MIKOŁÓW W PODCZERWIENI I WYPIEKACH. SPOKOJNIE, NIC NIE WYBUCHNIE


Co to za dziwne pomieszanie w tytule? Wyjaśniam – bohaterem tekstu jest Mikołów, czterdziestotysięczne miasto na Górnym Śląsku. Fotografia w podczerwieni to pomysł na jego pokazanie, a wyjątkowe ciasta i ciastka znaleźć tu można na każdym kroku. I tyle. Do pełni szczęścia potrzebna jedynie ładna pogoda i mogę zaczynać. Od końca czyli cukierni. Pisałem już kiedyś o mojej prywatnej teorii, według której istnieje prosta zależność między liczbą takich miejsc w mieście a nastawieniem do życia mieszkańców. Najzwyczajniej w świecie są życzliwsi, cieplejsi, przyjaźniej nastawieni. Jako wybitny ciastkarski ekspert będę bronił tej tezy do upadłego (pączka). Po latach degustacji i przyglądania się otoczeniu wiem jedno – cukier (może i muzyka) łagodzi obyczaje, a dietetycy opuszczają właśnie mój blog.

No dobrze, ale co Mikołów ma z tym wspólnego. Otóż wśród dotychczas opisanych kilkudziesięciu miejsc dzierży on dumnie palmę pierwszeństwa w kategorii: ilość cukierni na jednego mieszkańca. Możesz być niemal pewny, że chodząc po tym mieście na każdej ulicy znajdziesz większą, mniejszą, a czasem malutką, w której zmieści się może trzech klientów. Pokus tak dużo, że w trosce o życie nie przyjeżdżam tu zbyt często. Jak sobie z nimi radzą mikołowianie? Też chciałbym to wiedzieć.

Tym razem pojawiłem się z wielką torbą, w której zmieściłby się niejeden kawałek sernika, makowca albo ciepłe i pachnące drożdżówki (ech, rozmarzyłem się). Nic z tego. Torba po brzegi wypełniona sprzętem, w ręku statyw. To nie dzień na odwiedziny w cukierniczych ogrodach Edenu, tylko na jedną z mikołowskich sesji zdjęciowych.

To ciekawe, jak rzadko zdajemy sobie sprawę, że setki miast w Polsce mają bogaty i starodawny rodowód. Pamiętam zaskoczenie, kiedy dowiedziałem się – chodząc po Olkuszu, trochę zapomnianej dziś miejscowości – że wspomina się o nim już w kronikach z XI wieku, a bogactwo wynikające z wydobycia srebra było tak znaczne, że tu właśnie ulokowano królewską mennicę i już w średniowieczu stawiano murowane domy, do których wodę doprowadzano drewnianymi rurociągami. Niewiele, poza kilkoma zabytkami, z tej świetności zostało.

Zupełnie inaczej rzecz ma się z rówieśnikiem – Mikołowem.

Co prawda, pierwsza wzmianka pochodzi z XIII wieku, ale Mikołów był już wtedy sporym grodem i siedzibą kasztelanii. Miał w swojej historii epizody dramatyczne: dziesiątkujące mieszkańców epidemie czarnej ospy, tyfusu, pożary, z najtragiczniejszym pod koniec XVIII wieku, kiedy to od iskry w kuźni Marcina Kozaka znajdującej się na rynku spłonęła połowa zabudowań. Miasto zawsze z tych klęsk podnosiło się wzmocnione i piękniejsze.

A dzisiaj jest w też,  nie bez powodu, modne. Wiadomo na Śląsku, że warto tu zamieszkać. Terenami zielonymi mogłoby obdzielić kilka sąsiednich miejscowości, a założony w XVIII wieku wielki park przylegający do starego, pięknego rynku byłby ozdobą każdej metropolii. O Śląskim Ogrodzie Botanicznym nawet nie wspominam, bo to ewenement na skalę krajową.

A co z tą podczerwienią w fotografii? Brzmi tajemniczo i na moment musimy znaleźć się na minowym polu fizyki. Trzeba wiedzieć, że światło widoczne dla ludzkiego oka to jedynie mały zakres całego widma. Poza tym niewielkim obszarem znajduje się z jednej strony ultrafiolet, a z drugiej właśnie podczerwień. Obu człowiek nie widzi. Światło podczerwone – choć ulega tym samym zjawiskom, co widzialne czyli odbiciu, rozpraszaniu, załamaniu – zachowuje się całkiem odmiennie. Na przykład, rośliny, w których zawarty jest chlorofil odbijają podczerwień najmocniej, co w efekcie sprawia, że liście i trawy na fotografiach stają się w pełnym świetle białe. Odwrotnie z mocno niebieskim niebem, które robi się czarne, ponieważ pochłania pasmo podczerwone. Nie może więc dziwić, że krajobraz  – zwłaszcza mocno kontrastowy, z zaskakującą tonalnością – jest ulubionym tematem w tej odmianie fotografii.

Mikołów na fotografii czarno-białej stał się bardzo nobliwy, elegancki. Na żywo to miejsce dynamiczne, z pomysłem na siebie, ale też i kameralne. Marzy ci się secesja? Kamienice stoją jedna obok drugiej. Prawdziwy rynek? Niewiele jest górnośląskich miast z tak dobrze zachowaną starówką i zwartą, starą zabudową centrum. Chcesz odpocząć od górniczej zabudowy, familoków? Udało się tu powstrzymać wpływy podobnej urbanizacji i zachować niepowtarzalność. Lubisz ogrody? Największy w Polsce czeka. Chciałbyś posmakować prawdziwych wypieków? Mikołowskie są wyjątkowe. Ale o tym, zdaje się, już mówiłem.

Nałogowcy! Mikołów lepiej omijajcie, bo wpadniecie w ciastkowy ciąg gigant. Pozostali, odwiedzajcie bez obaw.

ŚLĄSKI OGRÓD BOTANICZNY. JUŻ TAKI!

NOWSZY OBOK NOWEGO. OGRÓD BOTANICZNY W MIKOŁOWIE

OLKUSZ. SREBRNE MIASTO BEZ SREBRA

(fotografie po kliknięciu powiększają się)


  • Ale że jak to – nie zmieściłeś sernika…? :< Wstydziłbyś się, toż to skandal! 🙂
    Chociaż w porządku, patrząc na ten wpis jestem skłonna Ci to wybaczyć. 🙂

    • Przyznaję, w torbie nie zmieściłem, ale pamiętaj, że można też zjadać na miejscu. Mówię Ci, Gabrielo, wycieczki do Mikołowa mnie zgubią.

  • Podoba mi się Twoja ciasteczkowa teoria 🙂 Mikołów to bardzo przytulne miasto. Pozdrawiam serdecznie.

    • Teoria teorią, ale wyobraź sobie, Agnieszko, praktykę.

      Wybieram się w najbliższym czasie do Wadowic. Czy ujdę z życiem przy tamtejszych kremówkach? Gdybym zamilkł na blogu, wiesz co się stało.