NOWE WNĘTRZA W STARYM NIKISZOWCU


W Nikiszowcu, który jest absolutnym fenomenem architektonicznym, daleko wykraczającym poza Górny Śląsk, byłem wielokrotnie. Na blogu ukazały się już dwie relacje i z pewnością na tym nie koniec. Do tej pory fotografowałem tę katowicką dzielnicę z zewnątrz. Przyznaję, zawsze byłem niezmiernie ciekaw, jak wyglądają mieszkania nikiszowian, budowane – co warto podkreślić – z okładem sto lat temu. Oczyma wyobraźni widziałem kuchnię z zoklem (lamperią), przepastnym biwyjem (kredensem), ryczkę (stołeczek) w rogu, na stole nudelkulę (wałek do ciasta) i garniturę (makatkę) z napisem „Miłość i zgoda – domu ozdoba”.

Traf chciał, że mogłem wreszcie zobaczyć jedno z mieszkań na tym niezwykłym osiedlu, wartym poznania o każdej porze roku.

 

W dziewięciu blokach z czerwonej cegły mieszka dziś około czterech tysięcy ludzi. Wejść można do środka przez stare, zabytkowe już drzwi, których jest dokładnie sto sześćdziesiąt jeden. Rozglądam się z ciekawością po klatce schodowej; gdyby i tu pozostawiono drzwi do mieszkań z początków, byłoby jak za czasów braci Georga i Emila Zillmanów, którzy u progu XX wieku zbudowali Nikiszowiec wokół szybu Nikisch kopalni Giesche. Ta sama podłoga z desek pomalowanych farbą olejną, te same skrzypiące schody z balustradą, po której pewnie zjeżdżały całe pokolenia bajtli (dzieci).

Wreszcie wchodzę do mieszkania. I w mgnieniu oka przenoszę się w inny świat. Nie, nie w ten, który przed chwilą opisałem. Zamiast dużej kuchni, krótki korytarz otwierający perspektywę na obszerne studio, w którym – zgodnie z trendami – połączono w jedno część kuchenną i wypoczynkową.

 

Znalazło się nawet miejsce na pomysłowo wkomponowany w półkę biokominek. Co prawda, jest to dosyć kosztowne źródło ciepła, ale zestaw: żywy ogień i nowe wnętrza, zawsze tworzy atmosferę luksusu i przytulności. Połączenie obu tych cech nie jest znów takie proste i oczywiste. Czy może dziwić, że przykuwające wzrok biokominki zawojowały nowoczesne wnętrza?

 

Między częścią ogólną a sypialnią projektant nie przewidział drzwi, co jak widać, nie musi oznaczać stałego podglądu na łóżko. Zapewne bywają czasem sytuacje, kiedy brak pełnej intymności doskwiera. Jednak coś za coś; w zamian otrzymujemy naturalne doświetlenie na całej długości mieszkania, znakomicie optycznie „wydłużające” przestrzeń.

 

W części kuchennej stół połączono z płytą indukcyjną. Dzięki temu siedzący mogą na żywo obserwować umiejętności kulinarne kucharza/kucharki (także ich poziom stresu). Ten układ wymusił montaż okapu na suficie. Industrialny w formie, cylindryczny model dobrze wpisuje się w całość projektu.

 

Niezawodnym z kolei sposobem ma ożywienie wnętrza okazało się umieszczenie na ścianie obrazu o wyrazistych, zdecydowanych barwach. Nie tylko jest on widoczny z każdego miejsca, ale nawet odbija się w wielkim lustrze przy wejściu, tworząc nienachalny i mimowolnie żartobliwy duet, dopełniający punktowo przestrzeń.

 

 

Nie ma co ukrywać, obecny trend przejawiający się w sterylności projektowanych wnętrz, pewna surowość panująca w nich, nie każdemu przypadną do gustu. W tym przypadku jest jednak odmiennie. Jasna, drewniana podłoga i spora ilość naturalnego światła wpadającego przez kilka dużych okien „ocieplają” nieco chłodne nowe wnętrza z dominantą bieli i surowej cegły.

 

I jeszcze jedno, widok za oknem. Obramowanym – jakże by inaczej – tradycyjną w śląskich familokach, ostrą czerwienią wnęk i parapetów, nie pozwala ani na chwilę zapomnieć, że jesteśmy w miejscu (nie przepadam za tym słowem, ale ono tu wyjątkowo pasuje) magicznym.

 

Co prawda, marzenia o wizycie w tradycyjnym mieszkaniu górniczym na Nikiszowcu nie udało mi się spełnić, ale w zamian przeżyłem z pewnością cały ciąg nie mniejszych estetycznych zaskoczeń. Że całkiem odmiennych od spodziewanych? Znaki czasu mówią, że w zabytkowych familokach z pyrlikiem i żeloskiem, czyli narzędziami z górniczego herbu na bramach, łatwiej można znaleźć designerskie, nowe wnętrza (czy zawsze tak udane, jak na zdjęciach, to osobny temat) niż dawne, jeszcze z czasów dziadków-hajerów. Te łatwiej spotkać odtworzone w muzeum. W tym przypadku żadna trudność; jest ono tuż za rogiem.

Ale to już inna historia, z nostalgią w tle.

 

Projekt wykonał architekt Maciej Pucher

Meble zaprojektowało Studio Quality Anna Krawczyk



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

MODERNIZM W KATOWICACH. WYCIECZKA PIERWSZA
17.01.2019
CZY TO ABY NA PEWNO KATOWICE?
11.12.2018
UMARŁ STALIN. NIECH STALINOGRÓD WIECZNIE ŻYJE!
03.03.2018
RYNEK W KATOWICACH. POWAB, PALMY I POTOK
25.08.2016
W NIKISZOWCU CZY W ARKADII? (cz. II)
08.07.2016
NIKISZOWIEC – PERŁA KATOWIC (CZ. I)
01.07.2016
KATOWICKI GISZOWIEC, CZYLI WSI SPOKOJNA…
13.05.2016
galeria sztuki polskiej w muzeum śląskim
MUZEUM ŚLĄSKIE W KATOWICACH. SCHODZIMY /II/
07.09.2015
Muzeum Śląskie w Katowicach - widok z szybu h
NOWE MUZEUM ŚLĄSKIE W NOWYCH KATOWICACH /I/
30.08.2015