PODSUMOWANIE LUTEGO


Luty to miesiąc – niezależnie od tego, czy w wersji normalnej, czy z jednodniowym gratisem – zawsze mijający błyskawicznie. „Jak z byka trzask”, określała takie zjawiska w dzieciństwie moja bratanica. Pierwszego marca, wraz z rozpoczęciem meteorologicznej nowej pory roku, wyczekiwane przebudzenie w naturze dodaje mi kolejny raz życiowej energii i ostro zachęca do wiosenno-letniego startu. Tradycyjnie, najwięcej planów snuję nie na przełomie roku, a właśnie teraz.

Proponuję jednak, byśmy jeszcze przez chwilę spojrzeli wstecz, na miesiąc ubiegły. Co się działo na „Secundum” w trzynastu lutowych wpisach? Bez chwalenia, wygląda na to, że jako pierwszy ogłosiłem nadejście w Polsce przedwiośnia. Niestety, przygasił mnie brak jakiegokolwiek odzewu. Choć do tej pory nie odebrałem żadnych gratulacji, nie daję za wygraną. Przygotuję niedługo wpis, tym razem inaugurujący prawie wiosnę, czyli przedwiośnie w rozkwicie. Może wtedy.

przedwiośnie jpg.

Bliska klimatom przedwiosennym była spacerowa relacja z Pszczyny. Lekko przyprószonej resztkami śniegu (czy tylko ja zauważam, że zima pod koniec potrafi się żałośnie ośmieszyć). Chciałbym to niezwykle urokliwe miasto obszerniej pokazać w maju, kiedy w parkach trwa kwietne szaleństwo, a urodziwi pszczynianie zakochani w pięknych pszczyniankach okupują do nocy ławki na rynku.

pszczyna jpg.

Kolejnej fotograficznej relacji towarzyszył mi pewien problem. Nie bardzo potrafię rozgryźć zagadkę fotografii czarno – białej. A dokładniej, pewną sprzeczność z nią związaną. Ciężko przecież znaleźć kogoś, kto twierdziłby, że jej nie lubi. A, choć od lat słyszę o renesansie starszej siostry fotografii barwnej, trudno ją zobaczyć. Omijana przez billboardy, plakaty szerokim łukiem. W śladowych ilościach obecna w czasopismach. Albumów jej poświęconych, jak na lekarstwo. Zamówienie tej wersji przez klienta jest przypadkiem niezwykle rzadkim. O co chodzi?

Pokazując serię czarno-białą zaprosiłem też do porównania zdjęć z ich kolorowymi odpowiednikami wykonanymi latem. Odcienie szarości czy feeria barw? Oto jest pytanie.

Czerń i biel uspokaja i redukuje obraz. Niedaleka stąd droga do refleksyjnego reportażu z Galerii śląskiej sztuki sakralnej. Cudownie wyeksponowane dzieła zdają się w łagodnym świetle trwać w niekończącej się modlitewnej zadumie. W kategorii – wrażenia, dla mnie absolutny numer jeden lutego. Szczęśliwie, w niedawno oddanym Muzeum Śląskim, jest to już wystawa stała.

sztuka sakralna jpg.

sztuka sakralna jpg.

Na przeciwległym biegunie wigor fotografii przemysłowej. To najbardziej dynamiczne zdjęcia spośród wszystkich niemal dwustu opublikowanych w lutym. Pełne energii, dynamizmu, abstrakcji bliskiej sztuce współczesnej. Wiem, że to nie zachód słońca nad morzem i nie wschód w Tatrach, ale ilekroć wchodzę ze sprzętem na teren zakładu czuję ten sam rodzaj euforii i przyspieszonego bicia serca. Wschody i zachody muszą wtedy poczekać. Każdemu wedle jego dziwactw.

 przemysł jpg.

przemysł jpg.

