PODGRZEJ ZWOJE MÓZGOWE, A POŻYJESZ!


Sprawdzimy znajomość liter, zapytam z tabliczki mnożenia,  „Oda do młodości” na jutro, nauczcie się stu słówek, niech państwo pomyślą nad konspektem, obrona pracy wkrótce. I tak mniej więcej do dwudziestego piątego roku życia. Po takim wieloletnim wysiłku wysyłamy mózg na zasłużony odpoczynek. Trwający najczęściej do końca naszych dni. Zaciekawiło mnie, czy dbałość o stan umysłu i uczenie się po otrzymaniu ostatniego świadectwa, dyplomu, certyfikatu ma sens i przynosi jakąś korzyść. Oprócz oczywistej, że więcej wiemy. Poszperałem.

MUSZKA

Najpierw trop doprowadził mnie do muszki owocówki. Często lubimy powtarzać, usprawiedliwiając dzięki temu grzeszne nawyki, że o wszystkim, oczywiście i naszej sprawności umysłowej, decydują geny. Sprawdziłem, decydują, ale tylko w 15-20 procentach. Najważniejszy jest jednak sposób odżywiania i styl życia. Co to ma wspólnego z muszką? Otóż, naukowcy poszukujący w DNA genów, które są odpowiedzialne za długowieczność wszczepili je, po zmutowaniu, na razie owocówkom. Geny od osiągniętego efektu nazwano w skrócie INDY /I’m not dead yet/, bo i efekt okazał się niewiarygodny. Muszki żyły co najmniej sto procent dłużej. Średnia wieku dla człowieka wynosiłaby więc około sto osiemdziesiąt lat. Wyobraźmy sobie, urodzonych półtora wieku temu w pełni władz umysłowych. Robi wrażenie, ale nie przywiązałem się zbytnio do tych sensacji. Dobre wieści dla pokoleń bardzo przyszłych. Od owadów do ludzi droga daleka. Szukam dalej.

JEDNAK DYPLOM

Nareszcie trochę pocieszenia. Amerykanie odkryli, że to nie długotrwała praca i stresy przyczyniają się do krótszego życia. Szybciej umierają mało aktywni, słabo wykształceni. Czyli tacy, którzy aktywność umysłową sprowadzają do przypomnienia sobie, co było w poprzednim odcinku, a fizyczną do ruchu ręką po pilota i otwarciu kolejnej puszki. Brutalna prawda nie pozostawia złudzeń. Oni będą żyli od pięciu do dziesięciu lat krócej niż ich wyedukowani rówieśnicy.  W czasie przeprowadzonych badań Zakładu Antropologii PAN we Wrocławiu ustalono, że ludzie z wykształceniem zasadniczym w wieku pięćdziesięciu lat są biologicznie starsi niż równolatkowie po studiach wyższych. O wiele częściej też ulegają nałogom, powodującym powstanie trudnych do leczenia chorób, nie mówiąc o pogorszonej sprawności intelektualnej.

OBYCIE

Można powiedzieć: no tak, wykształceni zarabiają więcej. Mogą sobie pozwolić na wyższy standard. Wniosek zbyt oczywisty. Dlaczego niby  świadomość znaczenia trybu życia miałaby iść w parze z dochodami? Spacer, jazda na rowerze, jogging, jedzenie warzyw i owoców, czytanie składu na etykietach i czytanie książek to nie efekt grubego portfela, tylko elementarnej troski o zdrowie i fizyczne, i umysłowe. Spokojnie można też przyjąć, że styl życia obserwowany u rodziców dzieci przeniosą na własny. Naturalnie, po wcześniejszym kategorycznym odrzuceniu go w gimnazjalnym okresie buntu i naporu.

WARCABY

Rozwiązywanie krzyżówek poprawia sprawność umysłową. Ta powtarzana od ponad stu lat mądrość nieobca jest i niemowlęciu, i starcowi. Mają rację! Naukowcy z Albert Einstein College of Medicine prowadzili badania na temat demencji wśród pięciuset starszych wiekiem nowojorczyków. Wyniki zaskoczyły wszystkich, a ucieszyły wielu. Mam na myśli tych, którzy nie poddali się otępiającej rezygnacji. Każda forma umysłowego wysiłku okazała się zbawienna. Lektura książek, gra w karty, szachy i warcaby, rozwiązywanie szarad, krzyżówek. Muzykowanie na instrumentach. Dzięki takiej, przyznajmy, często mało finezyjnej aktywności, ci ludzie nie tylko zachowali sprawność umysłową, ale ich ryzyko demencji było aż o siedemdziesiąt procent mniejsze niż  leniwych koleżanek i kolegów.

A JA?

Nie ominę wszystkich niebezpieczeństw kryjących się w żywności, wodzie, powietrzu. Skupiam się na tym, na co mam wpływ. Bardzo dużo chodzę, bo bez tego nie ma fotografii w plenerze, a właściwie żadnej.  Intensywny sezon rowerowy rozpoczęty w tym roku czwartego stycznia zapewne, jak zwykle, zakończę w grudniu.

Podstawowym ćwiczeniem dla umysłu pozostaje lektura książek i recenzowanie ich. To zawsze, nie tyle konieczność przeniknięcia intencji autora, co nakaz – w miarę możliwości – uważnego rozejrzenia się w opisanym świecie. Odpowiedzenia sobie, na ile jest on, moim zdaniem, wiarygodny na różnych obszarach. Pasjonująca i ciężka praca umysłowa. Mam nadzieję, że dzięki niej dołączę kiedyś do grupy badanych z małym ryzykiem demencji. Nie ma co też ukrywać – prowadzenie bloga okazuje się niepozorowanym i solennym grzaniem zwojów mózgowych.

Ciekaw jestem, jak inaczej można dbać o stan umysłu. Najlepsze pomysły osobiście przetestuję na swoim żywym organizmie.

 

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