MERCEDESY TRZY. ALE ZA TO JAKIE!


Nie zdziwił mnie widok rowerzysty, który na widok  zabytkowego Citroena DS wjechał w żywopłot. Nie zdziwił, bo niewiele wcześniej, w jeden z wakacyjnych dni, mało nie staranowałem samochodem barierek, wpatrzony w przejeżdżającego obok, pokrytego dostojną czernią i obudowanego potężnymi chromami, Cadillaka Fleetwood z lat pięćdziesiątych. O swojej słabości do aut retro pisałem już kilka razy. Dzisiaj przedstawiam trzy wyjątkowe Mercedesy, w tym jedną perłę nad perłami.

 

Mercedes-Benz 500 Nürburg

 

Warto mu się przyjrzeć, bowiem takich modeli przez osiem lat produkcji, do 1939 roku, wyprodukowano zaledwie 931. Zwróćmy uwagę na dbałość o detale; prezentowany wariant F był najbardziej luksusowym i najdroższym typem nadwozia. Dość powiedzieć, że jednym z jego użytkowników był Adolf Hitler.

 

Auto zaskarbiło sobie wdzięczność swoją niezawodnością, ale parametry miało takie sobie. Z pojemności 5000 cm³ uzyskano śmieszne 100 KM. Prędkość maksymalna kończyła się w okolicach 115 km/h, czyli mniej więcej podobnie jak naszego Malucha. Jak to więc możliwe, że palił na sto 30 litrów?

 

Pokazywany egzemplarz był limuzyną pierwszego prezydenta Czechosłowacji Tomáša Masaryka. Kupiono go w stanie rozpaczliwie złym. Kosztowna i czasochłonna renowacja trwała, bagatela, blisko 20 lat.

 

Mercedes-Benz 500 K Roadster

 

Wreszcie nasza perła. Brytyjski „Automobile Magazine” zaliczył Mercedesa 500 Roadster do dwudziestu pięciu najpiękniejszych samochodów wszech czasów.

 

Ten obłędnie wyglądający 2-drzwiowy kabriolet ma już 85 lat i jest jednym z najdroższych przedwojennych pojazdów zabytkowych (cena za egzemplarz wynosi mniej więcej 2 miliony dolarów). Trudno się dziwić i to z kilku powodów. Od pierwszego pokazu na berlińskich targach motoryzacyjnych w 1934 roku, przez trzy lata wyprodukowano zaledwie 354 takie Mercedesy, a jedynie 25 z nich miało nadwozie typu roadster.

 

Co więcej, litera „K” w nazwie oznacza kompresor, czyli sprężarkę, która „zarezerwowana” była wtedy tylko dla samochodów wyścigowych. I trzeba przyznać, że w tym akurat przypadku parametry silnika robią wrażenie. Niestety, nie udało mi się go sfotografować. Szkoda, bo ma ponad metr długości i waży imponujące 600 kilogramów. Z ośmiu cylindrów wydobyto 5018 cm³ i 130 KM. Co to dawało w praktyce? Słuszne 170 km/h przy równie słusznym spalaniu na poziomie 30 litrów na sto. Trudno się dziwić, że zbiornik paliwa miał pojemność 110 litrów.

 

Mercedes-Benz GP 12/120

 

Najstarszy z prezentowanych samochodów został wyprodukowany w 1908 roku. Sto jeden lat „na karku” każe go oglądać szczególnie wnikliwie. Nie mogę się powstrzymać, żeby już teraz powiedzieć o pojemności silnika. Uwaga! To całe 12400 cm³. Tak, tak – niecałe dwanaście i pół litra. Za chwilę jeszcze do tego wrócę.

 

Litery GP w nazwie oznaczają Grand Prix, czyli skrót nazwy wyścigów sportowych, niezmiernie prestiżowych na początku ubiegłego wieku. Dzięki nim pojawiała się nie tak łatwa jak obecnie możliwość promocji marek, testowania nowych technologii, sprawdzania osiągów.

 

Tak też było z nowym modelem Mercedesa. Na potrzeby Grand Prix Francji skonstruowano silnik o potężnej pojemności i zaledwie 120 KM, połączony czterobiegową ręczną skrzynią biegów na tylne koła. Takie parametry pozwalały na rozpędzenie się do 160 km/h. Wymogi organizatorów nakładały ograniczenia w maksymalnej masie pojazdu do 1100 kg i, co ciekawe, wspólnej wadze załóg (kierowca/mechanik) od 120 kilogramów w górę.

 

Trzecia edycja wyścigu rozegrana została siódmego lipca 1908 roku w Normandii na trasie wokół Dieppe. Kolejną wygraną samochodów Renault przybyła oglądać trzystutysięczna publiczność. Nikomu nie przyszło do głowy, że może być inaczej. Cios dla francuskiej motoryzacji okazał się tym większy, że całkowicie zlekceważono możliwość zwycięstwa Mercedesa.

Renault pojawiło się na mecie dopiero jako ósme. A warto wiedzieć, że w wyścigu wśród 48 maszyn, połowa była produkcji francuskiej. Przegrana wywołała tak wielkie rozczarowanie, że kolejną edycję zorganizowano dopiero cztery lata później.

Przyznaję, że Mercedesy, podobnie jak dość często pokazywane przeze mnie stare samochody, to w pewnym sensie pretekst. Naprawdę chodzi o sentyment (szczęśliwie coraz powszechniejszy) do przedmiotów z duszą. Innymi słowy, z bogatą i tajemniczą historią zapisaną przez poprzednich właścicieli, ze śladami użytkowania pokoleń, z magią niepowtarzalności. Ktoś powiedział, że to takie analogowe nośniki ludzkich historii ze „starych, dobrych czasów”. Nic dodać, nic ująć.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

UCZTA DLA OKA. MERCEDES RETRO – ODSŁONA DRUGA
30.11.2018
BEZ GWIAZDY NIE MA JAZDY? PEWNE, ŻE STARY MERCEDES JEST PIĘKNY
13.11.2018
POWAB DETALU CZYLI PONOWNIE O MOTOCYKLACH
03.07.2018
MOTOCYKLE. NIE JEŻDŻĘ, A UWIELBIAM
12.06.2018
VINCENT CURCIO „HENRY FORD” (RECENZJA)
05.11.2017
STARE AUTA ELEKTRYZUJĄ, CHOĆ NIE ELEKTRYCZNE
25.06.2017
AUTA RETRO. I DLATEGO TAK OLŚNIEWAJĄ
16.06.2017
Wnętrze samochodu
CZY AUTO MOŻE BYĆ GRATEM
18.07.2015