NA BAKIER Z NOCNYM MARKIEM


Dawno nie opowiadałem na blogu o moich ulubionych związkach językowych – frazeologizmach. Dziś, w czternastym odcinku, zmierzę się z kolejnymi czterema.

KAMIEŃ WĘGIELNY – POCZĄTEK, FUNDAMENTY, POWSTANIE CZEGOŚ

Jeśli kamień węgielny to niechybnie coś związanego z węglem. Dlaczego jednak nie – za chwilę, a na razie o dosłownym i przenośnym znaczeniu. Termin oznacza pierwszy kamień, cegłę w narożu budowli. I kiedyś, i obecnie znajdują się na nim informacje dotyczące budowniczego, daty budowy. Wmurowanie kamienia węgielnego to ceremonia czysto symboliczna, ale w krajach Wschodu miał on naprawdę solidne rozmiary i rzeczywiście wiązał, spajał ze sobą dwie narożne ściany.

Częściej używa się tego zwrotu nie w sensie dosłownym (chyba że ktoś jest deweloperem), ale jako frazeologizmu, określając nim najważniejszą część, podstawę czegoś, początek. Co ciekawe, w tekstach biblijnych w tym znaczeniu pojawia się ponad czterdzieści razy. A jak się zastanowić, nic w tym dziwnego.

“Węgielny”, ale nie od “węgla”. Z reguły nie kojarzymy już tego słowa z innym, ponieważ w pierwotnym znaczeniu stało się dawno archaizmem. Chodzi więc nie o “węgiel”, a o “węgieł”, czyli miejsce,  w którym stykają się dwie zewnętrzne ściany. Zastąpiony został najpierw przez “winkiel” (w jidysz do dziś – winklsztejn), a potem przez “narożnik”. Zresztą, w polszczyźnie długo mówiono również – kamień węgłowy.

OPERA MYDLANA – NIEKOŃCZĄCY SIĘ SERIAL RADIOWY LUB TELEWIZYJNY

Od razu przychodzą do głowy “Matysiakowie” i “W Jezioranach”. Ponad sześćdziesiąt lat w przypadku pierwszego serialu i niewiele mniej drugiego, robi wrażenie. Początki oper mydlanych sięgają jednak lat trzydziestych ubiegłego wieku. W październiku 1930 roku jedna ze stacji radiowych w Chicago nadała pierwszy odcinek słuchowiska “Malowane marzenia”. I tak cyklicznie, od poniedziałku do piątku, przez trzynaście lat. Dołączali następni, aż w końcu gatunek stał się operą mydlaną.

Skąd się wzięła ironia w nazwie? Szybko w Ameryce zauważono, że podobne produkcje są najpopularniejsze wśród gospodyń domowych. Nic dziwnego, że przychylnym okiem spojrzeli na tasiemcowe seriale producenci chemii gospodarczej, zwłaszcza mydeł do prania przeważających wówczas w asortymencie. Zdominowały one przerwy reklamowe. Stąd drugi człon.

Opera zaś znalazła się tu ze względu na emocje, jakie targały (i targają?) słuchaczkami, a które dawały się porównać tylko z tymi, których doświadczają wielbiciele opery. Kto widział reakcje włoskiej publiczności wie, o czym mówię.

NOCNY MAREK – KTOŚ, KTO CHODZI SPAĆ PÓŹNO

Kiedy zobaczyłem w “Słowniku frazeologicznym” Stanisława Skorupki “marka” z dużej litery, pomyślałem – niemożliwe. I rzeczywiście, wszystkie pozostałe publikacje, do których udało mi się dotrzeć zapisują z małej. Nie wiem, skąd dziwny pomysł autora Słownika, ale wiem, dlaczego inne są zgodne. Rzecz w tym, że markiem nazywano niegdyś ducha albo inaczej marę. Najczęściej taką, która musiała pokutować w czyśćcu.

Kłopoty pojawiają się, kiedy sięgniemy po trochę już zapomniany zwrot “tłuc się jak Marek po piekle”. W “Słowniku mitów i tradycji” Władysława Kopalińskiego można wyczytać, że powiedzenie owo – za sprawą przekonania Oskara Kolberga – pochodzi ze staropolskiej sztuki anonimowego autora “Przygody Marka pijaka, którego diabli wiedli przez piekło”. Marek pijak byłby więc konkretną, imienną marą, choć już bez szans na zbawienie. A kłopot? “Słownik języka polskiego” pod redakcją Mieczysława Szymczaka każe zapisywać wszystkie “marki” w wymienionych powiedzeniach konsekwentnie z małej litery.

I bądź tu Marku (?), marku (?) mądry.

NA BAKIER – BRAK POTRZEBNYCH UMIEJĘTNOŚCI, NA UKOS

W zasadzie to wyrażenie ma jeszcze inne znaczenia. Można przecież powiedzieć, że ktoś jest na bakier z rodziną, ze sprzedawcą w piekarni, czyli poróżnił się, pogniewał. Z rzadka jeszcze można usłyszeć, że coś jest na bakier – sprawy mają się źle.

