NOC WIGILIJNA I MOJA POCHWAŁA MILCZENIA


I kolejne Boże Narodzenie – synonim radosnego i beztroskiego spędzania czasu wśród najbliższych. W poczuciu serdecznej więzi. Tak jest często, choć przecież nie zawsze. Wydaje mi się nawet, że coraz rzadziej, bowiem jeszcze bardziej niż w poprzednich latach będziemy przeżywać ten czas podzieleni. Podzieleni (choć bardziej skłaniam się do zdania, że nas podzielono) na dwa plemiona. Niechętne sobie, często wrogie.

Tracąc azymut, zagubieni w labiryncie świata, a przede wszystkim polskiego podwórka, mamimy się hałaśliwym pseudo-szczęściem. I żadna niestety Wigilia, opłatek i mniejsza lub większa świadomość, że Nowonarodzony pojawia się po raz kolejny, aby godzić zwaśnionych, tego nie zmienią.

Co najwyżej wprowadzą chwilowy rozejm. Trochę na wzór tego z 1914 roku, kiedy to w okolicach francuskiego Ypres w noc wigilijną żołnierze wojsk alianckich i niemieckich zbratali się, wspólnie śpiewając kolędy, składając sobie życzenia i wymieniając drobne podarki. Wszystko skończyło się bezprzykładną rzezią od razu po świętach.

Pięć lat temu napisałem artykuł o Bożym Narodzeniu i pożytkach milczenia. Może właśnie ono mogłoby być lichym, ale jakimś antidotum na impas, w którym nie ma wygranych. Przytaczam ten tekst z drobnymi zmianami. Bo szczęśliwie (nieszczęśliwie?) jest bardziej aktualny niż wtedy.

Wigilijna wieczerza, jakże różna od pospolitej kolacji. Potem śpiew kolęd. Cieszenie się z prezentów i z radości najmłodszych. Bardziej wspominanie niż kreślenie planów. W pogodnym nastroju, świątecznej wrzawie i niespiesznych rozmowach – dobrze, jeśli omijających tematy drażliwe. Tak właśnie jest najczęściej. Ktoś z rozpędu wpadł kiedyś na pomysł, że nawet zwierzęta wtedy mówią, choć nie bardzo chciałbym. Wyobrażam sobie, że do chóru milionów ludzkich głosów dołączają jeszcze rozdokazywane psy, koty ze swoim charakterkiem, znudzone ptaszki w klatkach, miotające się rybki w akwariach. 

Stokroć wolę, żeby każdy wyjaśniał świat zgodnie z własnym metafizycznym sensem. A jeśli tak, aby w tę noc znalazł czas na milczenie, mimo że – jak chce tradycja – akurat wtedy każda żywa istota ma jedyną w roku okazję do kwiecistej przemowy.

Przyznaję, od dawna nadzwyczaj lubię chwile po Pasterce, kiedy noc wigilijna otulona jest ciszą ogarniającą cały dom. Nic nie wskazuje, że jeszcze kilka godzin temu panował w nim gwar. Skończyło się wigilijne wyczekiwanie. Trwają święta Bożego Narodzenia. Właśnie milczenie, a nie mówienie, pozwala mi wtedy objąć choć drobną cząstkę bogactwa ich sensu, dojrzeć delikatne promyki prawdy dostępnej na ludzką, tak ułomną miarę.

Czekam każdego roku na ten jedyny i niepowtarzalny nocny spokój, kiedy mały Pan Jezus przenosi mnie na powrót w czasy niewinności i prostoty dziecięcego Edenu, pełnego powabu i czaru. Nic, że z upływem czasu coraz bardziej idealizowanego. Okresu nietkniętego przez to, co wykalkulowane i pokryte politurą słów i zachowań na pokaz.

Wiem, że w świecie nastawionym na praktyczność, skuteczność i rozrywkę temat milczenia jest niemal pozbawiony sensu. Zdaje mi się, że zatraciliśmy umiejętność bycia sam na sam w ciszy.  Bez tego codziennego hałasu, który kojąco zagłusza samo tylko postawienie trudnych pytań o nas, o jakość naszych wyborów. Milczenie potrafi być niewygodne; pozbawione jest bowiem zakłamania, pozoru, kołtunerii. Odbiera iluzję, a z drugiej strony, jeśli pojawia się wyczekiwane, jak to moje w wigilijną noc, potrafi pokazać nowe sensy i znaczenia, które jeszcze kilka godzin wcześniej, w gwarnym i pospólnym cieszeniu się, były niemożliwe.

To nocne milczenie ma jeszcze jedną zaletę. Każdego roku ujawnia całe pokłady niespełniającej się, mimo upływu lat, tęsknoty za przeżyciem świąt Bożego Narodzenia doskonałym, czyli takim, które przenika pełnię ich Tajemnicy. Kiedyś byłem tym trochę przygnębiony. Teraz już wiem, że to cel. Mocno wierzę, że nadejdzie pora, kiedy zamieni się on w euforię pełni poznania. Nie ma więc w tej tęsknocie smutku, że oto kolejny raz nie przeżywam tak, jak pragnąłbym, a jest raczej ufna melancholia i pewność, że kiedyś będzie mi to dane.

Życzę na czas Bożego Narodzenia radości wibrującej w powietrzu wśród rodzinnego gwaru. Zwłaszcza jednak chwil w milczeniu – w wewnętrznej wolności, która pozwoli zbliżyć się i do misterium Narodzenia, i pełniejszego przeżywania codzienności, i wreszcie do wyrozumiałej zgody na przemijanie.

Bo jeśli On tej nocy się urodził to jesteśmy ocaleni.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

CICHA NOC BOŻEGO NARODZENIA
23.12.2020
BIBLIA CODZIENNIE I PRZEZ LATA. POLECAM
30.04.2020
CO ŁĄCZY KALWARIĘ ZEBRZYDOWSKĄ Z MAKUSZYŃSKIM (CZ. II)
18.09.2018
KALWARIA ZEBRZYDOWSKA. WYSTARCZY RAZ, ŻEBY POWRACAĆ (CZ. I)
11.09.2018
REZERWAT ŁĘŻCZOK W RANKINGU. CZY TO DOBRZE?
17.04.2018
LEŚNIÓW SŁYNIE, CHOĆ NA UBOCZU I MAŁO ZNANY
06.07.2017
Dąb Cysters w Rudach Raciborskich
DĄB – MÓJ STARY PRZYJACIEL
06.08.2015
Opactwo cystersów w Rudach Raciborskich
RUDY RACIBORSKIE – NIE TYLKO DUCHA NASYCISZ /II/
21.07.2015
Bazylika Mniejsza w Rudach Raciborskich
ODWIEDŹ RUDY RACIBORSKIE. DLA „ŚWIĘTEGO SPOKOJU” /I/
20.07.2015