OSTATNIA STRONA „PRZEKROJU”. NIE DO PODROBIENIA


Cała podstawówka z zaciekawieniem przyglądała się Stachowi, mojemu koledze z klasy. Był gwiazdą jednego dnia, ale zawsze to coś. Skąd ta sława? Otóż nasza pani z polskiego wysłała do rubryki „Humor zeszytów” w tygodniku „Przekrój” jego zdanie z wypracowania. Brzmiało: „Irka była ładną dziewczynką o miłej powierzchni”. Zdanie nie tylko wydrukowano, ale jako jedyne w rubryce zostało „zaszczycone” większą czcionką. Nieliczni szczęśliwcy pokazywali sobie w szkole numer, a Stach chodził w glorii początkującego literata. Znalazł się przecież w prestiżowym czasopiśmie i to na stronie, od której wszyscy czytelnicy rozpoczynali lekturę. Niestety, podobnego periodyku można dzisiaj szukać ze świecą, a sam „Przekrój” dokonał żywota po sześćdziesięciu ośmiu latach, w 2013 roku.

W czasach świetności, czyli w połowie lat siedemdziesiątych, osiągał niebotyczne dla obecnego rynku prasowego nakłady siedmiuset tysięcy egzemplarzy, a i tak kupienie go bez pomocy znajomego kioskarza graniczyło z cudem. Kiedy już zdobyty numer znalazł się w domu, rytuał był najczęściej podobny: oglądano okładkę ze zdjęciem lub grafiką kogoś z czołówki polskich fotografów i rysowników, po czym odwracało się egzemplarz, zmieniało układ z pionowego na poziomy i można było rozpoczynać lekturę tygodnika. Nieodmiennie od ostatniej strony, to znaczy od „Rozmaitości”.

przekrój jpg.(okładka z 19 lutego 1950 roku)

Najpierw uwagę skupiały, z reguły świetne, dowcipy rysunkowe. Najczęściej były to przedruki z „The New Yorkera” albo angielskiego „Puncha”.

przekrój jpg.

„Humorem zeszytów” zaczytuję się do dziś. Szkoda, że jedynie z numerów archiwalnych. Skojarzenie, do jakiej lektury szkolnej albo jakiego autora odwołuje się zadziwiający cytat z wypracowania było już zadaniem dla czytelnika.

Wokulski rozszedł się z Izabelą w pociągu PKP.

Ostatnim marzeniem starej Agaty było umrzeć w czystej pościeli, przy świecach i razem z księdzem.

Soplica umarł nad ranem pełnym przygód i perypetii.

Wczoraj omawialiśmy „Odyseję do młodości”

przekrój jpg.

Zardzewiały Gerwazy nakręcał stare zegary.

Komornik wgryza się w korę i dopiero tam żeruje.

Człowiek może wyrazić wyrazy twarzy, a małpa nie.

Dzięki Telimenie Tadeusz nauczył się władać orężem.

Zawsze z lewej strony znajdowała się seria rysunkowa z profesorem Filutkiem – trochę naiwnym, pogodnym starszym panem ubranym najczęściej w żakiet i melonik oraz jego psem Filusiem. Profesor wnosił do przaśnej, socjalistycznej rzeczywistości powiew przedwojennego szarmu. A piesek doczekał nawet swojego pomnika na rynku w Toruniu. Trzyma w pysku melonik pana i pilnuje parasola opartego o latarnię.

Pomyśleć, że te krótkie historyjki były początkami komiksu w Polsce.

przekrój jpg.Stałym elementem „Rozmaitości” był też aforyzm w ozdobnej ramce przekornie zatytułowany:

przekrój jpg.

Pod wpływem miłości i ciepła w Maćku dokonuje się przełom.

Brutto, netto i tarara.

Hemingway napisał nowelę wziętą z życia: „Stary człowiek nie może”.

przekrój jpg.

przekrój jpg.

Za czasów Zapolskiej pani Dulska zapoczątkowała kołtuństwo.

Nie oddychawszy powietrzem zamkowym Gerwazy czuł ból w swoich członkach.

Niedźwiedź z powodu swej głupoty wyszedł z matecznika.

przekrój jpg.

przekrój jpg.

Na stronie, która pełniła rolę magazynu w pigułce, nie mogło oczywiście zabraknąć rubryki kulinarnej. Na tle (wtedy) różowym „Jedno danie” przez kilkadziesiąt lat serwował  Jan Kalkowski.

przekrój jpg.

Zbyszko do Danusi pałał eterycznie, a do Jagienki fizjologicznie.

Zostawiam to na los pastwy.

Humanizm stawiał człowieka na czoło.

przekrój jpg.

Po różnych zbliżeniach Ziembiewicz zaszedł w ciążę z Justyną.

Byli i tacy, którzy lekturę „Rozmaitości” rozpoczynali od złotych myśli niejakiego Falczaka, wygłaszanych pod wspólnym tytułem „O Wacusiu”.

przekrój jpg.

przekrój jpg.

Kochali się do utraty tchu, lecz bez wzajemności.

Późniejsze działanie Jacka Soplicy było skrywane przez niego pod habitem.

Janko Muzykant żył chęcią grania i marchwią.

przekrój jpg.

przekrój jpg.

„Przekrój” był w czasach  panoszącej się głupoty partyjnych kacyków zjawiskiem z innego świata. Instytucją promującą zachodnią kulturę, zasady savoir – vivre′u, jazz, sztukę nowoczesną, nowe trendy w modzie. Trudno dziś sobie wyobrazić, by z jakimkolwiek tytułem prasowym współpracowali twórcy tej miary, co Sławomir Mrożek, Stanisław Lem, Konstanty Ildefons Gałczyński, Jan Brzechwa, Jarosław Iwaszkiewicz, Leopold Tyrmand, Maria Pawlikowska – Jasnorzewska, Leopold Staff czy Ludwik Jerzy Kern. Co tydzień na stronie „Rozmaitości”, zawsze z prawej, znalazło się miejsce na jego lekki, żartobliwy wiersz.

przekrój jpg.

Cały ten „przekrojowy” świat bezpowrotnie odszedł. Dziś, aby zainteresować trzeba wzbudzić silne emocje. Im silniejsze, tym większa szansa bycia dostrzeżonym. Więc przekracza się kolejne granice. A „Przekrój” niósł wdzięk, elegancję, błyskotliwość i poczucie stałości. Czyli wszystko, co powoduje, że mówimy o kimś lub o czymś – „ma klasę”.

Poza tym, gdzie dzisiaj przeczytam, że:

Mając dziesięć lat, zmarła matka Krasińskiego,

a z kolei Słowacki napisał „Ojca zadżumionych” pod wpływem śmierci żony i dzieci.