Słowo “bakier” nie tak łatwo wyjaśnić. Trzeba bowiem skierować uwagę w stronę języka niemieckiego, potem rosyjskiego i jeszcze na dodatek żeglarstwa. Językoznawcy są niemal zgodni, że pochodzi ono ze zwrotu “Back kehren”. “Back” to skrócony wariant formy “Backbord” – “lewa burta”, a “kehren” to “obracać, zmieniać kierunek w lewo”. Z niemieckiego następnie zwrot przejęli żeglarze rosyjscy. Brzmiał on на бекрень (wym. na biekreń). Teraz już pójdzie z górki – z rosyjskiego zapożyczyli polscy flisacy, którzy wydając komendę zwrotu tratwy w lewo krzyczeli “na bakier!”. Naturalnie, musiała też istnieć komenda: kierunek na prawą burtę. Ta – pożyczona wprost z niemieckiego, bez pośrednictwa Rosjan – nie przyjęła się w języku w żadnej formie i nic dziwnego, bo brzmi: “ru sztybor” (niem. Steuerbord).

Nakrycie głowy też da się nosić na bakier, a więc zawadiacko, wyzywająco. W “Encyklopedii staropolskiej” Zygmunt Gloger wyjaśnia, że «Polacy zwykle, czyto szlachta można, czy mieszczanie i lud wiejski (który siedząc przy dworach, tradycyjne zwyczaje narodowe szlachty naśladował), nosili czapki, kołpaki, kapuzy, kapelusze, nachylone do prawego ucha, co zwano na bakier. Ukraińcy naśladując ten zwyczaj, posuwali ukośne noszenie przykrycia głowy do najwyższego stopnia, więc w pismach z XVIII w. czytamy: “Włóż czapkę na bakier, ot tak z kozacka”.»

Profesor Jan Miodek przytacza w którymś z wywiadów powiedzenie swojego ojca, dyrygenta chóru w jednej z dzielnic Piekar Śląskich: “Czopka na bakier, nos do góry, my som chopcy z Koziej Góry”.

Jeżdżę tam czasem na rowerze. Mogę potwierdzić, “chopcom z Koziej Góry” lepiej nie wchodzić w drogę.

ZOBACZ TEŻ:

CZĘŚĆ I “JAKI ZABŁOCKI, JAKIE MYDŁO”

CZĘŚĆ II “FRAZEOLOGIZMY I KIJEK NA SZARYM KOŃCU”

CZĘŚĆ III “CO SMALIĆ, A CO SMALONE”

CZĘŚĆ IV “JĘZYKOWEJ PRZYGODY CIĄG DALSZY”

CZĘŚĆ V “ECH, TE POKRĘCONE FRAZEOLOGIZMY”

CZĘŚĆ VI “MIECZ DAMOKLESA ODCHODZI DO LAMUSA”

CZĘŚĆ VII “ZNALEŹĆ SIĘ W KROPCE I PUŚCIĆ FAMĘ O ROGU OBFITOŚCI”

CZĘŚĆ VIII “RUJA I PORUBSTWO, A TU – PIES OGRODNIKA”

CZĘŚĆ IX “KOŚCI ZOSTAŁY RZUCONE BEZ OGRÓDEK”

CZĘŚĆ X “LEŻEĆ POKOTEM I ZBIJAĆ BĄKI”

CZĘŚĆ XI “OD SASA DO LASA I INNE DUPERELE”

CZĘŚĆ XII “SŁONE CENY, A DZIEWCZYNA W BIELIZNĘ UBRANA”

CZĘŚĆ XIII “KAPUŚCIANA GŁOWA I KOBYŁKA U PŁOTA”

Podstawowe źródła:

Słownik frazeologiczny języka polskiego

Słownik języka polskiego

Witold Doroszewski, Słownik języka polskiego

W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury

Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska


  • basetla

    Najbardziej zaskoczyłeś mnie nocnym markiem.Zawsze myślałam, że chodzi o kogoś konkretnego, np. o tego samego , który najpierw zarywał noce, a potem tłukł się po piekle?

    • Zastanawia mnie, skąd pomysł nazwy sklepu monopolowego “Nocny Marek” w Białymstoku. Czyżby właściciel znał utwór “Przygody Marka pijaka, którego diabli wiedli przez piekło”? Erudyta, moralista i teolog w jednej osobie?

  • Tośka

    Bardzo lubię ten cykl. Chciałabym wiedzieć skąd wziął się “cienki Bolek”. Jeśli już o tym pisałeś, przypomnij, w której części.

    • W kwietniowym odcinku wyjaśnię znaczenie tego zwrotu. Zrobię to bez szczególnego entuzjazmu, bo – jak pewnie zauważyłaś – od bieżącej polityki staram się na blogu trzymać z daleka.

    • basetla

      Tośka, czy Ty aby nie stąpasz po grząskim gruncie. 😉

      • Tośka

        Wiem, nie powinnam napisać “Bolek”, dużą literą, nie byłoby skojarzeń. To wyrażenie ma mnóstwo synonimów, często je słyszę, stąd ciekawi mnie skąd się wzięło. Ot, tyle.