Duży rozgłos w środkach przekazu zyskała tegoroczna edycja 4 Design Days w nowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Rozmach był tak imponujący, że wypada wierzyć, iż nikogo liczącego się w branży nie zabrakło. Jedna z osób komentujących moją relację, napisała o zapracowanych projektantach. Rzeczywiście, miałem wrażenie unoszącego się w powietrzu żywiołu kreacji, werwy i chęci tworzenia. Przy okazji, dla zwiedzających mnóstwo inspiracji do zmian w swoim najbliższym otoczeniu.

Jeśli już o pracy, to teraz niekoniecznie twórczej. Czy wiedziałeś, że jeszcze w XIX wieku za pracownikiem, który bez uprzedzenia opuszczał swojego pracodawcę wysyłano swoiste listy gończe, umieszczając w prasie ogłoszenia z podaniem najdrobniejszych szczegółów dotyczących uciekiniera. Zaskakujące, że w precyzyjnej wyliczance zamieszczonej w 1792 roku w „Gazecie Warszawskiej”, w której nie brak i drobiazgowego opisu ubrania („w spodniach popielatych, maiący drugie zielone, ieżeli ich nie przedał”), zabrakło podania koloru oczu. A jak dzisiaj tropieni są pracownicy i kto w pościgu przegrywa? O tym w „Pracodawca poszukuje. Może ciebie”.

gazeta warszawska 1792 jpg.

Co łączy trzy przedstawione w lutym recenzje książek? Gatunkowo tak bardzo odmiennych. Opowiadania „W krainie czarów” Sylwii Chutnik, głośnej i obficie udzielającej się w mediach feministki. Zbierane w ciągu kilku lat przez Macieja Stasińskiego wywiady i reportaże z Kuby, umieszczone w zbiorze „Diabeł umiera w Hawanie” . Wreszcie niepokornego Lecha Jęczmyka felietony „Nowe średniowiecze”. Otóż, w każdym z tych literackich przypadków, choć punkt wyjścia może być diametralnie odmienny, rzecz w przynależnej każdemu człowiekowi wolności słowa, poglądów i myśli. A kwestia właściwego wykorzystania atrybutów wolności i co termin „właściwego” miałby rzeczywiście znaczyć, to temat odrębny, pasjonujący i również przez całą trójkę podejmowany. Polecam wszystkie wymienione pozycje, choć moją klasyfikację wygrywa Jęczmyk za świeżość poglądów, erudycję i panowanie nad językiem. Celną ironię skierowaną w mainstreamowy światek.

Każdy z nas jest wysokiej klasy specjalistą w dziedzinie neologizmów. Nawet nie musi o tym wiedzieć. Używamy ich chętnie i bez przerwy. Od czasu do czasu ożywa dyskusja na temat zastąpienia, zwłaszcza coraz liczniejszych obcych zapożyczeń, rodzimymi wersjami. Nic z tego nie wynika; językowa rzeczywistość pędzi przed siebie nie oglądając się na lamenty językoznawców. Podobny los spotkał cytowane przeze mnie komiczne, reformatorskie propozycje. O tym, że psucie polszczyzny i chęć jej naprawy to nie wymysł tylko naszych czasów piszę w dowcipnym artykule „Neologizm to nowotwór. Niemożliwe?”. Uczciwie muszę dodać, że dowcip jest zasługą pewnego księdza, który dawno temu w zapędach czyszczenia solidnie się zapędził.

bazar tygodnik mod jpg.

Na koniec zapraszam do lutowego hitu, jeśli chodzi o liczbę odsłon, czyli artykułu na temat rodzinnych koligacji. Zawsze miałem z pokrewieństwami problemy nazewnicze i postanowiłem za jednym zamachem braki nadrobić. Efekt jest z jednej strony, użyję modnego słowa – spektakularny. Z drugiej – przytaczając z czasopisma „Bazar” pewne wyznanie nieszczęśnika, który poznał młodą wdowę – nieco opłakany. Czy ktoś z jasnym umysłem wreszcie przeniknął paradoks frustrata, któremu przyszło zostać własnym dziadkiem?