BO MĘSKA RZECZ TO BYĆ… W PIEKARACH


Jeszcze nie tak dawno mężczyzna miał się przeistoczyć w metroseksualnego, wymuskanego chłoptasia, który zrywa się w nocy z przerażenia, bo przyśniło mu się, że nie wszystko sobie wydepilował. Dopiero co skończyło się testowanie, czy dobrze nam w skórze lumpa, ze zmierzwioną brodą i we flanelowej koszuli. Chyba nie, dlatego nadchodzą księcioseksualni –  zniewieściałe eleganciki prosto z bajek Disneya z włosami ułożonymi w fantazyjne pukle. Rozglądam się. Wokół niemal sto tysięcy mężczyzn. Jakoś nie dostrzegam lalusiów, drwali i książąt. Nic dziwnego, bo to pielgrzymka mężczyzn do Piekar. Moja kolejna i jeden z najważniejszych dla mnie dni w roku. Dlaczego? Pomijając inne kwestie, to jedyne miejsce, gdzie mam poczucie wspólnej męskiej więzi, w której nie ma tożsamościowego zagubienia i niepewności, co to znaczy być mężczyzną. W Piekarach nie trzeba potwierdzać własnej wartości wymyślaną na sezon modą.

Nic na to nie poradzę – nie znoszę tłumu. Z jednym wyjątkiem. Tego, który zbiera się zawsze w ostatnią niedzielę maja brakowałoby mi bardzo. Od lat tu przychodzę, można powiedzieć, według pokoleniowego scenariusza, znanego w wielu rodzinach na Górnym Śląsku i tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie od pierwszej pielgrzymki w 1947 roku. Najpierw mój dziadek wędrował ze swoimi trzema synami. Po wielu latach najmłodszy z nich – mój tata, przychodził tu ze swoimi również trzema synami. Czas mija, ale nie emocje.

pielgrzymka mężczyzn do piekar jpg.

Pamiętam pierwszy raz. W sobotę, w trakcie rodzinnej narady uznano, nie bez wahania mamy, że dam radę. Miałem dziewięć lat. Poczucie radości rozsadzało mi klatkę piersiową. Wreszcie spełniało się moje marzenie. Nazajutrz miałem wyruszyć pieszo z dorosłymi do mitycznego miejsca gdzieś na krańcu świata. W doborowym towarzystwie taty, starszego brata, wujka i kuzynów.

pielgrzymka mężczyzn do piekar jpg.

Po kilku godzinach byliśmy na miejscu. Nieprzebrane tłumy mężczyzn, jakich wcześniej nigdy nie widziałem (to akurat, na szczęście, pozostaje aktualne do dzisiaj). Dla małego chłopca skala przeżyć tego dnia była trudna do ogarnięcia. Górnicze orkiestry, śpiewy przybywających z całego Śląska grup ze swoimi księżmi, kolorowe stragany pełne dewocjonaliów, pierników, makronów, imbirowych kostek. Pierwszy raz usłyszana „Bogurodzica” w wykonaniu chóru męskiego. Dudniące nad całym piekarskim wzgórzem mocne, głośne, trzykrotnie powtórzone „Szczęść Boże” na powitanie arcybiskupa. I msza święta, inna od wszystkich dotychczasowych. Pod błękitnym niebem, w cieniu starych drzew i w akompaniamencie ptasiego śpiewu.

pielgrzymka mężczyzn do piekar jpg.

Nie wiem, czy chłopcy, którzy po raz pierwszy idą na pielgrzymkę ze swoimi ojcami czują to samo, ale  wtedy ponad wszystkim dominowała we mnie duma, że przychodząc do Piekar zostałem niejako pasowany na mężczyznę. I to silne przekonanie już we mnie pozostało. A wzoru do naśladowania nie musiałem stwarzać – stał obok mnie.  Dziś coraz  trudniej  sprecyzować, czym jest męskość,  niełatwo zdefiniować istotę ojcostwa. Powiedzieć, czego się od mężczyzny i ojca oczekuje, a czego bezwzględnie wymaga. Trudno, bo tak bardzo rola ostatniego uległa degradacji, a tożsamość mężczyzny przeżywa niespotykany kryzys. Przychodzę więc na wzgórze piekarskie zobaczyć i pokrzepić się na kolejny rok obrazem normalności.

pielgrzymka mężczyzn do piekar jpg.

Myślę o tych wszystkich chłopcach, którzy w niedzielny poranek pozostali w domach. W rozbitych rodzinach zabrakło ojca, z którym pielgrzymka mężczyzn do Piekar stałaby się wielką przygodą, jak kiedyś dla mnie. Kto im opowie o tradycyjnej męskości? Kto da przykład? Pozbawieni wzoru, w którym byłoby miejsce na odpowiedzialność, siłę psychiczną, zdolność do poświęcenia, słowność, troskę i wsparcie uciekają potem – w dorosłym życiu – w marzenia, zabawowy stosunek do życia, przeżywają kryzysy, jeśli nie spełniają się szybko ich oczekiwania.

pielgrzymka mężczyzn do piekar jpg.

Nie odkrywam nic nowego, dawno już stwierdzono, że mężczyźni, którzy zostali wychowani jedynie przez mamę i w dzieciństwie nie dorastali obok mężczyzny – rodzica, muszą sobie ten wzór w życiu dorosłym, z różnym skutkiem, wymyślać. Co ważniejsze, tylko pozornie szybko zapominają o tęsknocie za ojcem. To ten rodzaj psychicznego urazu, który „leczy się” wyparciem do podświadomości, tłumieniem uczucia bezradności, nieudacznictwa i osamotnienia.

A ja miałem szczęście. Pamiętam rękę mocno ściskającą moją, kiedy szedłem obok starając się dotrzymać kroku. Między innymi dla takich wspomnień pielgrzymka mężczyzn do Piekar jest wciąż wyjątkowym przeżyciem.

Tego dnia, jeden jedyny raz w roku, ponownie zamieniam się w dziewięcioletniego chłopca. I tylko tak się wydaje, że idę już bez taty.