PLAKAT POLSKI I ZAKONNICA Z TĘCZOWĄ PARASOLKĄ


Cóż, nie zawsze dostajemy to, czego byśmy oczekiwali. Jak w życiu, tak i w kulturze zasada działa podobnie. Po kilku latach nieobecności znalazłem się ponownie na wernisażu Biennale Plakatu Polskiego – najstarszego, organizowanego po raz 26., bez wątpienia bardzo prestiżowego konkursu poświęconego tej formie sztuki.  I z odmiennymi wnioskami niż wtedy z niego wychodziłem. Najważniejszy z nich? Gdzie te czasy, kiedy w latach 60. i 70. mówiło się o polskiej sztuce plakatu, a wielkoformatowe prace tworzyli Henryk Tomaszewski, Waldemar Świerzy, Roman Cieślewicz, Jan Lenica czy Franciszek Starowieyski. Skąd mi się wziął ten minorowy ton?

Plakat polski z okresu swoich największych triumfów był z jednej strony wyrazisty i czytelny, z drugiej zaś, genialnie operował metaforą, wyrafinowanym skrótem myślowym. Wynikało to być może z wiary w błyskotliwość odbiorcy, czasem zapewne z misternie prowadzonej gry z cenzurą, a z pewnością z ogólnej erudycji autora. Co natomiast widać na plakatach eksponowanych na biennale? Niestety, zbyt często przegadanie i dosłowność.

Kto wie, być może wzięło się to ze zbyt „łaskawej” selekcji; zaprezentowano aż z górą 300 prac autorów uznanych i debiutantów. W tym roku odmłodzono formułę, otwarto się na twórców nieprofesjonalnych, studentów uczelni artystycznych. Słowem na każdego, kto chce tworzyć plakaty. I kto chce, mniej lub bardziej mądrze, zabrać głos na tematy aktualne.

Uderzające, jak bardzo współczesny plakat polski stał się trybuną głosów o wydarzeniach bieżących, wziętych z gazetowych nagłówków. No i w rezultacie mamy zakonnicę z tęczowym parasolem (nie przenikam, co też chciał autor przez to powiedzieć?), wyświechtane hasło konsTYtucJA, feministyczne fight like a girl, czy równie „błyskotliwe” – jazz jest kobietą.

 

Kuratorka konkursu i wystawy, dr hab. Katarzyna Gawrych-Olender, mówi: Wśród plakatów, które znalazły uznanie w oczach jury, są przede wszystkim prace zaangażowane we współczesność, w palące problemy dzisiejszego świata. Twórcy dobitnie pokazują, że nie chcą, by nasz świat staczał się w przepaść chorych ideologii, chciwości i głupoty. Ostrzegają i nawołują o podjęcie działań naprawczych. Owszem, chciałoby się dodać, ale robią to nieraz mało finezyjnie, często dosłownie i przaśnie. Choć zdarzają się przecież i perełki.

W czasach PRL plakat polski był na szarych i smutnych ulicach dostępną dla każdego enklawą czystej sztuki. Po tegorocznym Biennale mam wrażenie stagnacji, letargu. Co jest powodem? Pomijając emocje polityczne, może ogólny stan zobojętnienia społecznego? „Sytość” materialna? A może w natłoku wrażeń, jakie nas atakują każdego dnia, zdolność przebicia mają jedynie najwyższe, bliskie histerii, rejestry emocji? Wiem jedno, zbyt duża ilość pokazanych plakatów jest mdła, choć sili się na konfrontację. Jest przegadana, tym samym przypomina mi afisze informacyjne. I jest wreszcie na tyle „nieostra” plastycznie, że pozostawia obojętnym. Pozostaje podziw dla osiągnięć technik druku. Trochę mało.

Zastanawiam się, w jaką stronę zmierza plakat polski. Jeśli obrany kierunek okrzepnie, niewykluczone, że zamiast posterów cieszących oko, a przede wszystkim zmuszających do chwili refleksji i umysłowego wysiłku w codziennym miejskim pędzie, będziemy oglądać ładne obrazki o aktualnych wydarzeniach kulturalnych albo agitki polityczne i obyczajowe.

Z najnowszego raportu GUS-u na temat stanu kultury wynika, że mamy w Polsce 341 galerii i salonów sztuki organizujących wystawy. Odwiedziło je, moim zdaniem, całkiem sporo, bo 3,8 miliona osób. Czy mój dość krytyczny ton na temat 26. Biennale Plakatu Polskiego ma sprawić, że od tej wystawy odwodzę. Nic podobnego! To rzadka okazja, aby się przekonać (i wyrobić własne zdanie), w jakim stopniu świat podporządkowany prawom rynku, także życie codzienne i gorące tematy, jakie każdego dnia ono niesie, pozostawia ślad w sztuce. Na ile trwały, a na ile ulotny – już choćby z tego powodu warto przyjrzeć się wystawionym 300 plakatom.

 

Prace prezentowane będą w Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach do 26 stycznia 2020 roku.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

CZY WARTO KUPOWAĆ ALBUMY MALARSKIE
11.06.2020
COUNTING MEMORIES – KAŻDY OPOWIADA SWOJĄ HISTORIĘ
14.11.2019
CZYM SIĘ ZAJMUJĄ ABSOLWENCI AKADEMII SZTUK PIĘKNYCH
06.06.2019
DLACZEGO SZTUKA WSPÓŁCZESNA TAK MNIE POCIĄGA (CHOĆ SIĘ NA NIEJ NIE ZNAM)
12.10.2018
MUZYKA W SZTUCE. CZY DA SIĘ POKAZAĆ DŹWIĘK?
21.08.2018
PAWEŁ STELLER – ZAPOMNIANY GENIUSZ DRZEWORYTU
17.03.2018
PROWOKOWAĆ LOS. NA PRZYKŁADZIE BEKSIŃSKICH
05.02.2018
SPORT I SZTUKA. NIC NOWEGO, A JEDNAK
25.01.2018
DOM MEHOFFERA W KRAKOWIE. MODA TRWA
07.01.2018