NAGA PRAWDA IDZIE JAK W DYM I NIE LEJE KROKODYLICH ŁEZ


Powiedzenia typu: iść jak w dym, naga prawda, niedźwiedzia przysługa czy kruszyć o coś kopie, ułatwiają życie. Nie musimy mnożyć słów, żeby coś opisać. Zwroty te dowodzą też naszej elokwencji i na pewno ożywiają wypowiedzi. Byłoby jednak dobrze wiedzieć, skąd się wzięły. Rychło okazuje się, że rodowód tych frazeologizmów potrafi być zaskakująco odległy od naszych wyobrażeń.

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁO IŚĆ JAK W DYM

Mamy dwa możliwe wyjaśnienia. Jedno militarne, drugie sielskie.

Kiedyś w czasie bitew po wystrzale z armat unosiły się obłoki dymu. Ładowano wtedy ponownie działa. Był to jedyny w miarę bezpieczny moment, gdy pod osłoną dymu nieprzyjaciel mógł podejść bliżej.

Istnieje też wyjaśnienie związane z życiem wiejskim. Jeśli z komina chaty unosił się dym, wiadomo było, że ktoś jest w środku i można pukać do drzwi.

Językoznawca, Mirosław Bańko, w swoim „Słowniku porównań” dodaje jeszcze jedno wyjaśnienie: Może też nawiązywać do zachowania osoby, która, chcąc ratować kogoś lub coś od ognia, decyduje się działać natychmiast i bez namysłu

Iść jak w dym, czyli zadziałać odważnie, śmiało, bez wahania.

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁA NAGA PRAWDA

Sięgnąć musimy po Horacego i jego pieśni z I wieku p.n.e. Tam pojawia się zwrot „nuda veritas”, czyli „naga prawda”. Czytamy, że Prawda i Fałsz poszli się kąpać. Fałsz wyszedł pierwszy i włożył ubranie Prawdy. Ta nie chcąc włożyć ubrania Fałszu zmuszona była pokazać się ludziom nago.

Naga prawda, a więc prawda w czystej, nieskażonej postaci. A jeśli taka to nie zawsze zachwycająca. Wypada zgodzić się z Jerzym Bralczykiem: Wprawdzie dążymy do życia w prawdzie, ale po prawdzie trochę się jej boimy. 

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁO KRUSZENIE O COŚ KOPII

Kopia, broń osadzona na drzewcu, używana była przez naszą husarię jeszcze do połowy XVIII wieku.

Nie byłoby powiedzenia o kruszeniu kopii w języku polskim, gdyby nie popularne turnieje, na których rycerze staczali pojedynki właśnie na kopie. Otóż w starciach używano szczególnego rodzaju tej broni. Mianowicie kopia w wersji turniejowej była tępo zakończona. Dzięki temu umożliwiała zrzucenie przeciwnika z konia, jednak bez zranienia, tym bardziej zadawania śmierci. Po wbiciu w zbroję przeciwnika kruszyła się. Rzecz jasna taka odmiana byłaby bezwartościowa w „normalnej” bitwie.

Kruszyć kopie, inaczej – walczyć o coś zawzięcie, występować w czyjejś obronie, nawet jeśli nie ma to głębszego sensu. Zauważmy, że stosując ten frazeologizm  najczęściej łączymy go z zaprzeczeniem, np. Nie kruszmy kopii o taką błahostkę, Nie ma sensu kruszyć kopii o coś podobnego.

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁA NIEDŹWIEDZIA PRZYSŁUGA

Z powiedzeniem wiąże się stara anegdota, jak to po wsiach chodził sztukmistrz z oswojonym niedźwiedziem. Zwierzę bardzo zżyło się ze swoim właścicielem i zrobiłoby dla niego wszystko. Pewnego razu na nosie kuglarza usiadła mucha. Niedźwiedź, chcąc pomóc, uderzył łapą i zabił owada razem ze swoim panem.

Niedźwiedzia przysługa – intencje szczere, następstwa fatalne.

Jeśli kto chciałby poznać podobną w klimacie, a niesłychanie przy tym zabawną historię, zachęcam do lektury opowiadania Gustawa Herlinga Grudzińskiego „Rosyjski Niedźwiedź. Divertimento narracyjne”.

