NIE CZYTASZ? KSIĄŻKI BĘDĄ WARCZAŁY


Nie ma co, ostro powiedziane. Z warczeniem to jednak nie mój pomysł tylko… Mikołaja Reja. Jak na niego przystało, pisze wprost, celnie i uderza bez ogródek: „A to miej na pilnej pieczy, abyś czytał, kiedy możesz, bo widzisz, iż każdemu zwyczaj stoi za drugie przyrodzenie. Bo jakoć to ze zwyczaju wypadnie, już wiedz, żeć potym książki będą warczały na cię, a trudno się zwyczajowi odjąć.” Straszy i ma rację. Gdyby tylko te odgłosy wydawane przez książki były słyszalne, mielibyśmy w Polsce tysiące domów, w których warczenie nie ustawałoby przez całe lata, a mieszkańcy dla świętego spokoju, żeby nie zwariować, zaczynaliby w końcu lekturę. Książki stoją jednak potulnie, cicho, nikt więc nie zaczyna i nikt nie wariuje. 

To jedno z moich, powiedziałbym, dziecięcych zdziwień, które – mam nadzieję – mnie nie opuszczą. Że można nie czytać książek. Nie rozumiem braku kontaktu z papierem, jego zapachem, szelestem przewracanych kartek, dotykiem okładki i całą magią wchodzenia w świat stworzony w umyśle innego człowieka. Świat, który stopniowo w swojej wyobraźni obłaskawiam i współtworzę.

Polonistka opowiadała mi ostatnio, jak to uczeń gimnazjum zapytał ją tonem zaczepno-agresywnym (dobry wiek na takie „tony”), gdy dowiedział się o kolejnej szkolnej lekturze:

– ” A po co mam czytać?”

Teraz wyobraź sobie, że to Ty jesteś nauczycielem i musisz znaleźć mocne, nie do zbicia argumenty, które go bez reszty przekonają. Ucznia, siedzącego godzinami w internecie, mylącego realizm światów. Dla którego smartfon stał się tak niezbędną częścią ciała, że jeśli się zepsuje wezwie w końcu na pomoc pogotowie ratunkowe.

Przyjmij brutalną prawdę – nie znajdziesz ani jednego powodu, który trafiłby mu do przekonania.

Ten gimnazjalista dorośnie, założy rodzinę. Myślisz, że w pewnym momencie ocknie się i kupi swoim dzieciom pod choinkę, zamiast kolejnego gadżetu elektronicznego, „Przypadki Robinsona Crusoe” albo „Opowieść wigilijną”? Nie kupi, bo sam tych i setek innych książek nigdy nie czytał i nie czuje żadnej potrzeby, by zaległości nadrobić.

Sięgam po dane Biblioteki Narodowej, która co dwa lata przeprowadza sondaże czytelnictwa wśród Polaków powyżej piętnastego roku życia. Ostatni miał miejsce w listopadzie 2014 roku. Patrzę na wykresy, tabele i nie wierzę własnym oczom. Aż 6,2 mln Polaków znajduje się poza kulturą pisma. To oznacza, że w całym badanym roku nie przeczytało żadnej książki i ani jednego artykułu z prasy. Nawet jednej książki w domu nie ma 10 mln i uwaga! ani jednej nie przeczytało 19 mln /60%/. W Szwecji ten odsetek wynosi 10%. W Europie gorszymi czytelnikami są tylko Grecy i Portugalczycy. I jeszcze jedne dane, potwierdzające uzasadnione przygnębienie, zwróciły moją uwagę: w 2004 roku 24% respondentów deklarowało przeczytanie co najmniej siedmiu książek rocznie, w ubiegłym już tylko 11%.

Wróćmy na chwilę do naszego gimnazjalisty i jego pytania. Bardzo prawdziwego i osadzonego mocno w rzeczywistości, jak wynika z sondażu. Zapytano bowiem między innymi i absolwentów szkół gimnazjalnych o czytelnictwo. Trudno w podany odsetek wprost uwierzyć, ale w końcu to ich deklaracje złożyły się na podany wskaźnik. Żadnych książek nie czyta 80%.

Rośnie od pewnego czasu liczba osób gromadzących zapasy na wypadek kataklizmu. Preppersi magazynują żywność, wodę, nasiona, cały ekwipunek, który pozwoli przetrwać ciężki czas. Ja zaliczam się do preppersów książkowych. Oprócz dużego księgozbioru, mam też zawsze na półce co najmniej kilkanaście książek, czekających w kolejce na lekturę. Ten zapas, na bieżąco uzupełniany, daje mi to samo poczucie bezpieczeństwa, co pewnie tamtym tona jedzenia w przydomowym schronie.

W dodatku nikt na mnie nie warczy.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

DLA KOGO TARGI KSIĄŻKI
12.11.2017
DLACZEGO CZYTANIE KSIĄŻEK NIE JEST MODNE
12.09.2017
DWA ELEMENTARZE. KTÓRY WOLISZ?
01.09.2016
PIERWSZE ZDANIE
26.07.2016
Różne książki ułożone na stosach
KSIĄŻKI, KTÓRYCH NIKT NIE CHCE
28.08.2015