MATUZALEMOWY WIEK I SZEWSKA PASJA NIE IDĄ W PARZE


W filmie Sylwestra Chęcińskiego „Sami swoi” (śląska wersja tytułu – „Żodnych goroli”) Leonia Pawlak mówi, podając granaty synowi jadącemu na rozprawę: „Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Jaki to ma związek z wyjaśnieniem pochodzenia dzisiejszych frazeologizmów? Ano z takim przekonaniem trudno będzie osiągnąć matuzalemowy wiek, łatwo za to o szewską pasję, pyrrusowe zwycięstwo, znalezienie się w kropce i powinięcie się nogi.

 

MATUZALEMOWY WIEK – WIEK BARDZO SĘDZIWY

Pojęcia nie masz, jak bardzo sędziwy to wiek (no, chyba że czytujesz Stary Testament). Matuzalem, dziadek Noego, jest pewnie najstarszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył na Ziemi, jeśli wierzyć Księdze Rodzaju. W chwili śmierci miał dziewięćset sześćdziesiąt dziewięć lat. Złośliwi twierdzą, że nie chodzi o lata, a miesiące księżycowe. W tej sytuacji z niemal tysiąca zrobiłoby się siedemdziesiąt osiem.

Nawet ze swoim tysiącem Matuzalem umierałby jako młodzieniaszek przy królach mezopotamskich. Dziesięciu pierwszych żyło czterysta trzydzieści dwa tysiące lat. I to jest dopiero piękny wiek. Oczywiście, w tej sytuacji urodzinowe „Sto lat!” zamieniało się na królewskim dworze w „Sto tysięcy lat!”.

 

SZEWSKA PASJA – FURIA, NIEPOHAMOWANY GNIEW

Naprawdę ciężko się domyślić, co mają wspólnego szewcy, spokojni na ogół ludzie, ze wściekłością. Najpierw warto wyjaśnić drugi człon tego związku. Otóż, „pasja” – odkąd tylko pojawiła się w polszczyźnie, czyli od XVI wieku – nawiązywała najpierw wyłącznie do męki Chrystusa, potem nazywano tak również nabożeństwa odprawiane w Wielkim Poście, a jeszcze później rozszerzono znaczenie na wszelkie dzieła sztuki związane z kultem cierpiącego Jezusa.

Mniej więcej dwa wieki temu sens oderwał się już znacznie od pierwotnego i zaczął oznaczać silne zaangażowanie. Można więc z pasją pisać kryminały, uprawiać szermierkę, uczyć się tańca. Ale można też, i to najpóźniejsze zjawisko językowe, doprowadzić kogoś do pasji, a nawet samemu wpadać w pasję.

I wracamy do pytania: cóż to ma wspólnego z szewcami. Otóż, powszechnie kiedyś uważano, że przedstawiciele tego właśnie zawodu – odurzeni klejami i związkami chemicznymi unoszącymi się w ciasnych klitkach, a i często zwyczajnie pijani – są, jak mało kto, obdarzeni skłonnością do gwałtownych ataków wściekłości.

Dziwne, znam dwóch szewców i to chodzące oazy spokoju. Kto wie, może właśnie dlatego frazeologizmy trzeba dzisiaj tak dokładnie wyjaśniać.

 

PYRRUSOWE ZWYCIĘSTWO – ZWYCIĘSTWO OSIĄGNIĘTE ZBYT WYSOKIM KOSZTEM

Król Pyrrus, władca Epiru – państwa obejmującego tereny dzisiejszej Albanii, był genialnym strategiem starożytności. W III wielu p.n.e wypowiedział wojnę Rzymowi. Zwycięskie bitwy prowadzone na obcym terenie okupione były jednak wielkimi ofiarami w ludziach. Po jednej z nich, pod Ausculum, gdzie zginęło ponad trzy i pół tysiąca żołnierzy, wódz miał wypowiedzieć słowa (dobrze brzmiące i współcześnie): „Jeszcze jedno takie zwycięstwo i będę zgubiony”.

Na marginesie, kroniki nic nie mówią o losie siejącej prawdziwe spustoszenie, budzącej przerażenie żywej broni – dwudziestu słoniach bojowych, a to przede wszystkim dzięki ich szarży Pyrrusowi udało się jednak bitwę wygrać.

 

ZNALEŹĆ SIĘ W KROPCE – BYĆ W TRUDNYM POŁOŻENIU

Wyobraź sobie, że jeszcze w czasach przedwojennych, a więc z punktu widzenia historii języka wcale nie tak dawno, na stwierdzenie: „znalazłem się w kropce” usłyszałbyś (od szczerze życzliwej ci osoby): „no to świetnie”. Stanisław Szober w swoim „Słowniku ortoepicznym” wydanym w 1937 roku wyjaśnia, że „znaleźć się w kropce” to znaczy „trafnie postąpić”.

