„NAJLEPIEJ W ŻYCIU MA TWÓJ KOT. LISTY” WISŁAWA SZYMBORSKA, KORNEL FILIPOWICZ


Nie mam problemu z Filipowiczem. Po dwudziestu siedmiu latach od śmierci pozostaje niezrównanym mistrzem krótkiej formy. Lubię wracać do jego opowiadań; kilka książek stoi na moich półkach, inne od czasu do czasu wypożyczam w bibliotece. Mam za to spory kłopot z Szymborską. Czas mija, nic się nie zmienia. Chodzi mianowicie o Zbigniewa Herberta. A dokładnie, o żal, że to nie on otrzymał Nagrodę Nobla. Rozważania, czy twórczość poetki jest tej nagrody godna to zajęcie jałowe i pozbawione sensu. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę coraz dziwaczniejszych laureatów lat ostatnich, na tle których twórczość Polki to literacki brylant. Jednego jestem natomiast pewien – to autor „Trenu Fortynbrasa” jest pisarzem głębszym, bardziej wyrafinowanym i erudycyjnym. Tkwi i tkwi we mnie ten zadawniony, chłodny dystans do Szymborskiej. Kiedy więc zobaczyłem w księgarni jej korespondencję z Filipowiczem „Najlepiej w życiu ma twój kot”, pomyślałem z nadzieją, że może trafia się okazja, by o tej oziębłości z wolna zapominać. Czy lektura listów pomogła?

Jak to dobrze, że kiedyś nie było internetu, komórek, czatów, a dotarcie do zwykłego (i czynnego) telefonu graniczyło niemal z cudem. Jak to dobrze, bo inaczej całe dzieje epistolografii zniknęłyby w mgnieniu oka. W tym i korespondencja noblistki z wybitnym prozaikiem. Od razu muszę dodać, listy pisze co prawda dwoje pisarzy, ale o literaturze tu niewiele. O czym więc? O zwykłym, codziennym życiu, nad którym unosi się głębokie uczucie. Darmo jednak wśród czterystu pięćdziesięciu listów szukać wielkich wyznań, czy drobiazgowej analizy głosu serca. Przy dzisiejszej manierze publicznego rozpowiadania o sprawach najbardziej intymnych, rynsztokowego obnażania pikantnych szczegółów, wydają się być szczytem taktu, dyskrecji i subtelnej tkliwości.

Dużo przy tym, w prowadzonej korespondencji, żartu, łagodnego dowcipu, przekomarzania. Szymborska często pojawiała się w roli arystokratki – hrabiny Heloizy Lanckorońskiej, a odpowiadał jej hrabia Tulczyński, w którego wcielał się Filipowicz. Była i służąca Rózia, dzięki czemu czytelnik przenosi się w różne czasy, a nawet „bywa na salonach”. Nie ma wątpliwości, koresponduje ze sobą dwoje inteligentnych i obdarzonych poczuciem humoru ludzi.

najlepiej w życiu ma twój kot jpg.

„Kochana! Przesyłam Ci cebule, które ułatwią wydzielanie łez szczęścia na powitanie Krakowa.”

„Kochany Kornelu! Wiadomość, że masz zamiar zgolić wąsy uderzyła we mnie jak grom z jasnego nieba. Chciałam przecież wypchać nimi poduszeczkę na szpilki (…).”

„Kochana Wisławo,

komunikuję Ci z przykrością i niepokojem, że wczoraj w godzinach wieczornych zwiądł jeden kwiatek.”

„Kochany Kornelu!

Kiedy pomyślę, że przez najbliższe dni będziesz nieosiągalny, robi mi się ciężko w lewym płucu.”

najlepiej w życiu ma twój kot jpg.

Jeśli ktoś oczekuje bezliku miłosnych deklaracji i wyznań, może być srodze zawiedziony. To w listach margines, ale wnikliwszy czytelnik bez trudu zorientuje się, jak bardzo – mimo powściągliwości – ważny. Znajdzie się w nich miejsce i na „kocham”, i na „całuję”, a nawet na subtelny znak erotycznego pożądania; dominuje jednak ton serdeczności, głębokiego porozumienia, tęsknoty, atencji i troski o drugą osobę.

