OJCÓW. TURYŚCI MAJĄ SIĘ DOBRZE, MIEJSCOWI LEPIEJ


Jak się żyje w najbardziej znanej, malowniczo położonej w Dolinie Prądnika, wsi jurajskiej? Ojców liczy zaledwie dwustu mieszkańców,  ale w sezonie przewijają się tu setki szkolnych wycieczek i potoki turystów. Razem, ten niewielki teren odwiedza corocznie aż czterysta tysięcy osób!  Do Krakowa stąd zaledwie trzydzieści kilometrów, więc dla niektórych to jednodniowa (jak to możliwe?) wyprawa miejsko-wiejska. Turystycznym superpędziwiatrom pozostaje jeszcze Pieskowa Skała oddalona o pięć kilometrów. Dla miejscowych obraz wycieczek poruszających się w tempie lekkiego truchtu to nic dziwnego, ale woleliby dużo spokojniejszy rytm i dłuższy ich pobyt u siebie. W końcu, skoro na jednego mieszkańca przypada dwa tysiące przyjezdnych, większość tubylców z turystyki żyje. W takim miejscu innego źródła utrzymania też nie szukałbym.

Nic dziwnego, że na każdym kroku widać tablice zachęcające do zatrzymania się na nocleg. Trzeba przyznać, wiele prywatnych domów i willi to perełki architektoniczne z przełomu XIX i XX wieku, zbudowane w modnym wtedy w miejscowościach uzdrowiskowych szwajcarskim stylu. Mało kto pamięta, ale Ojców był uzdrowiskiem znanym z hydroterapii do 1939 roku.

W „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” z 1880 roku czytam: „Dziś zdobią dolinę tu i ówdzie piękne wille letnie, a u stóp zamku odnowiony hotel, w którym goście znajdują przytułek. Dolina Ojcowa jest miejscem wycieczek letnich tak mieszkańców Warszawy jak i pobliskiego Krakowa. Z Warszawy dojeżdża się koleją warsz.-wied. do stacyi Zawiercie, a ztamtąd końmi przez Pilicę i Wolbrom. Z Krakowa drogą wozową jedzie się przez Szyce, gdzie jest urząd graniczno – celny król. polskiego oraz Biały Kościół, ztąd zjeżdża się do lasu, który sprowadza do doliny ojcowskiej. Pieszo zaś najdogodniej spuścić się od Szyc na wschód wprost do Doliny Prądnika.”

Co ciekawe, minęło prawie półtora wieku, a tymi samymi drogami można z powodzeniem również do Ojcowa dotrzeć.

Nad całą doliną góruje zamek, wzniesiony jeszcze za panowania Kazimierza Wielkiego. Malownicza ruina została niedawno odrestaurowana. Komu nie starcza wyobraźni (a w tym miejscu to pewne), ten może zobaczyć makietę pokazującą warownię w średniowieczu.

Poniżej zamkowego wzgórza rozpościera się park zdrojowy. Ładny i zadbany, choć daleko mu do czasów świetności, a te przypadają na przełom XIX i XX wieku. Można tu było wtedy wejść jedynie za okazaniem karty uzdrowiskowej. Podziw budziły nowe i okazałe, jak na owe czasy, domy zdrojowe, muszla koncertowa i hotel „Pod Kazimierzem”. Zachował się ten ostatni. Dopiero co odnowiony, wygląda jakby go dopiero co zbudowano.

Niech nie dziwi nazwa zapisana cyrylicą. Pamiętajmy, że były to tereny pod zaborem rosyjskim.

Zmęczonego turystę trzeba nakarmić. Ojców znów od niedawna słynie z hodowli pstrąga. Z tym nieco zagadkowym zdaniem wiąże się całkiem ciekawa i pouczająca historia; jedne z pierwszych w Polsce stawów pstrągowych założono na tym terenie cztery lata przed II wojną światową. Należały do księżnej Ludwiki Czartoryskiej. Rybę pozyskiwano, choć z coraz marniejszym skutkiem, do początku XXI wieku, aż wreszcie zarząd parku podjął decyzję o likwidacji zapuszczonych i nierentownych akwenów. Dowiedziały się o tym dwie panie, Magdalena Węgiel wraz córką, i bez żadnego doświadczenia (wcześniej pracowały w branży IT) założyły od zera hodowlę ryb, dzięki czemu przywrócona została ponad osiemdziesięcioletnia tradycja. Dziś pstrągi potokowe z Ojcowskiego Parku Narodowego podawane są w renomowanych polskich restauracjach. A najlepiej smakują świeżo uwędzone. Widoki na stawy i strumienie, w których niedawno pływały – gratis.

Woda w tej dolinie rywalizuje z bujną roślinnością. Choć bardziej należałoby mówić o pięknej harmonii.

Jeśli Ojców to oczywiście najsłynniejsza brama w Polsce – Brama Krakowska. Skąd nazwa? Dawniej prowadził tędy szlak handlowy z Krakowa na Śląsk. Pewnie i wtedy zatrzymywano się tutaj na popas.

Na fotografii poniżej widać pięć osób. Naprawdę.

I jeszcze coś na pobudzenie wyobraźni. Przebywając w parku, w rzeczywistości chodzi się po dnie morza, które zalegało na tych terenach sto sześćdziesiąt milionów lat temu. Na pewnej parze najwyraźniej nie zrobiło to wrażenia. Duże litery wykonane czerwonym sprajem na wapiennej skale niedaleko zamku układają się w napis: „Aga i Marcin love forever”.

I tak każdemu wchodzącemu do Ojcowa, chce czy nie chce, oboje przypominają, że miliony lat milionami, ale w pewnych stanach emocjonalnych godna uwagi jest tylko wieczność.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

A MOŻE BY TAK RZUCIĆ WSZYSTKO I WYJECHAĆ W BIESZCZADY
12.03.2020
KOSZĘCIN BEZ ZESPOŁU „ŚLĄSK”. WARTO PRZYJECHAĆ?
19.09.2019
UROKI DĘBOWCA. ODSŁONA DRUGA – „LOTNICZA”
27.06.2019
LATAM, GADAM – PEŁNY SERWIS! DRON SPEŁNIA MARZENIA
04.04.2019
JAKUB PORADA „PORADA DA RADĘ. TANIE LATANIE” (RECENZJA)
04.12.2018
Wioska na Śląsku Cieszyńskim
A PO DRODZE (CIESZYŃSKIEJ) DĘBOWIEC, WIOSKA NIEDUŻA
23.10.2018
CZY NAZWY MIEJSCOWOŚCI ŚMIESZĄ? OJ, ŚMIESZĄ!
31.07.2018
MUZEUM ZAPAŁEK W CZĘSTOCHOWIE. ŚWIAT ODCHODZĄCY
04.05.2018
NIE NA DARMO CZARNOCIN LEŻY W SZWAJCARII
27.04.2018