NIKISZOWIEC Z JARMARKIEM


Myślisz, że tylko w internecie jest wszystko? Na jarmarku, który po raz ósmy gości Nikiszowiec, zabytkowa dzielnica Katowic, też. Przyjechałem w sobotnie przedpołudnie. Długo szukając miejsca na zaparkowanie samochodu pomyślałem, że skala kiermaszu jest, zdaje się, większa niż przypuszczałem. I przeczucie nie myliło. Już kilkadziesiąt metrów przed centrum dochodziły do mnie dźwięki kolęd i katarynki. Ulicą świętej Anny, między szeregami dwupiętrowych familoków z początku XX wieku, do Placu Wyzwolenia maszerowały całe rodziny. Powoli w powietrzu pojawiał się zapach smażonych krupnioków, kiełbasy i grzanego wina. I wreszcie rozpostarł się widok na niezliczone stragany. Potem okazało się, że jest ich sto sześćdziesiąt. Przyznacie, to też robi wrażenie.

Świetne miejsce na zakup gwiazdkowych prezentów. Najwięcej stoisk oferowało wyroby rękodzieła artystycznego, z naciskiem na to ostatnie. Organizator imprezy, Stowarzyszenie Fabryka Inicjatyw Lokalnych najwyraźniej z uwagą selekcjonował wystawców. Jeśli już pojawił się rodzaj kiczu/czy jarmark może się bez tego obyć?/ to z gatunku tych ciepłych i bez pretensji do wielkiej sztuki. Dawno nie widziałem w jednym miejscu tylu rzeczy cieszących wzrok. Bardzo przypadła mi do gustu ceramika pracowni „Smak gliny”, ciekawa wzorniczo i dobrej jakości.

Jeśli Nikiszowiec to bez malarstwa nie mogło się obyć. Że naiwne i nie najwyższych lotów. W niedawno oddanym dla zwiedzających Muzeum Śląskim taki typ sztuki tworzy osobny dział i jest bodaj najchętniej oglądanym. Niemało też wystawionych haftów, biżuterii, witraży i rzeźby. Byłbym zapomniał, dla najmłodszych wystartowała karuzela wiedeńska, tu akurat jestem pewny, że wielu rodziców bawiło się równie dobrze, jak ich pociechy. A obok kościoła świętej Anny pędzący pociąg świętego Mikołaja.

karuzela jpg.

Były też inne zaskoczenia. Na przykład, na pierwszy rzut oka, stoisko podobne do innych. Widzę zagadkowo brzmiącą nazwę: m’Arch’o studio. Po kilku minutach rozmowy wiem, że właściciele są mi bliscy. Przynajmniej, jeśli chodzi o antykonsumpcyjny stosunek do życia i pasję,  z jaką opowiadają o rewolucji w recyklingu, czyli upcyclingu. W skrócie – chodzi o to, by rzeczom niepotrzebnym, do wyrzucenia nadać nowe życie. Zainteresowanie, jakim cieszyły się ich niezwykle oryginalne produkty (popatrzcie na lampę!), dowodziło, że to drugie życie może być atrakcyjniejsze od pierwszego. Do takiego tematu będę musiał wrócić.

marchostudio jpg.

Na początku myślałem, że zobaczę wystawców jedynie z Górnego Śląska. Zdziwiony, zauważyłem napisy z Małopolski, Podbeskidzia, Podlasia. Nawet Bieszczady zjechały. Dobrze, więcej do oglądania i smakowania. Skoro o jedzeniu. Nikiszowiec, więc trzeba degustować specjalności kuchni śląskiej: i te konkretne, jak żur, krupniok, wodzionka i te słodkie – domowe wypieki gospodyń z Nikisza, bo ta nazwa jest częściej używana przez miejscowych, także ciasta słynnej piekarni Michalskich. Sprzedawano tradycyjnie pieczone, wielkie chleby, również w pajdach smarowanych domowym smalcem, ale cena siedmiu złotych za dużą kromkę była, obserwując zainteresowanie, jednak przesadzona.

chleby jpg.

nikiszowiec jpg.

Jarmark trwa i dzisiaj. Jeśli mieszkasz w okolicach Katowic to jedna z lepszych propozycji na spędzenie czasu na świeżym powietrzu. Martwisz się, że nie masz prezentu? Wsiadaj w samochód. Nikiszowiec z prezentami czeka do godzin wieczornych.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

ART NAIF FESTIWAL. KOLEJNE LATO ZE SZTUKĄ NAIWNĄ
09.07.2020
MALARSTWO NAIWNE. MOŻNA NIE LUBIĆ?
07.04.2018
W NIKISZOWCU CZY W ARKADII? (cz. II)
08.07.2016
NIKISZOWIEC – PERŁA KATOWIC (CZ. I)
01.07.2016