MIESZCZUCHY! MAKI KWITNĄ, ZBOŻA DOJRZEWAJĄ, LATO ZA CHWILĘ!


Przełom wiosny i lata łatwo przegapić. Z wszystkich przełomów pór roku ten najłatwiej. Co prawda, brakuje już nieco zwiewnej, majowej świeżości, ale zieleń nadal bujna i soczysta. Miesza się powoli z mocnymi kolorami lata – z żółcią dojrzewającego zboża, barwną mieszanką maków, chabrów i rumianku. Jeszcze trochę i zabraknie tej klarownej czystości, która zamieni się w poważniejsze, przygaszone lipcowo-sierpniowe tonacje. Z nich, w niezmiennym porządku, powstanie jesienna paleta barwnych szaleństw. Póki co, pożegnajmy wiosnę w polnym i śląskim wydaniu. 

W mieście upływająca końcówka zaznacza się słabo. Nie ma rady, trzeba wyjechać albo mieszkać na przedmieściach jak ja. Dla wielu będzie zapewne zaskoczeniem, że wszystkie prezentowane dziś fotografie wykonałem w sercu Górnego Śląska, między Siemianowicami a Piekarami.

Jeśli ktoś dawno nie odwiedzał tego regionu Polski i wciąż nosi stereotypowy obraz dymiących kominów, degradacji środowiska i ogólnego bałaganu, może mieć poważny kłopot z uświadomieniem sobie, gdzie się znalazł.

Jasne, że kopalnie i huty nie zostały zaorane, choć znam też i takie przypadki. Rzecz w tym, że przemysłu ciężkiego jest nieporównanie mniej, a jeśli pozostał, nie zaznacza jak kiedyś swojej obecności wielką chmurą smolistych wyziewów.

Efekt sesji zdjęciowej jest dowodem na to, że nie trzeba wyruszać gdzieś daleko poza miejsce zamieszkania, żeby dostrzec ciekawy temat. Plenery znalazłem w odległości najdalej dwóch kilometrów od domu. Centrum Chorzowa i Bytomia znajduje się od szachownicy pól mniej więcej cztery kilometry, do katowickiego Spodka „aż” siedem.

Wszystkie fotografie wykonałem ulubionym obiektywem. To niewielki i tani, ale rewelacyjny Canon 50mm/1.8, o którym już pisałem. Od czasu do czasu biorę go na sesję, żeby przypomnieć sobie początki i przy okazji fizycznie się zmęczyć. Tak, tak, zoomy potrafią skutecznie rozleniwić.

Obiektywy o stałej ogniskowej wymagają o wiele większej kreatywności. Namysłu, także prawdziwego, okupionego wysiłkiem zbliżania się i oddalenia od miejsc, a nie pozornego, wywołanego jednym ruchem pierścienia. No i z reguły dają lepszą jakość niż zmiennoogniskowe.

W trakcie fotografowania pól, ale też i architektury, ten brak zoomowych możliwości bywa sporym ograniczeniem; nie będę niszczył upraw podchodząc bliżej, zdarza się więc konieczność rezygnacji z ciekawego kadru. Przydałby się wtedy teleobiektyw. Z kolei, w fotografii krajobrazu nieraz brakuje szerszego kąta. W architekturze ciasna zabudowa jest jeszcze większym wyzwaniem dla ogniskowej 50 mm.

Trudno, zawsze powtarzam, że przygodę z fotografią warto rozpocząć od ascezy, czyli standardowego obiektywu. Potem będzie tylko łatwiej.

Zanim wkrótce powitamy lato, wyjdźmy do ogrodów i na pola pożegnać się z wiosną. Czyżbyśmy już zapomnieli, jaką euforię wywołało w nas jej marcowe nadejście? Następna dopiero za osiem miesięcy.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

PRZYSŁOWIA NA WIOSNĘ. SZKODA ZAPOMNIEĆ?
27.03.2018
FOTOGRAFOWANIE KWIATÓW. JAK MOŻNA LEPIEJ?
07.05.2017
PRZEDWIOŚNIE I PRZEDNÓWEK ALBO PRZED NOWĄ RADOŚCIĄ I STARĄ BIEDĄ
10.03.2017
MAK. PIĘKNOŚĆ DWULICOWA
10.06.2016
GOŚCIE ZJEDLI MI CZEREŚNIE, CZYLI DOMOWY BIRDWATCHING
06.06.2016
PODAGRYCZNIK. SMACZNY WRÓG
16.05.2016
SAŁATKA Z ŁĄKI
25.04.2016
CZEREŚNIA KWITNIE. NIE FETUJESZ?
20.04.2016
BRZOZA LUBIANA. FAKT, NIE GATUNEK
04.03.2016