.2021
CO CZYTAŁEM W 2020 ROKU. CO CZEKA W KOLEJCE (CZ. 2)
21.01.2021
ANDRZEJ DOBOSZ „Z RÓŻNYCH PÓŁEK”. TO TEN Z „REJSU”
28.05.2020