MÓWIĘ PAŹDZIERNIK, MYŚLĘ LENIN ŻYWY


Okolicznościowa gazetka ścienna w każdej klasie, na której Lenin musiał dominować i listopadowa akademia ku czci Rewolucji Październikowej były stałymi punktami roku szkolnego. W chłodny jesienny dzień siadałem wtedy z tyłu auli przy ciepłych grzejnikach i oparty o nie drzemałem. Z boku pewnie mogłem wyglądać jak ktoś zasłuchany, zatopiony we wdzięcznej refleksji i rozważający wielkie dzieło geniusza. Kto wie, może zasłużyłem na błysk uznania w oczach dyrektora, zasiadającego w partyjnej egzekutywie Urzędu Miejskiego. Modne strzelanie kulkami z lufek (wdzięcznym celem była duża Jadzia, etatowa deklamatorka Majakowskiego), pozostawiałem mniej dojrzałym kolegom. I tak mijała godzinka. Jeśli tylko wypadała lekcja któregoś z przedmiotów ścisłych, chwaliłem Boga za Październik w listopadzie.

Wracam do tamtych wspomnień i coraz silniej dociera do mnie, że w gruncie rzeczy niewiele się od czasów Rewolucji, ale i szkolnych spędów zmieniło. Tyle że akcenty inaczej rozłożone. Podobnie jak wtedy, każdy dzień przynosi przykłady sztucznej moralności, narzucanej tolerancji i poprawności politycznej, a wszystko to razem składa się na totalitaryzm w nowym opakowaniu.

Wiadomo, że głosem swoich czasów jest zawsze twórczość pisarska. Odkąd pamiętam, zastanawiała mnie niesłychana tandeta i naiwność tzw. literatury zaangażowanej – sowieckiej, a jeszcze bardziej polskiej. Że tak wielu pozwoliło się użądlić, oddać w służbę nieludzkiemu systemowi. Większość dałoby później wiele, by te karty twórczości skutecznie wymazać. Jak Szymborska, mająca w dorobku agitkę na rzecz wstąpienia do PZPR – partii, która „rozgarnia mrok”:

Partia. Należeć do niej.
Z nią działać. Z nią marzyć. Z nią w planach nieulękłych.
Z nią w trosce bezsennej. Wierz mi to najpiękniejsze
co się może zdarzyć

Szczytowym osiągnięciem noblistki pozostanie na zawsze panegiryk „Lenin”:

Że w bój po­pro­wa­dził krzyw­dzo­nych,
że trwa­łość zwy­cię­stwu nadał,
dla nad­cho­dzą­cych epok
sta­wia­jąc moc­ny fun­da­ment –
grób, w któ­rym le­żał ten
no­we­go czło­wie­czeń­stwa Adam,
wień­czo­ny bę­dzie kwia­ta­mi
z nie­zna­nych dziś jesz­cze pla­net.

Czy szczerość przekonań może być okolicznością łagodzącą? Nie wiem, ale jestem po stronie tych, którzy nie mając pojęcia, jak się potoczą wypadki dziejowe, pisali w tamtych czasach do szuflady. Nie kroczyli z postępowymi masami budować jasną, świetlaną przyszłość. A o tym, że proces budowy będzie długotrwały i potrwa aż do spełnionego szczęścia komunizmu przekonywano z każdej strony.

Choć mówię o czasach nie tak znów odległych, trudno sobie dziś odtworzyć ciśnienie codziennie sączonych absurdów. Pamiętam, wychodząc z mszy świętej witały mnie ostentacyjnie wielkie dwa napisy umieszczone na wprost kościoła: „Partia z Narodem. Naród z Partią” oraz „Idee Lenina wiecznie żywe”. Można powiedzieć, władza przypominała mi w każdą niedzielę, że jeśli przed chwilą wciąż zacofany w poglądach, tkwiący w „mrokach” średniowiecza, słyszałem w kruchcie o wiecznie żywych ideach, to są też rzeczywiste, prawdziwe, na pewno wieczne, bo leninowskie, którym należy oddać wszystko. Chciałoby się dodać – i duszę.

