MYCIE SKRACA ŻYCIE (ALE RACZEJ RZADKO)


– Ludzie potrafią usiąść na fotelu i otworzyć usta, z których zionie smród niedawnego zjedzonego czosnku albo nieprzetrawionego piwa – żali się znajoma dentystka. Dodaje – I tak chyba mam lepiej niż kolega dermatolog za ścianą. Ten dopiero się nawdycha. Niedawno pacjent z raną cukrzycową lewej stopy, na zwróconą mu uwagę, dlaczego nie umył też prawej, zaczepnie odpowiedział, że skąd niby miał wiedzieć, przecież ta go nie boli.

Jedno jest pewne – myzofobia, czyli nadmierne dbanie o higienę i lęk przed brudem nam nie grozi. Wiara, że mycie skraca życie wydaje się być wciąż żywa. Wystarczy krótka wizyta w zatłoczonej przychodni albo przejażdżka autobusem.  Wykazano (przepraszam jedzących w tej chwili), że co czwarta osoba podróżująca komunikacją miejską ma na rękach bakterie kałowe. Z kolei na serwowanych w pubach orzeszkach znaleziono nawet pięć rodzajów moczu.  Pozostawiając wątek toaletowy, ponad połowa z nas nie myje rąk po kontakcie ze zwierzętami. A na biurku, na którym nieraz leży jakaś przekąska – z reguły rzadko ścieranym środkiem dezynfekującym – znajduje się 400 razy więcej bakterii niż na desce klozetowej w toalecie.

O mojej ulubionej epoce – średniowieczu, nadal myśli się narzuconymi od oświecenia stereotypami. Tymczasem Europejczycy w tamtych czasach od kąpieli i mycia nie stronili. W 1292 roku w Paryżu, liczącym 70 tysięcy, działało 26 łaźni. W kilka razy mniejszym Krakowie aż 12.

Jadwiga andegaweńska zanim wyszła za Władysława Jagiełłę, wysłała zwiadowcę, który miał się dowiedzieć, czy przyszły mąż się kąpie. Okazało się, że przynajmniej raz na trzy dni. Kto wie, jak bardzo zmieniłaby się historia Polski, gdyby wyszło na jaw, że co pół roku.

Najbrudniejszym okresem były wieki XVII i XVIII. Wierzono wtedy powszechnie, że kąpiel otwiera pory, przez które wchodzą ciężkie choroby. W szerzeniu tych „naukowych” teorii przodowali Francuzi. Król Ludwik XIV skorzystał z balii z wodą raz w życiu jako siedmiolatek. Wystarczyło, w końcu w wyższych sferach wszyscy znali i stosowali zasadę: „Aby zapobiec odorowi ciała, należy nacierać skórę gałkami różanymi.” W 1705 roku tenże król wydał rozporządzenie, aby odchody zostawiane na pałacowych korytarzach były sprzątane raz w tygodniu. Nie tak znów dawno, jeszcze w XIX wieku najważniejsze było utrzymanie w czystości twarzy, rąk i nóg – czyli tego, co mogli zauważyć inni. Potem było tylko lepiej?

Zmarły w 2004 roku Zygmunt Kałużyński, wybitny krytyk filmowy, znany był z zamiłowania do braku higieny. Z właściwą sobie autoironią wspominał: „Rzeczywiście, mam opinię osobnika o higienie raczej ogólnikowej. Nieżyjący już Kazimierz Rudzki, powiedział mi: „Zygmusiu, mówią o tobie, że jesteś brudny”. „Niesłusznie – odpowiadam mu – co prawda jestem zaniedbany  w ubraniu, ale myję się  i również się kąpię”. Na to Rudzki: „Może powinieneś zmieniać wodę”.

Anegdota anegdotą, ale dane są mało krzepiące. Z niedawno przeprowadzonego sondażu wynika, że 60% z nas nie myje rąk po wyjściu z toalety. A co dziesiąty Polak nie sięga po szczoteczkę do zębów. Tyle samo zmienia ją najwyżej raz na rok. Niemal co piąty Polak myje zęby tylko raz dziennie, blisko połowa z tych osób robi to wyłącznie wieczorem.  Nie do wiary, 54 % Polaków nie używa antyperspirantów! Wszystko w czasach, kiedy na sklepowych półkach tłoczą się setkami kosmetyki do higieny.

Jesteśmy więc narodem brudasów? Otóż niekoniecznie, a przynajmniej nie wszyscy. Kilka lat temu na zlecenie firmy Geberit przeprowadzono w dwunastu krajach badanie, w którym wzięło udział po 1000 kobiet i mężczyzn w wieku 33-55 lat. Co się okazało? Nikt inny, a właśnie Polacy okazują się być nacją najbardziej ceniącą czystość. Co więcej, chcącą korzystać z najnowszych rozwiązań, które mogą im to zapewnić. Średni czas, jaki Polacy przeznaczają w ciągu doby na higienę osobistą to 51 minut. Nieźle, ponieważ w innych przebadanych społecznościach, najwięcej odpowiedzi wskazuje przedział 21-30 minut.

Czy da się te krzepiące dane jakoś pogodzić z tym, co wcześniej opisałem. Jedyny wytłumaczalny wniosek wynikający z rozziewu między wrażeniami odbieranymi każdego dnia w przestrzeni publicznej (zwłaszcza zmysłem węchu) a przytoczonymi danymi byłby taki, że w Polsce na bakier z higieną są, z jednej strony ludzie młodzi, z drugiej starsi. „Środek”, czyli poddany badaniu przedział 33-55 to istny wzór do naśladowania?

We wstępie do swojej książki „Historia brudu”, Katherine Ashenberg pisze: „To czy coś uznajemy za czyste, mniej zależy od naszego wzroku czy powonienia, a daleko bardziej od sposobu myślenia. Każda kultura odmiennie definiuje czystość, samodzielnie określając złoty środek między abnegacją a pedantyzmem”. W takim razie konia z rzędem temu, kto byłby w stanie zdefiniować czystość w kulturze naszych czasów?

Czy tylko ja mam wrażenie, że wielu nadal hołduje zasadzie św. Bernarda, który mawiał: tam, gdzie śmierdzą wszyscy, nie czuć nikogo.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

MATRYMONIALNE. „CHCĘ DUŻO SERCA W ZAMIAN ZA SWOJE”
16.07.2020
WSZYSTKA PO 5 ZŁOTYCH! UPUST (OPUST?) NADZWYCZAJNY
14.05.2020
MIŁOŚĆ W CZASACH ZARAZY. POWRÓT DO LISTÓW?
23.04.2020
CO MI DAJE INTERNET W CZASIE „POZAMYKANEJ” KULTURY
02.04.2020
SPIRYTUS, SKLEP, ZAPASY I INNE MODNE SŁOWA
19.03.2020
GORZKIE ŻALE PRZYBYWAJCIE. O PIĘKNIE SMUTKU
05.03.2020
SMARTFON. MASZ ODWAGĘ Z NIM ZERWAĆ?
16.01.2020
KOBIETA, BIAŁOGŁOWA, NIEWIASTA, DZIEWKA. CO TU ROBI KOBYŁA?
25.04.2019
LIST MIŁOSNY. CO NA TO MATKA, CÓRKA I ELA?
14.02.2019