MUZEUM ZAPAŁEK W CZĘSTOCHOWIE. ŚWIAT ODCHODZĄCY


Nic nie zwiastuje, że za chwilę przekroczę progi najstarszej na świecie fabryki zapałek. O zmierzchu okolice Ogrodowej w Częstochowie z pewnością lepiej omijać. Okna wielu domów i sklepików zamurowano, obawiając się dzikich lokatorów. Z kolei przy budynkach zamieszkałych wolałem przyspieszyć kroku. Nie ma wątpliwości, że to część miasta w stanie daleko posuniętej degradacji. Dochodząc do Muzeum Zapałek spodziewałem się ciekawej architektury, kunsztownie układanych cegieł, okien w kształcie gotyckich łuków. Zobaczyłem ponury budynek z czasów późnego Gierka. Może dalej będzie pięknie?

To zapewne jedyny zakład, w którym bramę fabryczną otwiera zwiedzającym sam prezes. Eugeniusz Kałamarz, o czym za chwilę miałem się przekonać, o zapałkach wie wszystko i potrafi się swoją wiedzą dzielić z niebywałym entuzjazmem. Na pytanie, czy na pewno zapałki będą wieczne, odpowiada w uniesieniu: – Proszę pana, cywilizacja zginie i dopiero wtedy zginie też zapałka.

Zostawmy ginące cywilizacje. Bo to raczej zakład, który zaczynam zwiedzać, sprawia wrażenie ginącego. Przygnębiające jest już wejście; na placu przed halą czas zatrzymał się w miejscu.

Wewnątrz pachnie wilgocią i zleżałym smarem. Maszyny zatrzymano dawno; ostatnie zapałki wyruszyły w świat osiem lat temu. – To jedyne urządzenia do produkcji zapałek na świecie całkowicie mechaniczne, bez udziału elektroniki i gotowe do produkcji – przekonuje prezes Kałamarz.

Dosyć narzekania. Bez względu na metrykę, każdego, kto przybywa do Muzeum Zapałek czeka frajda śledzenia całego cyklu produkcyjnego. Z grubsza rzecz biorąc jego istota nie zmieniła się od roku 508, kiedy to w Chinach wynaleziono pierwsze zapałki.

Zaczyna się od przygotowania klocków najczęściej z osiki – drewna, które łatwo się zapala, jest jasne i plastyczne…

przez wytwarzanie patyczków długości 43 milimetrów,

umieszczanie ich w automacie zapałczanym (kolos robi wrażenie!),

po pakowanie zapałek do kartonowych pudełek.

Według podobnej technologii produkcja w zakładach trwała od roku 1882.

Zwiedzających czeka jeszcze zaskakująca w takim miejscu niespodzianka – projekcja najstarszego filmu polskiej kinematografii. Co ma wspólnego z fabryką zapałek? Otóż w 1913 roku pożar zniszczył większość drewnianej zabudowy zakładu. Zdarzenie zostało uwiecznione kamerą i przez trzy minuty  można obserwować strażaków w akcji sprzed stu pięciu lat.

Ponadto w jednej z sal zorganizowano stałą wystawę Rzeźby z jednej zapałki Anatola Karonia,

a w sąsiedniej wystawę filumenistyczną z etykietami pudełek po zapałkach od czasów dwudziestolecia międzywojennego do współczesnych,

a także ciekawą dokumentacją. Tu zamówienie dla Chin z 1928 roku.

Gdzie te czasy, kiedy produkcja szła pełną parą, a sto czterdzieści zatrudnionych osób wytwarzało pół miliona pudełek na dobę. Po kosztownej adaptacji Muzeum Zapałek mogłoby się stać kurą znoszącą złote jaja, tymczasem jest miejscem, które trzeba czym prędzej zobaczyć. Kto wie, czy zakład przetrwa najtrudniejszy czas w jego historii.

Na wznowienie produkcji po ośmiu latach szanse maleją, zwłaszcza że – jak wspomniał prezes – stara załoga, znająca sekrety stuletnich maszyn powoli wymiera. Jeszcze trochę i nikt nie będzie wiedział jak je uruchomić.

Zostawiam sobie oryginalny bilet wstępu w kształcie rozłożonego pudełka zapałek z zastrzeżoną etykietą, na której jest słynny czarny kot. W nieodległym czasie kartonowy prostokącik może być historyczną pamiątką.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

Wioska na Śląsku Cieszyńskim
A PO DRODZE (CIESZYŃSKIEJ) DĘBOWIEC, WIOSKA NIEDUŻA
23.10.2018
CZY NAZWY MIEJSCOWOŚCI ŚMIESZĄ? OJ, ŚMIESZĄ!
31.07.2018
NIE NA DARMO CZARNOCIN LEŻY W SZWAJCARII
27.04.2018
WOLNA NIEDZIELA. I Z CZEGO TAK SIĘ CIESZĘ?
20.03.2018
KAMIEŃ ŚLĄSKI. POKAŻ MI W POLSCE PODOBNĄ WIEŚ
21.10.2017
CZELADŹ. MAŁE MIASTO Z CHARAKTEREM
21.08.2017
OJCÓW. TURYŚCI MAJĄ SIĘ DOBRZE, MIEJSCOWI LEPIEJ
27.07.2017
LEŚNIÓW SŁYNIE, CHOĆ NA UBOCZU I MAŁO ZNANY
06.07.2017
WADOWICE. ŻEBY TYLKO NIE PRZESŁODZIĆ
30.04.2017