MIECZ DAMOKLESA ODCHODZI DO LAMUSA


Choć nie należał do niego, ale mówi się – miecz Damoklesa. Lamus – wcale przyjemne miejsce. Śledząc współczesne tytuły,  wielu chętnie by je odwiedziło. Gdzie więc szukać? Tantal wiadomo, cierpi srodze ukarany. Ale właściwie za co? Używamy nieustannie setki najprzeróżniejszych frazeologizmów, często nie wiedząc, dlaczego. Tajemnicą poliszynela, że bez nich wpuścilibyśmy się w językowe maliny. Nie zasypiając gruszek w popiele, powiem prosto z mostu – zobaczmy, jaka jest naga prawda. Objaśnień wszystkich pięciu metafor języka potocznego użytych w dwóch ostatnich zdaniach proszę szukać w moich wcześniejszych artykułach. Dzisiaj zestaw nowy.

MIECZ DAMOKLESA – NIEUSTAJĄCE ŹRÓDŁO ZAGROŻENIA

Można by od razu dodać, czyli o tym, jak przesadne schlebianie (zwłaszcza mądrzejszemu) nie popłaca. Rzecz dzieje się w IV wieku przed Chrystusem. Damokles był jednym z członków świty władcy Syrakuz Dionizjusza I Starszego. Umizgiwał się, kadził, płaszczył przed władcą w nadziei, że za przymilną służalczość chociaż na krótko uda mu się zakosztować splendoru władzy. I rzeczywiście, rozsierdzony tyran w końcu zaprosił, nie przeczuwającego podstępu, Damoklesa na tron. Kiedy ten usiadł, zobaczył nad swoją głową ostry miecz zawieszony na końskim włosie. Władca chciał w ten przemawiający do wyobraźni sposób pokazać, jak bardzo kruche, pełne niebezpieczeństw i gróźb czyhających w każdej chwili, jest sprawowanie władzy. A struchlały z przerażenia Damokles, którego życie dosłownie wisiało na włosku, rychło opuścił pałac. Nie wiadomo, ile razy w życiu Dionizjusz westchnął z ulgą. Wiemy, że minimum raz.

W psychologii termin “kompleks Damoklesa” dotyczy osób, zazdroszczących innym jakości życia, z reguły idealizowanej. Wyolbrzymiających jednocześnie poczucie niesprawiedliwości i własnej krzywdy. Na oko jest ich, zdaje się, niemało.

PISZ NA BERDYCZÓW – NIE CHCĘ UTRZYMYWAĆ KONTAKTÓW, SZUKAJ WIATRU W POLU

Mimo że zwrot rzadko dziś używany, nigdy dość okazji, by raz na zawsze zrehabilitować pocztę berdyczowską. Jak działa dzisiaj w tym ukraińskim mieście oddalonym ponad czterysta kilometrów od polskiej granicy – trudno powiedzieć. Za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów pełniła w nim obowiązki bez zarzutu. Bo nie o urząd pocztowy tu chodzi.

Od połowy XVIII wieku miasto było, za sprawą przywileju króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, ważnym centrum handlowym. Na dziesięć organizowanych w ciągu roku wielkich jarmarków zjeżdżali kupcy z różnych krajów europejskich. W ich trakcie nawiązywano kontakty, umawiano się, dobijano mniejszych i większych interesów. Ktoś wpadł na pomysł, by założyć system imiennych skrzynek pocztowych, do których wrzucano  przesyłki, a właściciele odbierali je w czasie kolejnej wizyty na targu. Oczywiste, że nieraz nadawca nie mógł się doczekać na odpowiedź.

W 1857 urodził się tu Józef Conrad Korzeniowski. Opuścił miasto w wieku sześciu lat i szczęśliwie dla nas na Berdyczów w dorosłym życiu nie pisał.

