MARIUSZ SZCZYGIEŁ „OSOBISTY PRZEWODNIK PO PRADZE”


Jeśli tylko ktoś się zastanawia nad podręcznikowym przykładem miłości nieodwzajemnionej, powinien – jako nie budzący wątpliwości – wskazać uczucie Polaków do Czechów. Południowi sąsiedzi od lat niezmiennie pozostają w Polsce na pierwszym miejscu sympatii wobec innych nacji. Niestety, to uczucie jest jednostronne. Dziwny i trwały fenomen. Niełatwy do wyjaśnienia. Przypominam sobie rozmowę z przypadkowo napotkanym Czechem, dwadzieścia kilometrów od granicy z Polską. Przyjaźnie zapytałem, czy odwiedza nas, na co odpowiedział stanowczym głosem: Ne, Polsko je špetná země.

Trzeba przyznać, że Mariusz Szczygieł ma wybitne zasługi w zbliżaniu naszych narodów. Niestety, w przypadku zbliżenia Czechów do nas, można odnieść wrażenie uprawiania orki na ugorze. Jak sam przyznaje w wywiadzie z Mirosławem Witkowskim: Tam [w Czechach] nie ma autora, który by Polskę traktował poważnie. Nie ma żadnego publicysty, reportera, nie ma takiego pisarza, którego Polska wabiłaby jako temat. Czechów w ogóle Polska nie interesuje, poszczególnych Czechów może tak, ale generalnie – nie. Jest takie określenie czeskie, że jak coś jest nam obojętne, to Czesi mówią: „może mi być ukradzione”. Jeżeli, na przykład, nie interesuje cię jakiś malarz, rzeźbiarz, to mówisz o jego pracach: „mogą mi go ukraść”. I Polska może być Czechom ukradziona. Nawet się nie zorientują, że jej nie ma. 

Trudno, ponure fakty ponurymi faktami, ale Praga zawsze ma czym nęcić. I warto czytać wszystko, co o niej pisze Mariusz Szczygieł. Tym razem postanowił – w jubileuszowej, dziesiątej swojej książce „Osobisty przewodnik po Pradze” – oprowadzić nas po sześćdziesięciu mniej znanych zakątkach stolicy Czech. O tej publikacji mówi: Jeśli czegoś tutaj nie ma, to znaczy, że mnie nie uwiodło.

Zawiedziony będzie ten, kto szuka jeszcze jednego opisu Hradczan, Mostu Karola, Staroměstskich náměstí, katedry św. Wita i placu Wacława – obowiązkowych, wymuskanych pocztówkowych punktów „do zaliczenia” przez tłoczących się turystów z manią robienia sobie selfie. Wyjątkiem jest plac Karola, ale tylko dlatego, że można przy tej okazji opowiedzieć o śpiewających na nim ptakach oraz Antoninie Dvořáku. Słowem, zwiedzający do tej pory Pragę według utartych szlaków turystycznych dojdzie do frustrującego wniosku, że prawie nic o niej nie wie.

Skąd pomysł zaproszenia czytelników do poszwendania się po zakamarkach miasta, zajrzenia do miejsc nieznanych albo niechętnie ujawnianych przez rodzimych prażan? Powód jest banalny, ale właśnie dzięki niemu dostaliśmy książkę. Mariusz Szczygieł ujawnia, że wszystko wzięło się z irytacji: Od momentu pierwszych moich publikacji o Pradze nie ma tygodnia, żebym nie dostał pytania o jakieś miejsca magiczne, ważne, osobiste. Ma to być oczywiście Praga bez mostu Karola i bez Hradczan. Nadmiar tych próśb, a zwłaszcza niemożność odpisywania na wszystkie, zaczął mnie irytować, postanowiłem więc zamienić to uczucie w coś pozytywnego. Napisałem przewodnik, do którego wszystkich będę teraz odsyłał.

Na dobrą sprawę „Osobisty przewodnik po Pradze” jest w tym samym stopniu klasycznym, choć niesztampowym, przewodnikiem z mapami do zabrania na wędrówkę po niej (pomoże marszruta z jednego krańca stolicy na drugi), co czułym kreśleniem sylwetek mieszkańców tego miasta. I tych powszechnie znanych: Kafki, Havla, Hrabala, Haška, Karela Gotta, Alfonsa Muchy, Karela Čapka, i tych anonimowych, dla których Praga była i pozostaje miłością życia, więc postanowili jakiś skromny dowód  swego uczucia pozostawić.

Wydaje się (co broń Boże nie jest wadą książki), że Praga bywa też pretekstem, aby opowiedzieć o czeskich zwyczajach, czeskiej kuchni, czeskich kłótniach, czeskim czytelnictwie (przeciętna Czecha –  siedemnaście książek rocznie!), czeskim seksie, czeskiej dekadencji i bardzo specyficznym czeskim poczuciu humoru. Dowiemy się „przy okazji”, gdzie można zjeść obiad na życiorysie Havla, a kawę wypić na śmieciach. Skąd się bierze miłość do bitej śmietany na większości podawanych zup. Dlaczego można czcić hrabinę odświeżaczem powietrza, a samobójców uliczną lampą świecącą w niebo. Albo czemu służą wiszące nad pisuarami w jednym z lokali świńskie ryje, a w pewnym kościele nikt nie klęka. Z tego galimatiasu, w którym praskie sacrum i profanum, absurd i rozsądek żyją w jednakowo dobrej komitywie, tworzy się nowa perspektywa widzenia stolicy Czech.

Nie jestem szczególnym wielbicielem wielkich miast; wolę w nich boczne uliczki niż reprezentacyjne arterie. Jeszcze bardziej wolę prowincję, gdzie życie toczy się wolniej i jest prawdziwsze od pełnych pośpiechu i zgiełku zatłoczonych aglomeracji z ich efekciarską fasadowością. Być może właśnie stąd tak bardzo przemawia do mnie nietypowy pomysł pokazania Pragi intymnie i swojsko; chciałoby się powiedzieć – od zaplecza. Bez jej prawdziwego bądź udawanego blichtru i snobowania, o których – mam wrażenie – można by napisać osobną książkę. W zamian, z dużą ilością błyskotliwych spostrzeżeń i anegdot (polecam zwłaszcza rozmowę z taksówkarzem i spotkanie z projektantką Blanką Matragą).

Opowieściom towarzyszą fotografie Filipa Springera. I one w tym poradniku najbardziej rozczarowują. Prawda, niektóre są ciekawe, co nie zmienia faktu, że większość jest banalna, zrobiona jakby w pośpiechu i na domiar złego (wina poligrafii?) irytująco niedoświetlona. No chyba że zdjęcia w założeniu miały być „klimatyczne” i oddawać mroczność stolicy Czech.

Rozpocząłem tekst od przytoczenia złośliwej wypowiedzi spotkanego Czecha na temat Polski. Okazuje się – może to jakaś okoliczność łagodząca i pocieszenie – sami Czesi mają mało pochlebne zdanie o sobie. Jak mówi Mariusz Szczygieł, ich ulubiona teza brzmi: nikomu nie życzymy dobrze i nikogo nie szanujemy. Wszystko i każdego można obdzielić wątpliwościami.

Czegokolwiek by Czesi nie powiedzieli o sobie i innych, nic nie zmieni faktu – ich stolica jest pięknym miastem. A „Osobisty przewodnik po Pradze” udowadnia, że jeszcze ciekawszym niż się wydawało.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

DZIKA PROMENADA W PSZCZYNIE. NAPRAWDĘ DZIKA?
16.09.2021
CZY WYŻEJ JEST PIĘKNIEJ? O FOTOGRAFII Z DRONA
25.08.2021
MAŁGORZATA SIDZ, CHRZCINY KOTA. LATO I ZIMA W FINLANDII (RECENZJA)
02.06.2021
ŚLĄSKI OGRÓD BOTANICZNY W RADZIONKOWIE. JAKI PO PIĘCIU LATACH?
20.05.2021
MARCIN WRONA „WRONĄ PO STANACH” (RECENZJA)
22.04.2021
NA ROWER! O DZISIEJSZEJ FRAJDZIE I DAWNYCH PRZEPISACH
15.04.2021
BAZYLIKA PIEKARSKA NA FOTOGRAFIACH I WE WSPOMNIENIACH
01.04.2021
MARTA KWAŚNICKA „POMYŁKA” (RECENZJA)
11.02.2021
OJCOWSKI PARK NARODOWY MA JUŻ 65 LAT
04.02.2021