MOST RĘDZIŃSKI. POWAB O ZMIERZCHU /cz. 2/


Poznaliśmy już dokładnie Most Rędziński we Wrocławiu o różnych porach dnia. Położony na płaskim terenie wygląda jak wielki żaglowiec przecinający linię horyzontu. Oglądany z boku i z odległości kilkudziesięciu metrów przypomina harfę z cienkimi strunami. Tak też się wydaje przejeżdżającym kierowcom. I dopiero zbliżenie na detale przynosi prawdziwy obraz masywności i ogromu największego powierzchniowo mostu betonowego na świecie. Co ciekawe, jakimś cudem zachowała się niemiecka mapa sprzed II wojny światowej z zaplanowaną wtedy trasą drogi ekspresowej, która niemal całkowicie pokrywa się z dzisiejszą autostradą i lokalizacją mostu. Minęło ponad siedemdziesiąt lat i most stoi. Wybudowali go Polacy, nie Niemcy. Nosi nazwę Most Rędziński, nie Adolf Hitler Brucke. A do granicy niemieckiej jeszcze ponad sto sześćdziesiąt kilometrów. Ot, meandry historii.

Sam nie wiem, kiedy most wydaje mi się najpiękniejszy. Czy w ciągu dnia, białe wanty ostro odcinają się wtedy na tle niebieskiego nieba, a wierzchołki pylonu wydają się być całkiem blisko chmur. Albo o zmierzchu, z lekko zaróżowionym jeszcze niebem. Most nabiera wtedy nierealnej lekkości, jakby narysowała go ręka rysownika ilustrującego bajkę, w której na most wjedzie zaraz barwny orszak królewski. Czy też w ciemnościach, kiedy złowroga czerń nocy przegrywa z ciepłym, bezpiecznym światłem otulającym cały obiekt.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

Skąd nazwa mostu? Niestety, z ogłoszonego przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad konkursu. Do wyboru były nazwy: most Dolnośląski, most Na Wantach, most Promienisty, most Śląski, most Zachodni i dziś obowiązująca, czyli wygrana plebiscytu. Napisałem – niestety, bo z wysuniętych propozycji akurat ta jest najgorsza. Ilu z przejeżdżających wie, że most przerzucony jest nad wyspą Rędzin. Wyobrażam też sobie łamańce cudzoziemców wypowiadających słowo „rędziński”. A mogło być tak wzniośle i wytwornie. Ostatnia z propozycji brzmiała bowiem: most Wratislavia. Cóż, mój faworyt przegrał. Pamiętam też kłopotliwe zaskoczenie w Generalnej, kiedy podliczono wszystkie głosy.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

Nocny przejazd samochodem przez Most Rędziński to przeniesienie się w inny wymiar. Ciemność spowijająca wszystko wokół sprawia, że zapominam o przeznaczeniu konstrukcji. Jadę w tunelu złożonym z setek, ostro odcinających się na tle nieba, strun. Jeszcze o zmierzchu potrafią być żółte, nawet pomarańczowe. W nocnej czerni mocna biel tym bardziej podkreśla niewiarygodne piękno i perfekcję oświetlenia każdego detalu.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

most redzinski wroclaw jpg.

Konstruktor mostu, profesor Jan Biliszczuk, który, jak przecież nikt inny, znał niebywale skomplikowany stopień zaawansowania technicznego całego przedsięwzięcia, powiedział, przyglądając się skończonemu dziełu: „Tego wszystkiego nie widzą oczy zwykłego obserwatora. Widzą cienką kreskę pomostu, smukły pylon i cztery białe, świetliste wachlarze.”

Rozumiem żal, ale na tym właśnie, panie Profesorze, opiera się cała rozkosz kontemplacji dzieła sztuki użytkowej, jakim jest Most Rędziński. Nie ma co, będę musiał wymyślić wkrótce jakiś pretekst, żeby pojechać w stronę Wrocławia. A, jeśli już „przypadkiem” znajdę się w jego okolicy, jakże wtedy nie wjechać na Autostradową Obwodnicę i raz jeszcze między struny jedynej harfy tylko dla kierowców. Drugiego takiego miejsca próżno szukać.

O wrocławskim moście w jego dziennej odsłonie pisałem tutaj.