OCHOROWICZÓWKA. WIŚLAŃSKIE ODLOTY


Małysz, Pilch, skocznia narciarska i jeszcze mekka łasuchów – kawiarnia „U Janeczki”. Oto typowe skojarzenia na temat Wisły. Od roku do zestawu zdecydowanie powinno dołączyć jeszcze jedno – Muzeum Magicznego Realizmu Ochorowiczówka. Nazwa tylko na pierwszy rzut oka dziwna, w rzeczywistości dobrze oddaje istotę. Kilkaset metrów powierzchni wystarczyło, by zaprezentować ponad trzysta surrealistycznych obrazów i rzeźb polskich twórców z pogranicza oniryzmu i fantazji. To największa w Europie stała wystawa dzieł tego nurtu w sztuce i jedyna tego typu w Polsce.

Pierwotna bryła budynku z 1905 roku została połączona z nową, przeszkloną częścią, w której na dwóch kondygnacjach – naziemnej i podziemnej – znajduje się wystawa.

Prezentowany tu kierunek w sztuce kojarzony jest z trzema wielkimi nazwiskami malarzy surrealizmu: Salvadora Dalego, Jean’a Miró i Giorgia Chirico.

 

Artyści odwołują się do wyobraźni, wierzeń ludowych i magii. Irracjonalność, tajemniczość to znaki szczególne tego nurtu. Śmiało można powiedzieć, że w Muzeum Magicznego Realizmu Ochorowiczówka, sucha teoria przekłada się na żywy kontakt ze sztuką. I to w trzystu wariantach.

 

Niestety, słabym punktem ekspozycji jest bardzo nierównomierne natężenie światła padającego na obrazy. W słoneczny dzień niektóre są wręcz „wypalone”, inne toną w półmroku i trzeba wytężyć wzrok, by coś dojrzeć. Słowem, żeby fotografie pokazać, bez obróbki w dobrym programie graficznym ani rusz.

 

Bez wątpienia wyjątkową atrakcję muzeum stanowi ekspozycja ponad sześćdziesięciu unikalnych prac na papierze, których autorem jest jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w sztuce XX wieku – Salvador Dali.

Wystawa obejmuje także plakaty z 1969 roku zamówione u artysty przez Koleje Francuskie, ilustracje do „Don Kichota” Cervantesa, a nawet zaprojektowane przedmioty sztuki użytkowej, np. flakony perfum czy porcelanę Rosenthall malowaną przez Dalego.

Warto przyjrzeć się bliżej niezwykle ciekawej postaci, z którą związane jest miejsce ekspozycji. Julian Ochorowicz (1850-1917), bez wątpienia był człowiekiem renesansu. Właśnie on zaproponował wydzielenie z nauk filozoficznych psychologii i uznanie jej za osobną dziedzinę badawczą. Jednocześnie dał się poznać jako genialny wynalazca, który stworzył i opatentował mikrofon, a także telefon głośnomówiący, przez specjalistów uznany za lepszy od wynalazku Bella. Co więcej, przedstawił też podstawy przekazu telewizyjnego. Jakby tego było mało, osobiście zajmował się architekturą; zaprojektował wiele domów letniskowych w Wiśle.

W swoim laboratorium prowadził badania powiązane z hipnozą. Co prawda podkreśla się, że Julian Ochorowicz w żadnym wypadku nie był okultystą i nie wierzył w siły nadprzyrodzone czy duchy, a eksperymenty z hipnozą przeprowadzał w celach naukowych. Z drugiej strony wiadomość, że Ochorowiczówka została wybudowana na czakramie mocy jakoś nie wzbudza mojego entuzjazmu, a protest wiślańskich duchownych różnych wyznań być może miał swoje uzasadnienie. Kilka lat temu na wieść o utworzeniu muzeum w domu należącym niegdyś do Ochorowicza pisali oni do radnych: „W wiślańskich domach obciążonych następstwami organizowanych seansów spirytystycznych wiele osób do dzisiaj odczuwa stany lękowe, słyszy głosy, hałasy, przeżywa depresje.”

 

Kolejne zaskoczenie (nie dla pilnych studentów polonistyki) dotyczy wpływu Ochorowicza na literaturę polską. Był on bowiem jednym z głównych ideologów polskiego pozytywizmu. Sam tworzył i publikował wiersze oraz prozę. Swojego przyjaciela odwiedzał Bolesław Prus, który pisał w Wiśle „Faraona”, a w „Lalce” gospodarz domu stał się pierwowzorem dla postaci Juliana Ochockiego.  Gościła Maria Konopnicka. Tu Władysław Reymont po namowach Ochorowicza spalił pierwszą wersję „Chłopów” i zaczął pisanie od nowa.

Ochorowiczówka zdominowana jest jednak nie przez pierwszego właściciela, a przez malarstwo jakby wprost przeniesione z fabuł książek fantasy. Ciekawe i warte poznania, choć – co oczywiste – nie każdy musi być jego admiratorem. Nawet, jeśli tak bywa, dla samego widoku na Beskidy warto tu przyjść.

 

 

Oferta kulturalna miejscowości beskidzkich jest nierzadko raczej skromna. Zdecydowanie bardziej, co po części zrozumiałe, skupiają się one na promocji swoich walorów turystycznych. Świetnie, że Perła Beskidów ma od roku miejsce, w którym po wędrówkach szlakami albo zimowym szusowania po stokach można się zanurzyć w malarstwo z pogranicza snu, fantazji.

I bez reszty odlecieć w światy nieposkromionej niczym wyobraźni.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

CZESKI CIESZYN. DOBRZE TYLKO Z LOTU PTAKA
08.06.2018
CIESZYN ZAMIAST WENECJI? (CZ.II)
04.11.2015
ulica regera w cieszynie
CIESZYN ZAMIAST WIEDNIA? (CZ. I)
31.10.2015
rzeka wisła w ustroniu
USTROŃ, MURAL I KANAPKI
03.10.2015