PALMIARNIA. COŚ DLA STĘSKNIONYCH WIOSNY


Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem? W mroźne i krótkie dni, kiedy nachodzą czarne obawy, że wiosna już nie nadejdzie. Albo w szarości rozjaśnione od świtu do zmierzchu żałosnymi imitacjami światła słonecznego. I tak się czekało, zrzędziło i marzyło, zamiast przypomnieć sobie o zaczarowanym ogrodzie, jakim jest palmiarnia. Przyjechałem do niej, kiedy mrozy zmuszały do wyboru najcięższego kalibru czapki zmieniającej mnie, a przynajmniej moją głowę, w yeti. Kiedy więc przeczytacie o tym stworze pojawiającym się na ulicach polskich miast – nie wierzcie. To tylko szedł bloger z “Secundum”.

A co zobaczył po wejściu do palmiarni? O tym za chwilę. Najpierw, co poczuł, bo zmysł węchu – przynajmniej na początku – wybija się na plan pierwszy. Otóż świeżość, niesłychaną świeżość, która jest efektem skupienia na stosunkowo niewielkiej powierzchni prawie sześciu tysięcy roślin. Efekt ich pracy działał dosłownie oszałamiająco. Powietrze tak bardzo “smakowało”, że chciałoby się nim naoddychać na zapas.

palmiarnia w gliwicach jpg.

Na pewno nie bez znaczenia pozostaje fakt, że pierwszym pawilonem, w którym się znalazłem był “Pawilon roślin użytkowych”, najczęściej rosnących w klimacie subtropikalnym. Użytkowych, ponieważ wszystkie tu obecne służą człowiekowi. Dla większości zwiedzających pewnie pierwsza okazja, by na własne oczy zobaczyć, skąd się bierze banan, pomarańcza, granat, kawa, cytryna, kakao, pomelo, figi, awokado. Skąd goździki, pieprz, wanilia, gałka muszkatołowa i inne egzotyczne przyprawy. Nie dość, że rośliny można oglądać w pełnej okazałości, to jeszcze towarzyszy temu śpiew żywych ptaków egzotycznych, żyjących w tej strefie klimatycznej.

palmiarnia w gliwicach jpg.

palmiarnia w gliwicach jpg.

Wejście do następnej części, tropikalnej, okazało się trudnym testem dla obiektywu aparatu. Natychmiast pokrył się parą wodną. Wszystko przez zawilgocenie połączone z temperaturą. No, ale tak to właśnie jest w wiecznie zielonym, deszczowym lesie podzwrotnikowym. Można dokładnie zobaczyć, na czym polega układanie się w nim roślinności w “w piętra”. Jest tu i kaskada, i oczko wodne, w którym pływają między innymi piranie. Usunąłbym tylko tablicę ostrzegającą przed drażnieniem ich. Dzięki temu, od czasu do czasu, zwiedzający doświadczyliby scen mrożących krew w żyłach i mogliby się poczuć jak w najprawdziwszej, bezlitosnej dżungli.

palmiarnia jpg.

palmiarnia jpg.

palmiarnia jpg.

palmiarnia jpg.

palmiarnia jpg.

W tym miejscu można też zobaczyć dużą grupę roślin mięsożernych, wśród nich spotykane w Polsce rosiczki. Najwyraźniej, kiedy je obserwowałem zrobiły sobie sjestę. A wszystkie wyglądają tak niewinnie.

palmiarnia jpg.

palmiarnia jpg.

Najwyższy “Pawilon historyczny” o wysokości dwudziestu dwóch metrów, przypomina nieco ten wcześniejszy, ale to on kryje bezcenne dla całego obiektu okazy. Rosną tu ponad stupięćdziesięcioletnie palmy – feniksy kanaryjskie, przywiezione jeszcze w 1924 roku na wystawę botaniczną zorganizowaną w szklarniach. Co ciekawe, przetrwały styczniowe “wyzwolenie” Gliwic przez Armię Czerwoną i niemal całkowitą dewastację Palmiarni.

