NAJWAŻNIEJSZY PREZENT NA BOŻE NARODZENIE


Pierwszym mocnym znakiem nadchodzących Świąt jest domowe spotkanie w męskim gronie. Od lat w dzień Wigilii, jeszcze przed południem, przybywają bracia, a od jakiegoś czasu grupę zasila Wojtek, mój bratanek. Punkt programu ogranicza się do jednego – siadamy za stołem i przy niespiesznej rozmowie jemy zupę rybną, na którą przepis pozostawiła mi mama. Całkowicie, jak widać, ignorujemy parytety; tym łatwiej nam to przychodzi, że panie wyraziły już dawno swoją dezaprobatę wobec rosołu gotowanego na głowach karpi. Śmiało mogę powiedzieć, że dzięki tej tradycji mężczyźni w rodzinie zaczynają obchody siedem godzin wcześniej. To jeden z wielu prywatnych symboli, gestów, w jakie obfituje nie tylko moje, ale – myślę – każde domowe Boże Narodzenie. 

Takie znaki tradycji wzbogacają Święta, dodają – często w niezrozumiałym dla innych kodzie – jedynego w swoim rodzaju ciepła i niepowtarzalności. Kiedy jednak nadchodzi nieuchronnie świadomość, że się kończą, z reguły i tak pozostaje uczucie zawodu, niespełnienia, trudnej do wyrażenia ułomności między tym, co wyczekiwane a tym, co raz jeszcze niedostatecznie przeżyte.

Bo, a jestem o tym przekonany, słowem-kluczem dla najbardziej lapidarnej definicji Bożego Narodzenia nie jest odmieniane na tysiące sposobów słowo magia, a tęsknota. W moim przypadku za dzieciństwem i zapachami z kuchni, w której od wigilijnego poranka autorytarne rządy sprawowała mama. Za tatą, który po wieczerzy, gdzieś z basowych głębi intonował kolędę „O Józefie! Czego chcecie?”, co nas nieodmiennie rozśmieszało. Za głosami, zapachami, niecierpliwym wyczekiwaniem pierwszej gwiazdki, którą jako pierwsza zawsze widziała mama, bo zupa mogła wystygnąć, a karp już się dopiekał.

Kolejne Boże Narodzenie. Przy stole spotka się kilka pokoleń, co w wielu polskich domach da ryzykowną mieszankę wartości, postaw i życiowych wyborów. W rezultacie, zamiast spokojnej rozmowy, starannie ominiemy niebezpieczne rafy albo przeciwnie –  nastawimy się na prowokację. Co by jednak nie mówić, mamy wpływ na nasze reakcje. I zamiast milczenia, odwdzięczania się pięknym za nadobne albo zmieniania tematu, może warto by potraktować spotkania bardziej na luzie, trochę jako wpisany w program element rodzinnego folkloru. Nie idealizować na siłę „magicznych chwil w gronie najbliższych”, co nieraz wywołuje poczucie niespełnienia, rodzi frustrację.

Przecież najcieplejsze wspomnienia z domu rodzinnego nie oznaczają, że zawsze było w nim sielankowo. Warto wziąć to pod uwagę, kiedy zaczną irytować reakcje siedzących przy stole. Nie zawsze bliscy będą z nami, nie zawsze my z nimi. Po latach pojawi się nostalgia, poczucie braku, żal.

Cóż, chęć słownego odwetu na wścibskiej ciotce, radykalnym politycznie kuzynie, narzekającym na czasy dziadku często bierze górę, co w połączeniu z przeżywanym od kilku tygodni stresem daje nierzadko mieszankę wybuchową. Psychologowie od dawna wiedzą, że grudzień jest w roku miesiącem najtrudniejszym. Ciężko uniknąć stresu, gdy Boże Narodzenie traktuje się jako ważne, ambicjonalne zadanie do perfekcyjnego wykonania. Test na sprzątaczkę/sprzątacza, kucharkę/kucharza, strażnika/strażniczkę tradycji. Na przymus bezwzględnego spełnienia rodzinnych zwyczajów. Stres musi się pojawić, jak zawsze, kiedy coś musimy, a nie chcemy.

Można by powiedzieć: nie takie stresy w roku się przeżywa. Tak, tylko akurat te kilka dni to najlepsza w roku pora na pielęgnowanie więzi. Na pewność, że przeżycia rodzinne, religijne są najważniejsze. Na spokojne cieszenie się danym czasem przy wyciszonym telefonie i wyłączonym telewizorze. Dobra pora na snucie optymistycznych planów na przyszłość, ale jeszcze bardziej na spokojną kontemplację chwil minionych.

„Najważniejsze jest, aby gdzieś istniało to, czym się żyło: i zwyczaje, i święta rodzinne, i dom pełen wspomnień. Najważniejsze jest, by żyć dla powrotu” napisał Antoine de Saint-Exupéry. Lubię wracać do tych słów właśnie teraz.

Życzmy więc sobie „życia dla powrotu”! Na ten czas i nie tylko. Zatrzymania się, namysłu, co jest święte w tych Świętach.

I radosnej pewności, że pod choinką ze wszystkich prezentów świata najpiękniejszym jest samo Boże Narodzenie. Podarujmy je sobie.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

„WIGILIA” Z DUŻEJ CZY Z MAŁEJ? WAŻNE, ŻE WYCZEKIWANA
23.12.2017
O POŻYTKACH MILCZENIA W NOC WIGILIJNĄ I NIE TYLKO
24.12.2016
BOŻE NARODZENIE. JAK TO BYŁO, CO POZOSTAŁO I CZEGO CI ŻYCZĘ
24.12.2015