JUŻ MAJ, A U MNIE (CHWILOWO) KWIECIEŃ


Blogowy kwiecień to trzy książki, trzy relacje z podróży (w tym jedna z bardzo szczególnej), czternaście listów i jeden mój syn Mahuno. Z czterech podstawowych działań najlepiej opanowałem dodawanie, więc błyskawicznie wyszło mi wszystkiego razem dwadzieścia jeden. Piękna liczba, żeby nie być posądzony o zarozumiałość, szeptem jedynie wspomnę, że w tradycji biblijnej oznaczająca doskonałość.

CYBULSKI

Dobrze i wartko, z pasją detektywa, napisana biografia pióra Doroty Karaś. Dzięki jej dociekliwości mogłem się dowiedzieć, jak to było z kompleksami aktora, z jego bardzo powikłanym życiem uczuciowym, ogólnym zagubieniem i gorączkowym poszukaniem głębszego sensu, które w końcu doprowadziło do tragicznego finału i dlaczego po śmierci zorganizowano podwójną ceremonię pogrzebową.

Warto sięgnąć, tym bardziej, że obecny żywioł reportażu nadaje książce walor tempa i autentyczności.

Dorota Karaś, Cybulski. Podwójne salto

MŁYNARSKI

Młodszy od Cybulskiego o czternaście lat, przeżył go o równe pięćdziesiąt. Czy coś obu łączy? Zdecydowanie intensywność charakteru, pasja i dowcip. Jak bardzo Młynarski był człowiekiem błyskotliwym dotarło do mnie w trakcie lektury jego kilkuset wierszy i piosenek zebranych w tomie “Od oddechu do oddechu”.

Gratka dla wielbicieli polszczyzny, panowania nad słowem i błyskotliwych skojarzeń. Przykładem niech będzie jeden z moich ulubionych, choć mniej znanych tekstów:

Trzy drzewka

Pierwsze drzewko szczerniałe i chude,
skurczone i małe,
w nienawistną, zmarzniętą, złą grudę
korzenie wbijało.
Nie liczyło, że ktoś mu owinie
na zimę pień w ciepło,
i tak żyjąc na mroźnej równinie
przywykło, okrzepło.

Ach, gdzie wzrosło to drzewko, spytacie,
los wiodąc tak marny?
Ono wzrosło, kochani, w klimacie
polarnym…

Drugie drzewko wyrosło, aż miło,
wysmukłe i wiotkie,
kwiaty wielkie i piękne rodziło,
owoce przesłodkie,
trwóg nie znało, gdy wietrzyk szeleścił,
a czemu? Wiadomo,
temu drzewku byt szczęsny określił
beztroską świadomość…

Ach, gdzie wzrosło to drzewko? – spytacie,
dziewczynko, chłopczyku,
ono wzrosło, kochani, w klimacie
tropiku…

Trzecie drzewko uschniętym kikutem
ku niebu sterczało,
spalinami i smogiem zatrute
z pragnienia konało,
w miejskim parku ostatnią nadzieję
straciło do reszty,
deszczyk ufał — dozorca podleje,
dozorca, że deszczyk…

Ach, gdzie wzrosło to drzewko? – spytacie.
Też macie pytania.
Ono wzrosło, kochani, w klimacie
wzajemnego zaufania…

Wojciech Młynarski, Od oddechu do oddechu

WZORY LISTÓW

Kiedyś Leszek Aleksander Moczulski napisał “Medytacje wiejskiego listonosza” – tekst piosenki dla Skaldów. Przebój jeszcze dzisiaj czasem pojawia się w radiu, ale słowa są już całkiem nieaktualne:

Ludzie listy piszą, zwykłe, polecone
Piszą, że kochają, nie śpią lub całują cię
Ludzie listy piszą nawet w małej wiosce
Listy szare, białe, kolorowe
Kapelusz przed poczta zdejm.

Rzecz w tym, że ludzie (w tym i ja) listów już niestety nie piszą. Więc nie ma potrzeby i sensu wydawania, jakże popularnych przez całe stulecia, wzorów listów. Ułatwiających wtedy życie, a dzisiaj rozbawiających, bo i język nieco inny, i obyczajowość całkiem odmienna.

Spójrzmy, jak w zamyśle autora broszurki “Nowy sekretarz dla wszystkich. Wzory listów prywatnych” z 1937 roku powinien wyglądać

LIST Z PROŚBĄ O ZNAJOMOŚĆ

Szanowna Pani.