Bardzo takie wolty językowe lubię, bo dowodzą żywotności polszczyzny. Kłopot w tym, że nie zawsze precyzyjnie wiadomo, skąd się biorą.

Pytasz, czy może istotą w tym przypadku jest kropka? Jak powiedziano w „Rozmowach kontrolowanych”: „trafiliście w sedno tarczy”. Najpierw była strzelnica. Wiadomo, pierwszy lepszy nie trafia w kropkę w samym środku pola, więc w znaczeniu przenośnym oznaczało to postępowanie trafne, udane.

Musimy teraz opuścić pewniki i wejść na drogę hipotez. Najprawdopodobniej „znaleźć się w kropce” weszło z czasem w jakąś interakcję z wyrażeniem „w trudnej sytuacji”, czyli ktoś znalazł się w takiej, ale jednak z niej wybrnął. Powoli jednak wersja pesymistyczna zdominowała taki sens. Jeszcze w 1961 roku Doroszewski podaje oprócz znaczenia dzisiejszego, na drugim miejscu jako rzadziej stosowane: „zręcznie wybrnąć ze skomplikowanej sytuacji”.

Sześćdziesiąt lat później nie znam nikogo, kto uważałby, że znaleźć się w kropce to szczęśliwy traf, skoro już przy strzelniczych skojarzeniach jesteśmy.

 

NOMEN OMEN – ZWIĄZEK MIĘDZY NAZWĄ A TYM, O CZYM WŁAŚNIE MÓWIMY

Mało kto dostrzega w tym zwrocie język łaciński. A to skrót od wyrażeń: „nomen atque omen” albo „nomen est omen” (imię jest wróżbą).  Rzecz w tym, że w starożytnym Rzymie wierzono, że nadane imię (nomen) wyznacza los (omen) dziecka na całe jego życie. Z czasem dołączono przekonanie, że dotyczy to tym samym stopniu nazw przedmiotów.  Autora zwrotu należy szukać w III wieku p.n.e – był nim Plaut, gwiazda komedii literackich tamtych czasów, który nazywał swoich bohaterów tak, aby karykaturalnie uwypuklić ich wady.

Przykłady współczesnych zastosowań?

Moja krawcowa nazywa się nomen omen Igła.

Działacze zostali nomen omen wykopani z boiska.

Był niski, otyły i nazywał się nomen omen Baryła.

Ciocia nie chce zdradzić przepisu na tort; mówi, że to jej nomen omen słodka tajemnica.

 

NOGA SIĘ POWINĘŁA (KOMUŚ) – COŚ SIĘ NIE UDAŁO

Jasne, że od razu w pierwszym zdaniu muszę to wyrazić dobitnie: „ta” noga nigdy się nie podwija. Mielibyśmy wtedy całkiem inne znaczenie. Można podwinąć spodnie, skarpety, a nawet usiąść z podwiniętymi nogami.

Znaczenie dosłowne jest oczywiste, a w „powinięciu się nogi” mamy przenośne. Byłoby ono dziś również powszechnie zrozumiałe, gdyby czasownik „powinąć” nie stał się archaizmem. Otóż niegdyś oznaczał on „pośliznąć się”. Czyli noga się komuś powinęła (pośliznął się) – coś się nie udało, źle się zakończyło.

Zawsze, kiedy słyszę: „noga mu się podwinęła” myślę: „i co z tego”. A przy „powiniętej”  z reguły współczuję.

 

Na fotografii tytułowej: Terho Peltoniemi (Finlandia) „The one with family have to try”



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

WIELKI POST I MAŁE PYTANIA
18.03.2022
MARCIN WILK „POKÓJ Z WIDOKIEM NA MORZE. LATO 1939”
24.02.2022
CO MOŻE DOBRA PARODIA (SZKODA, ŻE DAWNA)
04.02.2022
RYLSKI „JADĄC”. A TY CZEGO SŁUCHASZ W SAMOCHODZIE?
01.12.2021
MARTA KWAŚNICKA „POMYŁKA” (RECENZJA)
11.02.2021
TEŻ JESTEŚ ZAŻENOWANY, CZYTAJĄC BIOGRAFIE?
08.08.2019
AMOR TOWLES „DŻENTELMEN W MOSKWIE”. PRZECZYTAM PONOWNIE?
07.03.2019
KSIĄŻKI DLA NAJMŁODSZYCH. MÓJ BARDZO OSOBISTY KANON (CZ. I)
26.10.2018
JEST JÓZEF IGNACY KRASZEWSKI „TYTANICZNYM GRAFOMANEM”?
25.05.2018