OCHRONKA, IRENA I MARIA. HISTORIA JEDNEJ FOTOGRAFII


“Dzieci, jutro przyjedzie pan fotograf. Powiedzcie w domu, żeby was ładnie ubrano.” No i wreszcie jest. Zadowolony, bo tego wrześniowego dnia 1933 roku pogoda dopisała wybornie. Można było rozstawić ciężki statyw na pobliskiej łączce nie martwiąc się o brak światła. Ochronka dla najbiedniejszych dzieci mieściła się w ponurym budynku, z jeszcze bardziej ponurymi salami. Dobrze, że obyło się bez instalowania niewygodnych lamp. Ukontentowany, dał znać, że można przyprowadzić podopiecznych. Dwadzieścia cztery dziewczynki i jednego chłopca.

Wychowawczynie przekonały się już dawno, że oddane im pod opiekę maluchy wykonają bez sprzeciwu każde polecenie. Po prostu, dzieci wiedziały o życiu dostatecznie dużo, by nie spodziewać się po nim szczególnych fajerwerków i radosnych niespodzianek. Co innego, gdyby nie pochodziły z najuboższych rodzin albo nie były sierotami.

W spokoju i karności pojawiły się na trawniku. Zapadła cisza. Czegoś takiego fotograf jeszcze nie widział. Można w tym wieku bez głośnych śmiechów, poszturchiwania, wesołych przepychanek? Opiekunki pytająco spojrzały na fotografa. “Jak ustawić dzieci?” Szybko policzył. “Ósemka niech siada na trawie. Druga ósemka uklęknie za nimi, a reszta stoi. Panie z tyłu. Tak dobrze.”

Co w tej grupie robi Staś (jak to dobrze zawczasu opisywać odbitki). Rówieśnik i samotny towarzysz dziewczynek. Do pierwszych westchnień męsko-damskich pozostało jeszcze trochę czasu, więc na razie wszystko mu jedno, w jakim towarzystwie się znalazł. Teraz ważniejszy jest dziwny, czarny aparat i pan, który co chwila ukrywa się za równie czarną pelerynką.

ochronka jpg.

Janina przyszła dziś w workowatej i długiej sukience. Nie jest zachwycona, ale ma nadzieję, że właśnie dzięki niej nikt nie zauważy braku butów. Co za pech! W ostatniej chwili światło dzienne ujrzały paluszki lewej stopy. Dwóm innym koleżankom siedzącym na prawo ta sztuczka się udała.

ochronka jpg.

Zawsze można się pocieszyć Stefką. Sukienkę ma tak krótką, że na nic żadne naciąganie. Markotna, podpiera głowę ręką. Jak to wygląda – na bosaka. Na domiar złego, obie sąsiadki przyszły w wypastowanych, świecących butach. Dziwić się, że niby przypadkiem tak je chętnie pokazują?

ochronka jpg.

Mama tyle razy powtarzała, żeby do zdjęcia fartuch koniecznie ściągnąć. Edyta właśnie teraz sobie przypomniała. Pod nim przecież odświętna bluzka w kratkę, ubrana specjalnie na dzisiaj. A ten, nie dość, że brudny, to jeszcze sterczy z boku wypchana kieszeń.

ochronka jpg.

Zauważyłeś, że wszystkie dzieci są przygaszone i nieufne. Oprócz Agaty. Czy tylko ona jedyna spośród dwudziestu siedmiu osób wie, że do fotografii trzeba się uśmiechać. Choćby wbrew wszystkiemu. Wygląda na prymusa i pupilka pani Ireny? Biały kołnierzyk, staranne uczesanie, miejsce w samym centrum najbardziej eksponowanego rzędu. I ręka wychowawczyni, która wyróżniająco spoczęła na ramieniu.

ochronka jpg.

Akurat ten gest chyba nie ma jednak większego znaczenia, bo druga obejmuje Olę, której twarz – doświadczonej przez los, dojrzałej kobiety – harmonizuje z ciemnym, posępnym strojem. Sprawia wrażenie nieobecnej, jakby cała ta sytuacja działa się gdzieś obok i była jakimś wybrykiem gorzkiego absurdu.

ochronka jpg.

Ona, ale także Celina i Magda posiadły przedwcześnie wiedzę, że życie to niedostatek i osamotnienie. Twarze zdradzają, że w sześcioletnim życiorysie dzieci mają już za sobą przyspieszony kurs dojrzewania.

ochronka jpg.

A barwny motyl? Mirela ubrana w pasiasty, kolorowy bezrękawnik ze srebrnymi guzikami i z małą broszką pod szyją. W uszach duże okrągłe kolczyki. Ochronka ma prawdziwą, egzotycznej urody pięknisię. Żeby jeszcze cień uśmiechu na nieufnej twarzy. 

ochronka jpg.

Panie opiekunki, choć same powtarzały, by patrzeć na szkiełko w aparacie, same jednak wzrokiem podążają gdzie indziej.

ochronka jpg.

Pani Irena, ubrana w strój wyrośniętej, dobrze karmionej pensjonarki, spogląda w dół. “Upilnować, nakarmić, wytrzeć nosy, zaprowadzić na siku. I tak bez przerwy.” A kiedy dotarły odbitki okazało się, że i fryzura jest jednym wielkim słomianym koszmarem.

Wzrok pani Marii z fantazyjną muchą ukośnie przyszytą do sukienki podąża za to gdzieś daleko i wysoko. Odrywa się, jakby wyczuwając, że przedwcześnie nabywa prawo do pozaziemskiego dystansu. Już wkrótce nieobecne spojrzenie będzie można łatwo wyjaśnić.

Ochronka zapewnia dziewczynie bardzo skromne utrzymanie. Po pracy codziennie jeszcze musi pomóc rodzicom w polu i w niedużym gospodarstwie. Nie zauważy w czasie wykopków wystającego z ziemi kawałka zardzewiałego drutu. W niezdezynfekowaną ranę wda się szybko zakażenie i Maria, jak mówią przekazy rodzinne, będzie umierać w  męczarniach. Powinienem dodać, że to moja starsza o kilkadziesiąt lat kuzynka, wciąż obecna w nie całkiem jednak ulotnej pamięci. A jedyny jej wizerunek przetrwał na tym, z górą osiemdziesięcioletnim, cudem ocalałym grupowym  zdjęciu. Całkiem smutnym, gdyby nie Agata z przyklejonym uśmiechem. Choć kto wie, może dlatego jeszcze smutniejszym.

Pokazałem fotografię koledze.

– “Fajny staroć. Na smartfonie też mam taki filtr.”


  • basetla

    Zastanawiam się, jak potoczyły się losy tych dzieci. Które z nich mogłoby jeszcze dzisiaj rozpoznać się na tym zdjęciu. Dobry pomysł na wpis, a przy tym poruszająca historia rodzinna. Nieoczekiwanie zachęciłeś do odkurzenia starych fotografii.

    • Dzieci (niestety, niektóre) obchodzą mniej więcej dziewięćdziesiąte urodziny. Coś mi się wydaje, że na podstawie losów gromadki z fotografii udałoby się napisać niejeden dobry scenariusz filmowy.
      A stare zdjęcia zawsze warto oglądać. To w końcu jedyny na razie wehikuł czasu. I bezpieczny, bo zawsze wracamy do teraźniejszości.