NIKISZOWIEC – PERŁA KATOWIC (CZ. I)


„Stare osiedla robotnicze są ponure”. Być może większość. Ale to jedno potrafi skutecznie zaprzeczyć obiegowej opinii. Katowicka dzielnica Nikiszowiec od wiosny do późnego lata jest jednym z najbarwniejszych miejsc na Górnym Śląsku. Mieni się kolorami, jak obrazki malarzy naiwnych, dla których to zresztą nadal niezgłębione źródło inspiracji. Każdy, kto przybywa tu po raz pierwszy nie może uwierzyć własnym oczom. Jakim cudem to osiedle zdołało się uchować w takim stanie?

Mam swoje ulubione miejsce rozpoczynania spaceru. Wchodzę od strony lodowiska „Jantor” na ulicę Rymarską. W jednej chwili pozostawiam za sobą wielkomiejskie, gwarne Katowice i przenoszę się do innej rzeczywistości i czasu. Gdyby usunąć samochody, wszystko byłoby tu takie, jak na początku XX wieku. Tylko wypatrywać zmęczonych górników wracających z szychty na kopalni „Giesche”.

nikiszowiec jpg.

nikiszowiec jpg.

nikiszowiec jpg.

Tak, nazwa tej niemieckiej kopalni kojarzy się z pobliskim osiedlem Giszowiec, o którym niedawno pisałem. Istniejące również do dziś, choć w mocno okrojonej formie, przypomina rozłożystą, fantazyjnie zaprojektowaną wieś, usytuowaną wokół kilku przecinających się dróg. Z kolei, Nikiszowiec, budowany niewiele później, jest zupełnie inny. Nie trzeba go oglądać z lotu ptaka, by mieć poczucie bardzo precyzyjnego i przemyślanego planu, który doprowadził do wybudowania osiedla zwięzłego, spoistego, o zamkniętym, logicznym charakterze.

nikiszowiec jpg.

Familoki tworzą zamknięte pierścienie z wewnętrznymi dziedzińcami, pełniącymi funkcję małych, parkowych skwerów. Niestety, w latach siedemdziesiątych niepotrzebnie rozebrano stojące na środku chlewiki, gdzie hodowano świnie, kozy, króliki, kury, a w fiślach  gołębie i równocześnie wyburzono piece chlebowe (piekarnioki) do wypieku chlebów i ciast. Miejsca te wyznaczały rytm dnia dawnych mieszkańców i tworzyły wraz z zabudową wokół spójną całość. Obecnie dziedzińce to różnie zagospodarowane zielone wyspy wśród ceglastych murów. Wszystko zależy od inwencji, więzi mieszkańców. Ich poczucia humoru.

W każdym innym miejscu podobne bociany raziłyby kiczem; w nikiszowieckim otoczeniu mają się tak dobrze, że o zimowym odlocie ani myślą.

nikiszowiec jpg.

nikiszowiec jpg.

nikiszowiec jpg.

nikiszowiec jpg.

nikiszowiec jpg.

Poszczególne bloki o trzech kondygnacjach, zostały połączone sześcioma przewiązkami umieszczonymi nad ulicami i wspartymi na arkadach. Nikiszowiec, w odróżnieniu od innych osiedli górniczych, został zaprojektowany nie przez inżynierów budowlanych, ale uznanych, doświadczonych i pełnych inwencji architektów. Kuzyni, Emil i Georg Zillmannowie, na powierzchni piętnastu hektarów wydzielili trzy strefy, które i dzisiaj mogłyby służyć za wzór funkcjonalności: południową – mieszkalną, wschodnią – usługową, oświatową oraz północno-zachodnią, gdzie wybudowano mieszkania, obiekty administracji i socjalne. W tym małym, niemal samowystarczalnym, miasteczku było wszystko: budynki mieszkalne, ogródki, kościół, sklepy, pralnia, łaźnia, dom noclegowy, szkoły, ochronka dla dzieci i szpital zakaźny.

nikiszowiec jpg.

Jak wyglądało typowe mieszkanie robotnicze w Nikiszowcu? Z korytarza (sieni) wchodziło się od razu do kuchni, z niej do dwóch pokoi umieszczonych jeden za drugim. Wszystko na całkiem sporej powierzchni sześćdziesięciu trzech metrów kwadratowych, choć, jeśli ktoś chciał, znajdował mniejsze lokum, najczęściej na parterze. W każdym bloku na dwa mieszkania przypadała jedna ubikacja ulokowana na półpiętrze.