PRAWEM KADUKA – BEZPRAWNIE, NIELEGALNIE, BEZPODSTAWNIE

Kaduk miał dawniej znaczeń kilka, a jedno z nich dotyczyło spadku po zmarłym, który nie dość, że nie miał spadkobierców, to jeszcze nie pozostawił testamentu. W tej sytuacji cały majątek przechodził na mocy prawa kaduka (łac. ius caducum) na rzecz władcy. Ku wściekłości dalekich krewnych uważających, że w majestacie prawa zwyczajnie ich okradziono. Byłbym zapomniał – caducus znaczy po łacinie bezpański, ale i upadający. Stąd też potocznie nazywano kiedyś kadukiem padaczkę.

MĘKI TANTALA – STRASZLIWE MĘCZARNIE, KATUSZE

Ten mit  jest opowieścią o słusznie, choć potwornie, ukaranej hardości. Tantal był prawdziwym szczęściarzem. Król, przyjaciel bogów, często goszczący na Olimpie stawał się jednak coraz bardziej nielojalny. Jednak nawet częste kradzieże boskiego nektaru i ambrozji  nie pozbawiły go sympatii. Szalę przeważyło dopiero podanie na uczcie pieczeni z ciała swego syna Pelopsa. Tantal chciał w ten sposób sprawdzić, czy bogowie naprawdę są wszechwiedzącymi istotami. Na jego nieszczęście, tak było w istocie. Zaproszeni goście przywrócili życie Pelopsowi, a króla wtrącili do Tartaru. Tam nieprzerwanie umiera z głodu, pragnienia i strachu. Tuż nad nim zwisają gałęzie z owocami, kiedy chce po nie sięgnąć odchylają się. Stoi zanurzony w wodzie, kiedy próbuje zaczerpnąć woda ucieka. Nad głową umieszczono chwiejący się głaz, sprawiający wrażenie, jakby miał za chwilę runąć. I tak będzie do końca panowania mitycznych, nieprzejednanych bóstw.

ODCHODZI DO LAMUSA – STAJE SIĘ NIEPOTRZEBNE, NIEPRZYDATNE

Wyraz pochodzący z niemieckiego Lehmhaus stosowany był już od średniowiecza. Oznaczał budynek gospodarczy we dworze służący do przechowywania zbroi, ksiąg, dokumentów, różnych skrzyń, ale także narzędzi i zapasów żywności. Przekładając na język współczesny, była to najczęściej drewniana rupieciarnia. Językoznawca, Zygmunt Gloger, pisząc na początku XX wieku Encyklopedię Staropolską, przywołuje wspomnienie o Mickiewiczu, który w Zaosiu nocował z kolegami na pięterku murowanego lamusa. Tam młodzieńcy “pierścionkiem wypisywali swe imiona i nazwiska. Ale szyby te były już przez kogoś kupione i zabrane”. Gdzie by tu zamieścić ogłoszenie: kupię szybkę z lamusa z Mickiewiczem.

Kiedy już wiadomo, czym dawniej był lamus niektóre napotkane tytuły niespodziewanie zaczynają śmieszyć: “Koniak i wieczne pióro odchodzą do lamusa” albo “Depilacja intymna – czy odchodzi do lamusa”, “Książki idą do lamusa”, “Perły do lamusa?”, “Praktyka stomatologiczna: asystentki do lamusa”. Ejże, w tym składziku musi być pięknie! Też odchodzę do lamusa.

Zachęcam do odwiedzenia poprzednich artykułów z tej serii:

CZĘŚĆ I “JAKI ZABŁOCKI, JAKIE MYDŁO”

CZĘŚĆ II “FRAZEOLOGIZMY I KIJEK NA SZARYM KOŃCU”

CZĘŚĆ III “CO SMALIĆ, A CO SMALONE”

CZĘŚĆ IV “JĘZYKOWEJ PRZYGODY CIĄG DALSZY”

CZĘŚĆ V “ECH, TE POKRĘCONE FRAZEOLOGIZMY”

Podstawowe źródła:

Słownik frazeologiczny języka polskiego

Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska

Słownik etymologiczny języka polskiego

W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury