OJCOWSKI PARK NARODOWY MA JUŻ 65 LAT


Jest najmniejszym parkiem narodowym w Polsce, niemal trzydzieści razy mniejszym od Biebrzańskiego Parku Narodowego. Mikroskopijny, a swoimi atrakcjami rozsianymi pośrodku Doliny Prądnika, na kawałku Doliny Sąspowskiej i kilkunastu mniejszych dolinkach, Ojcowski Park Narodowy mógłby spokojnie obdzielić niejeden sporo większy park narodowy. Wybierzmy się  na turystyczną eskapadę w kilka miejsc.

Od wielu lat to jeden z moich ulubionych kierunków jako turysty, a przede wszystkim fotografa. Owszem, bywa tu niekiedy tłoczno, gwarno, ale wyłącznie w weekendy i tylko w niektórych miejscach. Poza tym można rozkoszować się spokojem, naturą, krajobrazem i zabytkami. Czego chcieć więcej!

 

Rzecz jasna, trudno w planie choćby jednodniowej wycieczki nie umieścić sztandarowej pozycji – zamku w Pieskowej Skale. Choć minęło pięć lat od remontu, efekt wciąż oszałamia. Nadal widać, że każdy najmniejszy detal został odrestaurowany.

 

Trzeba przyznać, że lokalizacja zamku jest przemyślana. Budowla stoi na wysuniętej na zachód wysokiej skale i da się do niej dotrzeć tylko z jednej, wschodniej strony. Z pozostałych dostępu bronią niemal pionowe przepaście. W dodatku, u podnóża znajdują się rozległe stawy. Nie tak dawno hodowano tu ryby, zwłaszcza pstrągi; teraz są rajem dla tysięcy żab. Można te rozlewiska obejść, a warto – dopiero u podnóża, po zadarciu głowy widać, jak trudna do zdobycia była niegdyś Pieskowa Skała.

Skąd się wzięło określenie „pieskowa”? Może jakieś formy skalne przypominają kształtem psy? Może jakaś „pieska” legenda? Nic z tych rzeczy. Trop biegnie w stronę mojego imiennika, Piotra? Otóż w języku staropolskim to imię w formie zdrobniałej brzmiało: Pieszek, Pieszko. Wszystko jasne, jeśli Pieszka połączymy z wydarzeniem historycznym. W XIV wieku zamek dostał od króla Ludwika Węgierskiego Piotr Szafraniec za to, że pobił się – broniąc dobrego imienia monarchy – z węgierskimi dworzanami, tracąc przy tym ucho.

 

Tuż obok zamku sterczy Maczuga Herkulesa. Kto ją tu zostawił? Przenieśmy się do czasów zamierzchłych. Za czasów króla Kraka w pobliżu grodu pojawił się smok. Strach padł na ludzi. Potwór porywał i zjadał ludzi, bydło, a szczególnie smakowały mu młode dziewice. Wreszcie król stracił cierpliwość, wziął maczugę i smoka pokonał. Maczugę odrzucił, a ta upadła w Dolinie Prądnika i wbiła się cieńszym końcem w ziemię. Każde dziecko wie, że to jakieś naiwne bajki, bo smok ma się dobrze. Mieszka pod Wawelem, zieje ogniem i nadal chętnie porywa dziewice.

 

Malowniczość tych terenów pełnych lasów, ostańców i potoków jest wyjątkowa. Warto jednak przyjrzeć się też zabudowie. Pewnie to kwestia jednego pokolenia i chaty takie jak ta z prawej ustąpią miejsca domom takim jak te z lewej.

 

Jeszcze sto lat temu w Dolinie Prądnika, wzdłuż rzeczki, która ma jedynie trzydzieści trzy kilometry działało ponad czterdzieści młynów wodnych. Dziś zachowało się ich dwanaście, co i  tak powoduje, że Ojcowski Park Narodowy to swego rodzaju młynowy skansen. Czas się w nim zatrzymał i można oglądać młyny w niezmienionym od pokoleń kształcie, tak jak pochodzący z połowy XIX wieku młyn Tarnówki, odnogi Prądnika, w Grodzisku. 

 

Jadąc spod zamku w stronę Ojcowa zobaczymy po lewej stronie niewielki drewniany kościółek. W okolicy podobnych jest kilka, ale ten wybudowano w 1901 roku nie na twardym gruncie, ale na wodzie. Kaplica świętego Józefa Rzemieślnika pamięta czasy cara Mikołaja II, który zabronił budowy kościołów posadowionych na ziemi. Polak, jak to Polak, znalazł furtkę w przepisach i w majestacie prawa wybudował kościółek na wodzie.

 

W środku zwracają uwagę trzy ołtarze w kształcie szczytów chłopskich chat.