Zdziwi Panią z pewnością, że ja, człowiek Jej zupełnie obcy, ośmielam się tą drogą zwrócić się do Niej. Proszę jednak gorąco o wybaczenie mi śmiałości i o zrozumienie ważnych powodów, jakie mię do tego kroku po długim namyśle skłoniły. Nie jesteś dla mnie Pani osobą nieznaną lub obcą, wprost przeciwnie nawet, niejednokrotnie już miałem sposobność podziwiać Cię z oddali. Pozwól zatem, te uczucia, jakie mimo woli zdołałaś wzbudzić w mem sercu, aby mi wolno było chociaż tą drogą wyrazić. Dozwól, o Pani, bym otwarcie wypowiedział, że będę się czuł prawdziwie szczęśliwym z poznania Jej osoby i zamienienia chociażby tylko kilku słów. Pozwól zatem na bliższą rozmowę, jeśli już nie ustną, to przynajmniej listowną. Niech Pani będzie przekonana, że Jej zezwolenie znaczy dla mnie bardzo wiele, a bliższe poznanie Pani i Jej zalet napełni mnie głębokim szczęściem i radością. Mam nadzieję, że nie odmówi Pani tej prośbie mojej i ucieszy przychylną odpowiedzią tego, który ośmielił się nazwać Jej najszczerszym przyjacielem i szczerze oddanym sługą.

Antoni K.

Listy do wielmożnego pana, narzeczonego i inne, równie niezbędne

SYN MAHUNO

Przyznaję, długo nie mogłem się zdecydować, czy napisać o chłopcu z dalekiego Konga, który przez kilka lat w listach (tak, prawdziwych listach!) zwracał się do mnie: “Tato”, a ja do niego: “Mój synu”. Życie poukładało się dziwnie i smutno. Postanowiłem jednak, nie przypadkiem w czas świąt Wielkanocnych, napisać wspomnienia o kilku latach szczególnego ojcostwa. Mimo tragicznego finału, z krzepiącym i pełnym optymizmu przesłaniem. Przyznaję, również z nadzieją, że może kogoś ta historia zachęci do podjęcia decyzji o tej szczególnej i pięknej formie adopcji.

Mój syn Mahuno

Adopcja serca

LIFTING I PODOBNE “PROBLEMY”

Można uwagę skupić na innych, można i na sobie. W książce Mireille Guiliano “Francuzki nie potrzebują liftingu” dominuje to drugie, choć trzeba przyznać, że na tle wielu tego typu infantylnych poradników dla pań ta wyróżnia się ambitniejszym poziomem. Może dlatego, że adresatkami są kobiety po pięćdziesiątym roku życia, a im byle naiwnych objawień nie da się wmówić.

Dlatego zdania typu: “Kiedy zaczynamy się starzeć, dobrym wyborem jest naturalność” dla wielu (również mężczyzn nie godzących się na upływ czasu) mogą być zbawiennym przypomnieniem.

Lubię dobrze dobrane cytaty, a tych w książce nie brakuje: «Coco Chanel powiedziała: “Nie rozumiem, jak kobieta może wyjść z domu, nie poprawiwszy sobie nieco urody, choćby z grzeczności”. Moja mama miała swoją wariację na ten sam temat: “Nigdy nie wiesz, kogo spotkasz”»

Francuzki nie potrzebują liftingu. A reszta?

EKSTREMALNA DROGA KRZYŻOWA

Na tej drodze o wiele ważniejsze od tego, kogo spotkam jest  spotkanie z samym sobą. Przejście pięćdziesięciu kilometrów w chłodną, deszczową noc wzbogaciło ten rodzaj wiedzy, której nigdy dosyć – o sobie samym. Drobne urazy dawno wyleczone, więc choć obiecywałem sobie po przyjściu wczesnym rankiem do kościoła, sprzed którego wieczorem wyruszyłem, że nigdy więcej, tak po trzech tygodniach marzę, żeby za rok na ten jedyny w swoim rodzaju szlak powrócić.

Ekstremalna Droga Krzyżowa 2017. Pięćdziesiąt jeden kilometrów prawdy

EDK/Sztuka lepszego życia

WADOWICE

Wcześniej muszę wrócić do tego uroczego miasteczka położonego pięćdziesiąt kilometrów na zachód od Krakowa. Nie po kremówki (no, może nie tylko). Chciałbym poznać je bliżej i wreszcie zobaczyć całkowicie odnowione trzy lata temu Muzeum Jana Pawła II. Prawie dwieście tysięcy zwiedzających rocznie, z czego jedna piąta to obcokrajowcy, nie może się mylić.

Wadowice. Żeby tylko nie przesłodzić

ELEKTROWNIA ZŁOTNIKI

A w tym miejscu turystów jak na lekarstwo. Na uboczu, dojazd niełatwy, poza tym, co też ciekawego może być w elektrowni. W pierwszej lepszej pewnie tak, ale nie w małych i starych elektrowniach wodnych. Jedną z piękniejszych są właśnie Złotniki. Uroda miejsca “zelektryzuje” największego nawet laika w sprawach technicznych.

Elektrownia Złotniki zaskoczy, choć nie mocą

Co w maju? Wypada zaczynać od kwiatów, które są teraz najpiękniejsze. Potem, kiedy jak nie teraz, przyjdzie pora na pokazanie zakątków Polski w wiosennej, też najpiękniejszej odsłonie.