Czytam we wstępie wydanej w 1977 roku antologii „… na czerwonych października kwiatach”, będącym niezłym przykładem obowiązującej mowy absurdu, której nikt oficjalnie nie śmiał poddać w wątpliwość: „W istocie rzeczy każde pokolenie polskie od czasu Wielkiego Października żyło w odblasku łuny nad Pałacem Zimowym, raz po raz słyszało zwielokrotnione echo pamiętnego strzału z Aurory, rosło i kształtowało się pod przemożnym wpływem myśli Lenina i czynu Rewolucji.”

Czy to ten przemożny wpływ kazał Tuwimowi napisać wiersz  „W Poroninie” (zwłaszcza, jeśli wyobrazić sobie „doczepioną” na początku „Lokomotywę” brzmi on znakomicie humorystycznie):

Na ma­łej sta­cji, w wio­sce Po­ro­nin,
Gdzie po­ciąg sta­nął przy zgrzy­cie szyn,
Wy­siadł z wa­go­nu oj­ciec, a po nim
Raź­no na pe­ron wy­sko­czył syn.
Wy­szli na dro­gę, we­so­ło idąc,
Przez kład­kę prze­szli na dru­gi brzeg.
Oj­ciec przy­sta­nął, spoj­rzał na syna,
Po­my­ślał chwi­lę i tak mu rzekł:

„Tu na tej zie­mi, daw­no już temu,
Za mo­ich mło­dych dzie­cin­nych lat
Cho­dził po świe­cie czło­wiek, któ­re­mu
Nową epo­kę za­wdzię­cza świat.
Wiesz o kim mó­wię?”
„Wiem o Le­ni­nie”
„Czy tu­taj miesz­kał?
Czy tu­taj śnił?”
„Tak na tej zie­mi, tu w Po­ro­ni­nie
Przed żan­dar­ma­mi Cara się krył.”

Po­tem umil­kli i w za­my­śle­niu
W wiel­kim sku­pie­niu gdzieś da­lej szli,
Tą samą ścież­ką po któ­rej Le­nin
Być może cho­dził za tam­tych dni.

Chodził, chodził, o czym upewnia nas, niepewnych, w innym utworze:

Kłaniaj się górom, córeczko, kłaniaj się górom,
Śniegom słonecznie kipiącym, świtom tatrzańskim,
Olśniewającym lazurom, olśnionym chmurom,
Kłaniaj się, córko, wysokim dniom zakopiańskim! (…)

Mocno i pewnie chodząca po polskiej ziemi,
Umiłuj lud sprawiedliwy, co Polskę zbudził.
A tam, kochanie, gdzie mieszkał Włodzimierz Lenin,
Złóż kwiatek. To był przyjaciel tych prostych ludzi…

A taki Konstanty Ildefons Gałczyński (tak, ten od „Zaczarowanej dorożki”), czy musiał, czy też chciał się wykazać służalczością, pisząc „Przed mauzoleum Lenina”:

Ten dzień widzę znowu i znowu –
ten dzień – nigdy nie zapomnę o nim:
wiatr surowy i rześki dął
i śnieg leżał na Placu Czerwonym.

Pamiętam, że zachodziło słońce
nad Mauzoleum, po pięknym dniu.
Grzeszny człowiek, po latach błądzeń
wreszcie dotarłem tu.

Ileż by jeszcze trzeba trąb, żałobnych nut!
Bo, że umarł, to ciągle boli
ten, który centrum globu przesunął na wschód
ramieniem proletariackiej woli.

Przysięgam, już nigdy nie będę słaby,
Pióro w promień przemienię i niech się promieni
Oto nowe stulecie. A tylko dwie sylaby:
LENIN.