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁA LISZKA, KTÓRA SWÓJ OGON CHWALI

Tak, to liszka jest wersją wzorcową, a nie pliszka, czy myszka, bo i taki wariant czasem się słyszy (już widzę myszkę, która chwali się kilkoma centymetrami lichutkiego ogonka). I wersją najbardziej logiczną. Dlaczego? Bo liszka, po czesku liška, to dawna polska nazwa samicy lisa, po wiekach zamieniona na lisicę. Nie myszka ma się czym chwalić, ale lis swoim wytwornym, grubym, futrzanym ogonem. No, ostatecznie jeszcze pliszka – i nazwa podobna, i długi, czarno-biały ogon strojnie się kołysze, kiedy ptak spaceruje po trawie.

Przy okazji, mamy tutaj dobry przykład, jak słowo, które staje się archaizmem (liszka) ustępuje miejsca obecnemu we współczesnym języku (pliszka).

Dla zaskoczonych, że najpierw była liszka – lisica, mam bajkę Ignacego Krasickiego „Niedźwiedź i liszka”

„Rozumiejąc, że będzie towarzyszów bawił,

Niedźwiedź, według zwyczaju, nic do rzeczy prawił.

Znudzeni tymi bajki, gdy wszyscy drzymali,

Gniewał się wilk na liszkę, że niedźwiedzia chwali.

Rzekła liszka: „Mnie idzie o ochronę skóry:

Niezgrabną ma wymowę, lecz ostre pazury.”

Włochatą gąsienicę też czasem nazywa się liszką, ale porzućmy ten trop. No, chyba że całą potraktujemy jako pełzający ogonek.

Jeśli ktoś chciałby na swoich rozmówcach zrobić silne wrażenie, śpieszę z tłumaczeniem zwrotu na język grecki – κάθε παπάς την καμπάνα του επαινεί.

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁY KROKODYLE ŁZY

To prawda, krokodyle płaczą. Obficie wylewane łzy, zwłaszcza po zjedzeniu nieszczęsnej ofiary, wydają się być u nich oznaką rozpaczy („jakże słabą mam wolę”). Stąd powiedzenie, z siedmiowiekowym już rodowodem, „krokodyl mięso zje, a nad kośćmi płacze”.

Jest jeszcze inny wariant mówiący, że krokodyl roni łzy na widok człowieka, którego zamierza pożreć. Trzecia wersja, jaką znalazłem, odkrywa niecne zamiary. Według niej „krokodyl rzewnymi łzami zlewa ścieżkę swej ofiary, by pośliznęła się, a następnie ją pożera”.

Pamiętaj, nigdy nie lituj się nad płaczącym krokodylem i nie zbliżaj się do niego. On wcale nie jest nieszczęśliwy! Okazuje się, że w okolicach oczu ma specjalne gruczoły pomagające poprzez kanaliki w pozbyciu się nadmiaru soli. Zwłaszcza po sutym, mięsnym posiłku.

Weź więc czytelniku pod uwagę swoje nadmierne  zasolenie i to, że kiedy już cię krokodyl zje może zapłakać się wcale nie ze współczucia. Taka to krokodylowa wredna wrażliwość.

Krokodyle łzy to nic innego tylko fałszywy, nieszczery żal.

 

Podstawowe źródła:

Słownik frazeologiczny języka polskiego

Witold Doroszewski, Słownik języka polskiego

Władysław Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury

Salomon Rysiński, Przypowieści polskie

Mirosław Bańko, Słownik porównań

Słownik frazeologiczny współczesnej polszczyzny, oprac. S. Bąba, J. Liberek



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

ZABŁOCKI NA MYDLE, CZYLI GŁUPI JAK BUT (Z LEWEJ NOGI)
12.11.2020
SZARAPOVA CZY SHARAPOWA I INNE MANOWCE
22.10.2020
OŚCIĄ W GARDLE. JASNE, ŻE O KOŚCIACH TEŻ BĘDZIE
24.09.2020
DUŻĄ LITERĄ, MAŁĄ LITERĄ. WIEDZA TAJEMNA? (CZ. 2)
10.09.2020
PISOWNIA RELIGIJNA, CZYLI DYLEMATY NIE TYLKO ŚWIĄTECZNO-ŚLUBNE (CZ. 1)
03.09.2020
KARTOFEL I ZIEMNIAK. KTO RZĄDZI W TYM ZWIĄZKU?
20.08.2020
ROZMAITOŚCI JĘZYKOWE Z KOŚCIOŁA, SPORTU I KUCHNI
13.08.2020
WSZYSTKA PO 5 ZŁOTYCH! UPUST (OPUST?) NADZWYCZAJNY
14.05.2020
KORONAWIRUS. NA PEWNO FORMA POPRAWNA?
16.04.2020