MILAN KUNDERA „ŚWIĘTO NIEISTOTNOŚCI” – ŻART OPAKOWANY


Lektura w miejscach publicznych  najnowszej powieści Milana Kundery „Święto nieistotności” ani chybi narazi cię na zdziwienie i pytająco-ironiczne spojrzenia. Będziesz się śmiał szczerym, głośnym śmiechem w trakcie opisu problemów z prostatą towarzysza Michaiła Kalinina w czasie jego politycznych przemówień i narad ze Stalinem, relacji z polowania tego ostatniego na dwadzieścia cztery kuropatwy, czy rozmowy jednego z bohaterów w wymyślanym na poczekaniu języku pakistańskim ze służącą posługującą się portugalskim, którego on nie rozumiał. Czy znajdziesz jedynie błyskotliwy dowcip? Nie, zdecydowanie nie. To również wzruszająca książka o życiu, które podsuwa całkiem nielogiczne, przypadkowe rozwiązania i scenariusze.

Kundera, urodzony osiemdziesiąt sześć lat temu w Czechach, mieszkający od czterdziestu lat we Francji, jest od dawna murowanym kandydatem do Nagrody Nobla. Nawiasem mówiąc, często wydaje mi się, że ci „murowani”, którym nigdy nie przyznano Nagrody, składają się na listę ambitniejszą niż ta z literatami nagrodzonymi. Pisarz tworzy w języku francuskim, od dawna nie zezwala na tłumaczenie swoich tekstów na język czeski i ogólnie na publikację w formie e-booków. Postać ciekawa, znana oczywiście ze słynnej „Nieznośnej lekkości bytu”.

Czterech paryskich przyjaciół: Alain, Ramon, Charles i Kaliban. Pierwszy, zafascynowany subtelnym pięknem kobiecego ciała, szczególnie pępka, drugi – mierzy się ze zrozumieniem upływającego czasu, żyje sztuką, ale na wystawy nie chodzi, bo nie znosi tłumów, Charles opowiada dowcipy o Stalinie i szuka aniołów, a Kaliban – bezrobotny aktor, chce robić wrażenie wymyślonym językiem, ale ignorowany jest przez wszystkich.

Treść lekka, żartobliwa, składająca się z błahych, codziennych zdarzeń. Dystans narratora tylko potęguje dowcip. „Święto nieistotności” czyta się dobrze i szybko, sam łapałem się na tym, że muszę „wyhamować” – lektura jest czystą przyjemnością, więc z łatwością można w jej trakcie niejedno głębsze spostrzeżenie przeoczyć. A rozmowy bohaterów zmierzają do zgłębienia sensu życia, roli przypadkowych zdarzeń, wpływających na jego przebieg. Do wyciągania wniosków ze zwykłych, codziennych obserwacji. Mój ulubiony passus dotyczy sytuacji, gdy dwóch ludzi potrąca się:

„Potrącacie się. I oto nadchodzi chwila prawdy. Kto na kogo nakrzyczy, a kto będzie przepraszał? To wzorcowa sytuacja, w rzeczywistości każde z nich potrąca innego i każde z nich jest potrącane. A jednak są tacy, którzy uznają się od razu, spontanicznie, za potrącających, zatem za winnych. I są tacy, którzy od razu, spontanicznie, uznają się za potrąconych, zatem uznają swoje prawa, by rzucić oskarżenie na drugą osobą i ją ukarać. /…/ Ten, kto przeprasza, oznajmia, że jest winny. A jeśli wyznajesz winę, zachęcasz drugiego do dalszego wyzywania cię, do publicznego oskarżania cię aż do śmierci. Takie są fatalne skutki pierwszych przeprosin.”

W poszukiwaniach egzystencjalnych, przyjaciele mogą liczyć na przypadkowo poznanych ludzi, najbliższych, a nawet samego Stalina i jego towarzyszy z Komitetu Centralnego. Wszystko po to, by dotrzeć do sedna, czyli nieistotności, która  „/…/ oswobadza. Wyzwala z uważności. Nie wymaga refleksu.”

Tytułowa nieistotność to pojęcie rozległe i pojemne. „Nieistotność, przyjacielu, to sedno egzystencji. Jest z nami wciąż i wszędzie./…/ Ale nie chodzi tylko o to, by ją dojrzeć, należy ją kochać, nauczyć się ją kochać. /…/ oddychaj tą nieistotnością, jest ona kluczem do mądrości, jest kluczem do dobrego humoru…”

W powieści Kundery, tylko na pozór lekkiej, łatwej i przyjemnej, nieistotność posiada wszelkie atrybuty siły, która w sposób kategoryczny wyzwala. Dociera do mnie, że jest w tym niemały sens. Zastanawiam się, czy nie prowadzi ona w takim razie do zauważenia i docenienia życia czyli istotności. Może sama nią jest? Próbuję te krnąbrne filozoficzne pytania od chwili zamknięcia książki rozwikłać.

Milan Kundera, Święto nieistotności, przeł. Marek Bieńczyk, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015, s. 112

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

SHAUN BYTHELL „PAMIĘTNIK KSIĘGARZA” (RECENZJA)
17.10.2019
EUSTACHY RYLSKI „BLASK” (RECENZJA)
22.08.2019
TEŻ JESTEŚ ZAŻENOWANY, CZYTAJĄC BIOGRAFIE?
08.08.2019
„SŁODKI KONIEC DNIA”. GORZKI KONIEC EUROPY? (RECENZJA FILMU)
13.06.2019
AMOR TOWLES „DŻENTELMEN W MOSKWIE”. PRZECZYTAM PONOWNIE?
07.03.2019
KSIĄŻKI DLA NAJMŁODSZYCH. MÓJ BARDZO OSOBISTY KANON (CZ. I)
26.10.2018
TOMEK WILMOWSKI PRZEPADŁ. NA SZCZĘŚCIE POWOLI WRACA
10.07.2018
JEST JÓZEF IGNACY KRASZEWSKI „TYTANICZNYM GRAFOMANEM”?
25.05.2018
DLACZEGO MIŁOSZ ODCHODZI W ZAPOMNIENIE
15.05.2018