MŁODY DENTYSTO, JEDŹ NA TARG STAROCI!


Kończysz stomatologię, chciałbyś założyć własny gabinet, ale martwisz się, jak na początku drogi dotrzeć do klientów? Fakt, konkurencja jest spora. Mam zestaw bezcennych rad, dzięki którym będzie o tobie głośno. Ostatnio odwiedziłem targ staroci w Bytomiu, a tam w dobrej cenie można kupić niemal cały gabinet dentystyczny razem z kompletami wierteł i narzędzi. Wszystko z lat sześćdziesiątych, w idealnym stanie. To moja pierwsza podpowiedź.

 

Nawet strzykawki to nie jakieś tandetne jednorazówki, tylko solidna szklana, niemiecka robota. Wytrzymują do dwustu stopni. Lampa też niejedno jeszcze wytrzyma. Nie zapomnij o koniku na biegunach do poczekalni.

Jest, co prawda, jeden feler – nie ma w zestawie fotela dentystycznego, ale oferta wśród innych foteli i krzeseł jest na tyle duża, że wybierzesz coś odpowiedniego.

Kitel lekarski? Zapomnij. Mają w mieście o tobie mówić, zamiast – kup dwa mundury Ludowego Wojska Polskiego. Dla siebie i pielęgniarki. Do ludzi w mundurach podchodzi się z szacunkiem i respektem. Inna sprawa, u dentysty i tak każdy czuje się mały, ale widząc nad sobą podpułkownika nie będą tak wrzeszczeć. Stosownym dodatkiem powinny być hipsterskie buty i hełm z czerwoną gwiazdą, że niby jesteś wyzwolicielem i przynosisz pokój w uzębieniu.

 

Oprócz aplikowanego środka przeciwbólowego warto obok fotela ustawić dwie skrzynki z amunicją i granatami. Jeden może być z wyjętą zawleczką. Niech delikwent skupi się na swoim psychicznym paraliżu, a nie borowaniu.

 

Sztuka? Oczywiście. Każdy wchodząc do gabinetu powinien od razu spostrzec, że ma do czynienia z młodym, ale już subtelnym koneserem. Stawiasz na awangardę? Witkacy za 170. Za odważne? No to Wyspiański – marne 110. Makowski jeszcze tańszy, bo nieduże obrazki.

 

Ambitne dzieło sztuki ma to do siebie, że pozostawia duży margines na interpretację. Kup ten pejzaż z brzozami, powiększ dziurę. I koniecznie stwórz opowieść o przodku walczącym z carskim siepaczem, który w potyczce szablą sponiewierał rodową pamiątkę, a pradziadek tej zniewagi nie darował. Siepacz osuwając się na ziemię, rękawem szorstkiego szynela starł farbę w lewym rogu. I tak, po dziejowych zawieruchach rodzinna relikwia zawisła w twoim gabinecie.

 

Szablę pradziadka też kupisz.

 

 

Gdy się trafi wzruszony opowieścią pacjent, pokaż mu rodowe fotografie familii. Setkami leżą w kartonach. Kup ze dwadzieścia, wystarczy. Jesteś zapracowanym dentystą, a nie przewodnikiem muzealnym. Przedwojenną pornografię jednak bym wykluczył; zależy ci przecież na opinii poważnego lekarza już od pierwszego dnia.

 

 

Z drugiej strony mógłbyś jej dyskretną obecność powiązać z rozszerzeniem działalności, czyli naprawą lalek. Na targu cała anatomia w detalach i różnych rozmiarach. I ta bezwstydna lalkowa golizna wychylająca się z kartonów po bananach. Te dewiacje w sukienkach. Nie, ten pomysł sprzedam początkującemu ginekologowi albo psychiatrze.

 

Powoli gabinet przybiera ludzki wygląd. W poczekalni brakuje jeszcze lektur. Na widok czasopisma „Radioamator” z 1954 roku i poradnika dla ministrantów każdy pacjent zmarszczy czoło i choć na chwilę oderwie myśli od bólu.

 

 

Daleki jestem od narzucania własnego gustu. Targ staroci dla admiratorów wszelakich sztuk plastycznych jest miejscem tak wyjątkowo bogatym w dowody ludzkiego geniuszu, że sam też sobie poradzisz.

 

Na ścianie gabinetu powinno wisieć dużo zegarów. Niech każdy wskazuje inny czas. To wzmocni oszołomienie po środku przeciwbólowym wbitym niemiecką strzykawką sprzed pół wieku.

 

 

Za to radio może grać jedno. Z wyborem pasującego do wystroju nie będzie problemu.

 

Jeszcze lepiej, gdy będzie grał stylowy magnetofon albo adapter. Na miejscu kupisz setki taśm i płyt.

Wreszcie wstydliwa, lecz jakże wspólna sprawa potrzeb fizjologicznych. Ani ci w głowie pospolite trendy i modne toalety w cemencie, przypominające poniemiecki bunkier. Jako piewca estetyzmu finezyjnego idziesz w stronę niebanalnej lekkości. Kaczka sanitarna ustawiona w rogu poczekalni na niejednym obolałym obliczu wywoła nostalgiczny uśmiech i projekcję najsłodszych obrazów dzieciństwa.

 

 

Na ścianie obok nocnika zawieś tabliczkę o niezdatności wody, również do celów gospodarczych. Frasunek, czym umyć kaczkę, oderwie klientów od dźwięku wiertła w sąsiednim pomieszczeniu. Byłbym zapomniał, jesteś w wojskowym mundurze, wywieś na budynku stosowną nazwę ulicy.

 

 

I tyle. Dzięki mnie masz za niecałe osiemset złotych w pełni wyposażony, najbardziej stylowy w Polsce gabinet dentystyczny. Co więcej, wkrótce trafisz na okładki, będziesz zapraszany do telewizji śniadaniowych, po wywiady ustawią się w kolejkach. Wspomnij tam o skromnym blogerze, który uczynił cię celebrytą.

 

(miniatury po kliknięciu się powiększają)



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

POLSKA LUDOWA. Z NIEPODLEGŁOŚCIĄ SŁABO, Z ABSURDEM WYŚMIENICIE
16.11.2018
JAK ZACHOWAĆ MŁODOŚĆ? GARŚĆ PORAD Z 1951 ROKU
01.06.2018
UMARŁ STALIN. NIECH STALINOGRÓD WIECZNIE ŻYJE!
03.03.2018
PRANIE MĘCZY? NO TO PRZECZYTAJ
17.02.2018
„MARZENIA Z BETONU”. DOBRY TYTUŁ, ZAWARTOŚĆ JESZCZE LEPSZA
19.11.2017
PRL W OPARACH NOSTALGII
30.09.2017
KSIĄŻKA SKARG I WNIOSKÓW. LITERATURA FAKTU I ABSURDU
12.11.2016
BYTOM – TEN BRZYDKI (CZ. II)
26.10.2016
„CZASYPISMO”. CO MA WSPÓLNEGO HICZKOK Z OPERACJĄ NA PROSTOTĘ
14.10.2016