Taki układ może szokować. Jak to, bez żadnego przedsionka? Każdy przybysz wchodził od razu do kuchni? Wchodził. I było to częste rozwiązanie, nie tylko tutaj. Pamiętam, tak właśnie jako dziecko wkraczałem do mieszkania wujostwa. I od razu znajdowałem się w centrum życia śląskiej rodziny, z dominującym ogromnym bifyjem (kredensem), rozgrzanym piecem na węgiel, wujkiem Pawłem pochylonym nad talerzem gorącego, gęstego żuru i ciotką Martą, która piekła właśnie karminadle na drugie danie.

nikiszowiec jpg.

A właśnie, bifyj! W samym centrum Nikiszowca znajduje się kawiarnia o tej nazwie. Można tu zjeść i bardzo obfite śniadania (14-20 złotych), ale naprawdę to warto skupić uwagę na wypiekach znanej w całych Katowicach rodziny Michalskich, kultywującej od pokoleń tradycyjną sztukę piekarniczą. Można pozostać w zaaranżowanym „po śląsku” niewielkim wnętrzu, ale kusi też, żeby usiąść pod arkadami i jedząc kołocz z serem i posypką przyglądać się sennemu życiu dzielnicy.

nikiszowiec jpg.

nikiszowiec jpg.

nikiszowiec jpg.

A przede wszystkim przyjrzeć się architekturze wokół. Często piszę o moim zachwycie dla kreatywności dawnych projektantów, budowniczych. Nie tracili z oczu – nawet jeśli było to osiedle robotnicze – funkcji estetycznych. Świadomości, że również poprzez architekturę kształtuje się poczucie piękna.

Wystarczy zatrzymać wzrok, by dostrzec nieprawdopodobną różnorodność. Wszystkie te urozmaicające elementy: podcienia arkadowe, balkony, loggie, płaskie ryzality, wykusze o zróżnicowanym kształcie, detale wykonane z cegły glazurowanej powodują, że można spędzić całe godziny na pełnej zaskoczeń obserwacji.

nikiszowiec jpg.

Przechodzę przez  bramy, z których każda jest inna. Podobnie różne są drzwi i okna. Parapety i ościeża okienne malowane, jak to na Górnym Śląsku, na kolor intensywnej czerwieni (podobno dlatego, że dawniej górnicy farbę w tym kolorze mogli wynieść z kopalni za darmo).

Rozchodzą się zapachy gotowanych obiadów, słychać przesuwanie garnków, pobrzękiwanie sztućców. Jak każdego dnia od ponad stu lat.

nikiszowiec jpg.

nikiszowiec jpg.

nikiszowiec jpg.

W następnej części, jak wyglądają najsłynniejsze katowickie róże, o pewnej niezwykłej inskrypcji i co poruszyło niemieckich turystów na Placu Wyzwolenia.

Nikiszowiec słynie z organizowanych tu jarmarków. Jeden z nich odwiedziłem na początku grudnia. Na myślenie o prezentach może teraz i za wcześnie, ale na poznanie relacji z kolorowego rynku, niekoniecznie. Tylko u mnie święty Mikołaj przybywa w lipcu!

(miniatury fotografii po kliknięciu powiększają się)



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

zameczek w Michałkowicach
„ZAMECZEK” W MICHAŁKOWICACH. CZYLI GDZIE?
25.09.2018
MALARSTWO NAIWNE. MOŻNA NIE LUBIĆ?
07.04.2018
UMARŁ STALIN. NIECH STALINOGRÓD WIECZNIE ŻYJE!
03.03.2018
RYNEK W KATOWICACH. POWAB, PALMY I POTOK
25.08.2016
W NIKISZOWCU CZY W ARKADII? (cz. II)
08.07.2016
KATOWICKI GISZOWIEC, CZYLI WSI SPOKOJNA…
13.05.2016
NIKISZOWIEC Z JARMARKIEM
06.12.2015
galeria sztuki polskiej w muzeum śląskim
MUZEUM ŚLĄSKIE W KATOWICACH. SCHODZIMY /II/
07.09.2015
Muzeum Śląskie w Katowicach - widok z szybu h
NOWE MUZEUM ŚLĄSKIE W NOWYCH KATOWICACH /I/
30.08.2015