Na półmetku zwiedzania można odpocząć w altance, w cieniu papirusów i przy szumie kaskady. Śnieg za oknami? Zimowa fatamorgana.

palmiarnia jpg.

palmiarnia jpg.

palmiarnia jpg.

palmiarnia jpg.

palmiarnia jpg.

Najpierw ze sprzętem miałem zjawić się tutaj – w “Pawilonie sukulentów”. W tak suchym powietrzu żaden obiektyw nigdy nie zaparuje. Kaktus na kaktusie, można powiedzieć. Jest ich niemal dwa tysiące. Palmiarnia pozwala podziwiać okazy od ośmiometrowych cereusów z Ameryki Południowej do kilkunastomilimetrowych litopsów pochodzących głównie z Namibii i RPA, nazywanych żywymi kamieniami. A i tak najczęściej komentowany jest “fotel teściowej”.

palmiarnia w gliwicach jpg.

palmiarnia w gliwicach jpg.

palmiarnia w gliwicach jpg.

Ze środowiska skrajnie suchego wkroczyłem w skrajnie mokre. W czterech zbiornikach mieszczących blisko sto tysięcy litrów wody odtworzono cztery środowiska słodkowodne: Amazonii, najdłuższego jeziora świata – Tanganiki, rzek Azji Południowo – Wschodniej i rzek Polski. Wreszcie zobaczyłem rodzime ryby na żywo, ale największe wrażenie zrobiło środowisko, leżącej w Afryce Wschodniej, Tanganiki.  Naprawdę niełatwo od tego spektaklu oderwać oczy. W tym przypadku fotografia musi skapitulować. Trzeba zobaczyć osobiście.

palmiarnia w gliwicach jpg.

palmiarnia w gliwicach jpg.

palmiarnia w gliwicach jpg.

palmiarnia w gliwicach jpg.

Co mogę poradzić? Czas, jaki sobie wyznaczysz na zwiedzanie i tak będzie zbyt krótki. Palmiarnia w Gliwicach, ale zapewne każda, to jedno z tych miejsc, w których naprawdę niełatwo podjąć decyzję o wyjściu. Uspokaja, odświeża, regeneruje. A jeśli dodam, że na piętrze znajduje się kawiarnia ze świetnymi ciastami i równie świetnym widokiem na park, to nie może dziwić, że już teraz w kalendarzu moich jednodniowych wycieczek będzie to pozycja stała.


  • Kiedyś chodziłam tam tak często, że poważnie zaczęłam rozważać kupno biletu rocznego. 😉
    A do akwarium z Tanganiki przyklejaliśmy nosy minimum pół godziny. Naszą ulubioną rybą była Księżniczka z Burundi, która cały czas przenosiła w pyszczku drobne kamyki z dna i kopała swoje gniazdo.
    Ze względu na tłumy zwiedzających palmiarnię najbardziej opłaca odwiedzić się poza weekendem. A na pamiatkę można sklepiku na górze nabyć rosiczkę. 🙂

    • Zdaje się, skorzystam z Twojego pomysłu i kupię bilet roczny. Zwłaszcza że, dzięki Drogowej Trasie Średnicowej dojazd z Katowic do Gliwic zajmuje od niedawna kilkanaście minut.
      Cudowne miejsce. Zachodzę w głowę, dlaczego byłem tam pierwszy raz w życiu.

  • Tośka

    Tym tekstem i zdjęciami przywołałeś wspomnienia z lat szkolnych i studenckich, kiedy to często odwiedzałam palmiarnię w Poznaniu. Uwielbiałam to miejsce. Niestety, tej w Gliwicach do tej pory nie odwiedziłam, chociaż jest tak blisko. Muszę to nadrobić.

    • Mnie z kolei wizyta w palmiarni gliwickiej zachęciła do zobaczenia innych. Wbrew pozorom nie jest ich w Polsce zbyt dużo.

  • Zaliczona w ubiegłym tygodniu podczas wypadu rodzinnego. Mimo, że na wyciągnięcie ręki to tyle lat nieodkryta. Wycieczka udana

    • No to, Radosławie, pora odkrywać następne. Chciałbym dotrzeć do największej w kraju palmiarni w Poznaniu.