Choć przecież wśród nielicznych, co prawda, można znaleźć i tak niezwykle ujmujące wyznania:

„Kochana! Jeszcze jedno spotkanie z Tobą – nierealne, jak we śnie! Człowiek jednak składa się z kości, mięśni i nerwów, które potrzebują doznań materialnych. To nie pretensje, Wisławo, to tęsknota każe mi pisać takie nie bardzo mądre rzeczy!”.

„Kornelu Kochany! Najlepiej w życiu ma twój kot, bo jest przy Tobie”.

„Kochana!

(…) śniłaś mi się z wczoraj na dzisiaj (…). Sen miał wszelkie cechy spraw, które rozgrywają się między kobietą a mężczyzną. Nie lubię (i nie zamierzam) pisać pornograficznych listów, więc powiem Ci tylko, że masz bardzo piękne piersi; zdaje się, że Ci to we śnie powiedziałem.”

najlepiej w życiu ma twój kot jpg.

Zwierzeniom towarzyszą rysunki, kolaże, wyklejanki. Wiele z nich pokazano, a więc jest to też książka do oglądania. I do poznawania PRL-owskiej rzeczywistości – zwykłego dnia tamtych czasów. Poznałem ceny produktów spożywczych, wyniki badań lekarskich, utarczki z cenzurą, atmosferę w sanatoriach, wrażenia z podróży, plotki towarzyskie, wędkowanie – wielką pasję Filipowicza.

Nie wiem tylko, czy oboje kochanków wyraziłoby zgodę na tę publikację. Zastanawiam się nad tym, ponieważ w wielu miejscach nie opuszczało mnie poczucie naruszania ich sfery intymności. Często, kiedy czytam wydane czyjeś listy, jestem pewny, że autor już w momencie ich pisania prowadził przemyślaną, strategiczną grę z czytelnikiem – włączał wysoki poziom autocenzury, teksty pracowicie „szlifował” i poprawiał ku podziwowi kolejnych czytelniczych pokoleń.

A listy zebrane w zbiorze „Najlepiej w życiu ma twój kot” sprowadziły, wcale nie literackie, wrażenie wchodzenia w butach w prywatne życie. Podsłuchiwania pod drzwiami sekretnych wyznań, które dla osoby postronnej wydawać się mogą nawet infantylne i pretensjonalne, a świadczą o bliskiej więzi i stworzeniu intymnej, kameralnej wspólnoty wyrażania emocji i porozumiewania zakochanych.

najlepiej w życiu ma twój kot jpg.

Nie, nie zaczytywałem się w tej książce. Wielokrotnie musiałem listy odkładać. Bo i lektura  jednego po drugim nużyła, a i podglądanie przez dziurkę od klucza męczy i zawstydza. W każdym przypadku, może szczególnie, jeśli podgląda się piękny związek dwojga dojrzałych osób.

Poznali się już na początku lat czterdziestych, ale prawdziwe uczucie połączyło ich w okolicach roku 1966 i przetrwało aż do śmierci Filipowicza dwadzieścia cztery lata później. Nigdy się nie pobrali, nie zamieszkali razem. A kiedy pisarz zmarł, poetka pisze o swoim osamotnieniu, podobnie jak pisała w listach do Kornela o miłości. Nie wprost, z lekkim dystansem. Wzruszająco prawdziwie.

Umrzeć – tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.

 

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

ZBIGNIEW HERBERT. DWADZIEŚCIA LAT BEZ NIEGO/Z NIM
27.07.2018
SŁAWOMIR KOPER „ULUBIEŃCY BOGÓW” (RECENZJA)
24.02.2018
SZYMBORSKA, KRAKÓW I SZUFLADA
15.11.2017
RUSINEK „NIC ZWYCZAJNEGO”. PRZEKONAŁEM SIĘ DO SZYMBORSKIEJ?
16.03.2017