 

Pięć kilometrów dzieli Pieskową Skałę od Ojcowa, najbardziej znanej, malowniczo położonej w Dolinie Prądnika, wsi jurajskiej, od której nazwę wziął Ojcowski Park Narodowy. Wieś liczy dziś około dwustu mieszkańców,  ale w sezonie przewijają się tu setki szkolnych wycieczek i potoki turystów. Ten niewielki teren odwiedza corocznie aż czterysta tysięcy osób!  Do Krakowa stąd zaledwie trzydzieści kilometrów, więc niektórzy organizują sobie jednodniowy (jak to możliwe?) wypad miejsko-wiejski.

 

Dla miejscowych obraz wycieczek poruszających się w tempie lekkiego truchtu to nic dziwnego, ale woleliby dużo spokojniejszy rytm i dłuższy ich pobyt u siebie. W końcu skoro na jednego mieszkańca przypada dwa tysiące przyjezdnych, większość tubylców z turystyki żyje. W takim miejscu innego źródła utrzymania też nie szukałbym.

 

Głodnego turystę trzeba nakarmić. Ojców znów od niedawna słynie z hodowli pstrąga. Warto wiedzieć, że jedne z pierwszych w Polsce stawów pstrągowych założono na tym terenie cztery lata przed II wojną światową. Należały do księżnej Ludwiki Czartoryskiej. Rybę pozyskiwano do początku XXI wieku, aż wreszcie zarząd parku podjął decyzję o likwidacji zapuszczonych akwenów. Dowiedziały się o tym dwie panie, Magdalena Węgiel wraz córką, i bez żadnego doświadczenia (wcześniej pracowały w branży IT) założyły od zera hodowlę ryb, dzięki czemu przywrócona została ponad osiemdziesięcioletnia tradycja. Dziś pstrągi potokowe z Ojcowskiego Parku Narodowego podawane są w renomowanych polskich restauracjach. A najlepiej smakują świeżo uwędzone. Widoki na stawy i strumienie, w których niedawno pływały – gratis.

 

Pora na dłuższy spacer. Nad całą doliną przez większą część roku zatopioną w zieleni góruje zamek wzniesiony jeszcze za panowania Kazimierza Wielkiego. Malownicza ruina została niedawno odrestaurowana. Komu nie starcza wyobraźni ten może zobaczyć makietę pokazującą warownię w średniowieczu.

 

Poniżej zamkowego wzgórza rozpościera się park zdrojowy. Ładny i zadbany, choć daleko mu do czasów świetności, a te przypadają na przełom XIX i XX wieku. Można tu było wtedy wejść jedynie za okazaniem karty uzdrowiskowej. Podziw budziły nowe i okazałe, jak na owe czasy, domy zdrojowe, muszla koncertowa i hotel „Pod Kazimierzem”. Zachował się ten ostatni. Niech nie dziwi nazwa zapisana cyrylicą. Pamiętajmy, że były to tereny pod zaborem rosyjskim.

 

Jeśli Ojców to oczywiście najsłynniejsza brama w Polsce – Brama Krakowska utworzona przez dwie bryły dochodzące do piętnastu metrów. Skąd nazwa? Dawniej prowadził tędy szlak handlowy z Krakowa na Śląsk. Pewnie i wtedy zatrzymywano się tutaj na popas.

 

I pomyśleć, że Ojcowski Park Narodowy zajmuje zaledwie 1% powierzchni Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Z tego procentu pokazałem dziś zaledwie ułamek. Niech będzie na zachętę i dla siebie, i czytelników. W końcu wiosna za pasem.

 

Bibliografia

Józef Partyka, Ojcowski Park Narodowy

Julian Zinkow, Orle gniazda i krajobrazy jurajskie

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

DZIKA PROMENADA W PSZCZYNIE. NAPRAWDĘ DZIKA?
16.09.2021
CZY WYŻEJ JEST PIĘKNIEJ? O FOTOGRAFII Z DRONA
25.08.2021
ŚLĄSKI OGRÓD BOTANICZNY W RADZIONKOWIE. JAKI PO PIĘCIU LATACH?
20.05.2021
MARCIN WRONA „WRONĄ PO STANACH” (RECENZJA)
22.04.2021
NA ROWER! O DZISIEJSZEJ FRAJDZIE I DAWNYCH PRZEPISACH
15.04.2021
BAZYLIKA PIEKARSKA NA FOTOGRAFIACH I WE WSPOMNIENIACH
01.04.2021
MARIUSZ SZCZYGIEŁ „OSOBISTY PRZEWODNIK PO PRADZE”
11.03.2021
SZWAJCARIA RACHOWICKA. GDZIE I DLACZEGO TAK WARTO
15.10.2020
ŚWIERKLANIEC. CHOĆ PIĘKNIE, A JEDNAK ŻAL
01.10.2020