MISKA SOCZEWICY ALBO CO KRYJĄ POWIEDZENIA KULINARNE


Dziś o powiedzeniach związanych z jedzeniem. Czy aby na pewno? Z nazw wynikałoby, że z pewnością. Prawda jest bardziej złożona i zaskakująca. Więc tym ciekawsza.

 

BYĆ NIE W SOSIE – BYĆ W ZŁYM HUMORZE, NASTROJU

Niegdyś słowo „humor” miało całkiem inne znaczenie niż dziś. Oznaczało jeden z czterech płynów (sosów) w organizmie człowieka, do których od średniowiecza zaliczano krew, żółć, flegmę i czarną żółć. Były one odpowiedzialne za temperament człowieka. Z czasem więc słowo humor zaczęło znaczyć tyle co nastrój. Mówiono: jestem w dobrym/złym sosie. Dziś aktualna w języku pozostała już tylko ta druga część i jej nikomu (również w swoim interesie) nie życzę.

 

SŁONE CENY

Gdybym przechadzał się z moim przodkiem sprzed wieków między sklepowymi półkami jego uwagę zwróciłyby ceny soli. Przeżyłby szok, kiedy porównał je z innymi produktami. W jego czasach był to nader cenny towar. Do tego stopnia, że w średniowieczu sądy nakładały kary finansowe mierzone solą. W XIV wieku nazywano ją „białym złotem”. Jeszcze w XVIII na ucztach obowiązywała zasada, że solniczka znajdowała się tylko u szczytu stołu, gdzie zasiadały osoby najgodniejsze.

Dzisiaj sól jest tania, ale „słone ceny” nadal oznaczają, że musimy zapłacić dużo.

O ile dosolić i dopieprzyć (pomijam znaczenie w przenośni) to formy oczywiście poprawne, to jakoś ponad miarę irytuje mnie słowo „dosmaczyć”. Co prawda, Słownik języka polskiego dopuszcza tę formę jako potoczną, ale czy naprawdę nie można „doprawić do smaku” albo najzwyczajniej „przyprawić”? Ciekaw jestem, czy to tylko moje prywatne językowe dziwactwo.

 

MISKA SOCZEWICY – COŚ MAŁO WARTOŚCIOWEGO, ZA CO ODDAJE SIĘ COŚ NIEZWYKLE ISTOTNEGO

W tym zwrocie nie dość, że sens bywa niejasny to i pochodzenie najczęściej umyka. A szukać go trzeba w czasach pierwszych Rodziców. Otóż, w Księdze Rodzaju opisano klasyczny przypadek działania pod wpływem chwili (oraz tępoty) i utraty w rezultacie czegoś niebywale cennego.

Gdy pewnego razu Jakub gotował jakąś potrawę, nadszedł z pola Ezaw bardzo znużony i rzekł do Jakuba: «Daj mi choć trochę tej czerwonej potrawy, jestem bowiem znużony». Dlatego nazwano go Edom. Jakub odpowiedział: «Odstąp mi najprzód twój przywilej pierworodztwa!» Rzekł Ezaw: «Skoro niemal umieram [z głodu], cóż mi po pierworodztwie?» Na to Jakub: «Zaraz mi przysięgnij!» Ezaw mu przysiągł i tak odstąpił swe pierworodztwo Jakubowi. Wtedy Jakub podał Ezawowi chleb i gotowaną soczewicę. Ezaw najadł się i napił, a potem wstał i oddalił się. Tak to Ezaw zlekceważył przywilej pierworodztwa. (Rdz 25,29-34)

Czy to soczewica jest tak smaczna, czy Jakub był nadzwyczajnym kucharzem – nie wiadomo. Zastanawia fakt, że w kuchni żydowskiej próżno szukać dań z czerwonej soczewicy. W końcu najsławniejszej biblijnej potrawy.

 

WPUŚCIĆ KOGOŚ W MALINY – OSZUKAĆ, POSTAWIĆ W KŁOPOTLIWEJ SYTUACJI

Frazeologizmy, z jakimi jest zawsze spory kłopot to właśnie ten typ. Wszystko proste, zrozumiałe, tylko skąd i po co maliny. Językoznawca, profesor Krystyna Długosz-Kurczabowa raczej odrzuca pomysł, by je łączyć z owocami. Skłania się ku rozwiązaniu… karcianemu. W preferansie „być na malinach” znaczyło wszystko stracić. Potwierdzałby tę tezę cytat z wydawanego w pierwszej połowie XX wieku „Słownika warszawskiego”: „Puściłem już spadki po dwóch stryjach i trzech ciotkach, obecnie zaś, będąc na malinach, uprzedzam dalszych i bliższych krewnych, aby pospieszyli z zapisami.” 

Co ciekawe, angielskie tłumaczenie tego zwrotu z niezamierzonym komizmem naprowadza na odrzucony przez panią profesor wątek „owocowy”: lead up the garden path.

 

MASZ BABO PLACEK – NIEMIŁA, ZASKAKUJĄCA SYTUACJA

Stara, ludowa przypowieść opowiada, jak to diabeł podjął decyzję o skłóceniu kochającego się małżeństwa. Nie udawało mu się do momentu, gdy postanowił wysłać z tą misją wredną babę. Ta, w zamian za obiecany placek, tak doskonale wywiązała się z zadania, że zaślepieni nienawiścią małżonkowie odebrali sobie nawzajem życie. Nawet diabeł, w końcu stary wyga, przestraszył się jędzy i uciekł. Placek zostawił powieszony na drzewie. Wiedźma, chcąc odebrać nagrodę weszła na nie i spadła wprost do rzeki. Utopiła się.

No i masz tu babo placek. Poza tym, nie od dzisiaj wiadomo – gdzie diabeł nie może tam babę pośle. Jedna historia, dwa frazeologizmy – całkiem nieźle.

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

SIENKIEWICZ, W PUSTYNI I W PUSZCZY. NA STOS I ZAPOMNIEĆ?
23.07.2020
KSIĄŻKI MOJEGO DZIECIŃSTWA (CZ. IV)
11.04.2019
KSIĄŻKI DZIECIŃSTWA. MÓJ OSOBISTY KANON (CZ. III)
10.01.2019
KSIĄŻKI DLA NAJMŁODSZYCH. MÓJ BARDZO OSOBISTY KANON (CZ. II)
23.11.2018
KSIĄŻKI DLA NAJMŁODSZYCH. MÓJ BARDZO OSOBISTY KANON (CZ. I)
26.10.2018
DLACZEGO CZYTANIE KSIĄŻEK NIE JEST MODNE
12.09.2017
DWA ELEMENTARZE. KTÓRY WOLISZ?
01.09.2016
PIERWSZE ZDANIE
26.07.2016