Nagromadzenie absurdów ówczesnego systemu jest niezmierzone. Można by je ilustrować setkami literackich cytatów i przykładami życia codziennego. Pytanie, czy aby na pewno będzie to przebrzmiała historia. Wpadła mi ostatnio w ręce książka Douglasa Murraya „Szaleństwo tłumów”. Lektura każe potwierdzić przekonanie, że i dziś prawdę poświęca się na rzecz ideologii. Autor definiuje to tak: „Ludzie dostają coś, o co nie prosili, w ramach projektu, pod którym się nie podpisali, i realizacji celu, którego sobie nie życzą.”

A może należałoby dodać: nie życzą do czasu. Aż do momentu, kiedy poddani mniej lub bardziej subtelnej obróbce, są w końcu przekonani, że wprowadzane właśnie zmiany, decyzje, pomysły stają się spełnieniem ich oczekiwań. Więc może nie kpijmy z Szymborskiej, Tuwima, Gałczyńskiego. Dojrzała demokracja też może być i coraz częściej jest ustrojem totalitarnym.

Przykładów aż nadto. Pierwszy z brzegu: bożyszczem leninowskich czasów, wzorem do naśladowania dla młodzieży był w Związku Radzieckim Pawka Morozow, który doniósł na własnego ojca, chcącego w czasach Wielkiego Głodu ukryć trochę zboża. Jurij Drużnikow w książce „Zdrajca nr 1, czyli wniebowstąpienie Pawlika Morozowa”, cytuje 13-letniego chłopca zeznającego przed sądem: „Działalność mojego ojca była jawnie kontrrewolucyjna i jako pionier mam obowiązek o tym powiedzieć, że mój ojciec nie jest obrońcą interesów Rewolucji Październikowej. I ja, nie jako syn, ale jako pionier proszę o wyciągnięcie wobec niego konsekwencji.”

Dzisiaj miejsce Pawki Morozowa zajęła trzy lata od niego młodsza transwestytka, która wygłasza w sieci cieszący się sporym powodzeniem apel: „Jak chcesz zostać transwestytą, a rodzice ci nie pozwalają, potrzeba ci nowych rodziców.”

Po Rewolucji Październikowej pod sztandarem Lenina, dla wielu proces ideologicznego dojrzewania kończył się wymuszonym lub szczerym wyznaniem: tak towarzysze, my już zmieniliśmy poglądy. Dziś w orwellowskim świecie metody małych kroków oswajających z zachowaniami jeszcze niedawno nagannymi i nie do zaakceptowania taka deklaracja dorosłych ludzi o radykalnej zmianie poglądów, dołączeniu do świata postępowego i przyjęciu transformacji obyczajowo-kulturowej za swoją może wciąż budzić zdumienie.  Wtedy było to jakoś zrozumiałe, teraz pozostaje ironiczne wzruszenie ramion, politowanie wobec konformizmu i kapitulacji z niezależności myślenia. Ogólnie, żal.

Jedno jest pewne, Lenin musi być zadowolony. Pozostawił naprawdę żywe idee.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

MATRYMONIALNE. „CHCĘ DUŻO SERCA W ZAMIAN ZA SWOJE”
16.07.2020
WSZYSTKA PO 5 ZŁOTYCH! UPUST (OPUST?) NADZWYCZAJNY
14.05.2020
MIŁOŚĆ W CZASACH ZARAZY. POWRÓT DO LISTÓW?
23.04.2020
CO MI DAJE INTERNET W CZASIE „POZAMYKANEJ” KULTURY
02.04.2020
SPIRYTUS, SKLEP, ZAPASY I INNE MODNE SŁOWA
19.03.2020
GORZKIE ŻALE PRZYBYWAJCIE. O PIĘKNIE SMUTKU
05.03.2020
MYCIE SKRACA ŻYCIE (ALE RACZEJ RZADKO)
13.02.2020
SMARTFON. MASZ ODWAGĘ Z NIM ZERWAĆ?
16.01.2020
KOBIETA, BIAŁOGŁOWA, NIEWIASTA, DZIEWKA. CO TU ROBI KOBYŁA?
25.04.2019