MIAŁ BYĆ W PSZCZYNIE MAJ, A ZNOWU JEST LUTY


Niemal dokładnie rok temu moja relacja z tego miasta zakończyła się radosną deklaracją bez pokrycia. Samokrytycznie ją zacytuję, zwłaszcza że i tak wydałoby się po kliknięciu na link, który zamieszczę na końcu. Brzmiała ona: “Ponownie Pszczyna zaprosi w czasie jedynych w roku tygodni szczególnego uniesienia, wywołanego soczystymi kolorami, słodyczą zapachów i oszalałym śpiewem ptaków. Czyli, kiedy wiosna buchnie majem.” No i pewnie buchała, tylko mnie tam nie było. Wróciłem niedawno, na początku kolejnego lutego, który jeśli czymś buchał to na pewno solidnym mrozem. Wtedy, przed rokiem, pokazywałem park pałacowy i skansen, teraz pora na zimowy spacer po mieście. A kiedy nadejdzie maj to wtedy obiecuję… Zresztą, nic nie obiecuję. Po blogowych owocach mnie poznacie.

Zimą na wielu urokliwych rynkach polskich miast hula wiatr, a przechodnie układają sobie przełajowe marszruty, by jak najszybciej opuścić place. Pszczyna ma inny pomysł. Od lat na wielkim lodowisku, zajmującym połowę rynku, hulają łyżwiarze. W otoczeniu odrestaurowanych kamieniczek z XVIII i XIX wieku łagodnieją oceny nawet najbardziej rozpaczliwego stylu.

pszczyna jpg.

pszczyna jpg.

pszczyna jpg.

Łyżwiarze ślizgają się pod wysokim protektoratem Urzędu Miejskiego i kościoła ewangelickiego, który na pierwszy rzut oka przypomina pałac z wystawnym portalem, a nie świątynię. Wraz z “przyklejonym” neorenesansowym ratuszem z XVII wieku tworzy nieco dziwny zestaw. Jedno jest pewne – obie bryły wyraźnie górują nad zabudową starówki.

pszczyna jpg.

pszczyna jpg.

pszczyna jpg.

Tuż obok – dzięki temu, że na drzewach nie ma liści – o wiele wyraźniej rysuje się potężna bryła zamku. Przed nią Brama Wybrańców – najstarsza część zabudowań i jednocześnie główny wjazd na teren zamkowy. Zachował się nawet mostek nad dawną fosą, która otaczała cały kompleks. Dzisiaj w tej części mieści się Café u Telemanna. Polecam ciasta, zwłaszcza sernik pszczyński z sosem goździkowym. Niestety, w weekendy bywa tu niekiedy tłoczno.

W moim rankingu słodkich miast Pszczyna zajmuje miejsce gdzieś pośrodku. Nie na każdej ulicy znajduje się cukiernia, a to już dla niektórych poważne zagrożenie funkcji życiowych. W niedalekim Bielsku – Białej potrafią lepiej zadbać o łasuchów.

pszczyna jpg.

_mg_9987

pszczyna jpg.

Wokół rynku rosną platany. W maju, kiedy tu przyjadę, zmienią się pewnie w zielone kule. Pnie i gałęzie wyglądają jak dzieło malarza abstrakcjonisty, ale drzewom nic nie dolega. Taka ich platanowa uroda.

Studnia stojąca na środku jest kopią dziewiętnastowiecznej. Księżna Daisy (Stokrotka) siedząca na ławce od ośmiu lat też jest repliką. Powikłane losy jednej z najpiękniejszych kobiet Europy przełomu XIX i XX wieku (stąd podobno przydomek) stały się kanwą niejednej książki i filmu. Ale to historia na inną okazję.

pszczyna jpg.

Zamiast nazw ulic z małą tabliczką można i tak, a zamiast mapy tradycyjnej można i taką.

pszczyna jpg.

pszczyna jpg.

Pszczyna to wymarzone miejsce do spacerów. Miasto jest pełne starych, secesyjnych willi. Co krok, inna architektura. Kiedyś wyraźnie bardziej dbano o detal, zastanawiano się nad urozmaiceniem bryły, więc nieraz trzeba się na chwilę zatrzymać, żeby dostrzec i docenić pomysłowość, poczucie estetyki dawnych architektów.

pszczyna jpg.

A czasem, niestety, trzeba przymknąć oko na “gryzące” współczesne dodatki. Jak w tym budynku, na który można patrzeć bez zgrzytania zębami dopiero od piętra w górę.

pszczyna jpg.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się, najpiękniejszy w mieście budynek z przełomu XIX i XX wieku – siedziba Sądu Rejonowego. Gmach z czerwonej cegły po prawej to dawne więzienie wybudowane w 1904 roku, a czynne do 1969. Obecnie mieści się tu hotel PTTK. Trafia się jedyna w swoim rodzaju okazja już od czterdziestu pięciu złotych za dobę.

pszczyna jpg.

Za każdym razem, kiedy jestem w Pszczynie odkrywam nowe miejsca. A pory roku potrafią całkowicie zmienić również poznane wcześniej. Na przykład, niewielu przyjezdnych wpadnie, że to pole golfowe.

pszczyna jpg.

pszczyna jpg.

Za trzy miesiące pokażę te same kadry z obu relacji, dzisiejszej i sprzed roku, w wiosennej odsłonie. Będzie wstrząs i zdumienie, bo wiadomo, co się dzieje, kiedy wiosna bucha majem, a bloger dotrzymuje słowa. Tymczasem, w ramach postanowienia poprawy obiecuję, że w lutym przyszłego roku trzeciej zimowej relacji nie będzie.

Chyba że mnie Pszczyna przyciągnie. A potrafi.

Zobacz też:

Pszczyna parkowa, skansenowa i ledwo zimowa