POJEZIERZE PALOWICKIE. TO NA PEWNO GÓRNY ŚLĄSK?


Krótki, kilkugodzinny, najwyżej jednodniowy wypad na spacer, rowerową przejażdżkę. Tylko gdzie? Wszędzie w pobliżu byliśmy. Kto nie zna podobnych dylematów. A może by tak na pojezierze? – zapytałem. Zdziwiony wzrok miał swoje uzasadnienie, bowiem pytanie padło w centrum Katowic. Chwilę później, gdy dodałem, że chodzi mi o Pojezierze Palowickie, zaskoczenie było jeszcze większe. Jakie pojezierze?

Nie po raz pierwszy okazało się, że Górny Śląsk ma na swoim terenie więcej krajobrazowych atrakcji niż się nawet tu urodzonym wydaje. A co mają powiedzieć ci, którzy bywają w regionie rzadko albo nie przyjechali nigdy? Oto wystarczy pojechać niespełna czterdzieści kilometrów na południe od Katowic, by w Żorach znaleźć się wśród krajobrazu, który kojarzy się raczej z widokami spotykanymi setki kilometrów na północ.

 

Pojezierze Palowickie jest częścią Parku Krajobrazowego Cysterskie Kompozycje Krajobrazowe Rud Wielkich. Uroda kompleksu stawów wprawia w zdumienie każdego, kto nie wie, czego może się spodziewać, ruszając na czternastokilometrowy spacer na trasie pętli Żory – Palowice – Żory.

 

Nie ma problemu, aby wydłużyć eskapadę o kilkadziesiąt kilometrów. Świetnie utrzymane ścieżki stworzone są do spacerów albo jazdy rowerowej. Jest więc okazja dla częstych powrotów – nie ma szans, aby bez pośpiechu przejechać na rowerze (tym bardziej przejść) wszystkie trasy w ciągu jednego dnia.

 

Na razie w czasie pierwszej wycieczki trzymałem się „tradycyjnego” czerwonego szlaku do Palowic. Wiem jednak, że wystarczy dotrzeć do pierwszego przystanku i pojawiają się propozycje kilku nowych. Z tabliczek na skrzyżowaniu można się dowiedzieć, że do Kobióra jest dwadzieścia kilometrów, jedenaście do Rybnika i tyle samo do Czerwionki-Leszczyn. Nie jest to zwykłe „anonimowe” leśne rozgałęzienie dróg; zaskakuje w tym miejscu dziwna i jakoś nie komponująca się z otoczeniem ceglana budowla wyraźnie przemysłowej proweniencji.  To wieża wsadowa, zwana gichtą, pozostałość po działającej w pierwszej połowie XIX wieku hucie Waleska. Liczy piętnaście metrów wysokości, a jej mury metrowej grubości nieprędko zmurszeją. Służyła, za pomocą ręcznego dźwigu, do wyciągania wsadu, czyli rudy żelaza, węgla drzewnego i topników, aby następnie zasypać nimi położony w pobliżu cylindryczny wielki piec.

 

Po chwili spaceru znalazłem się w krainie mniejszych lub większych malowniczych stawów. Niekiedy położonych po obu stronach ścieżki. Na trasie sporo miejsc na odpoczynek. Jedno z nich znalazło się przy krzyżu dziękczynnym na Wytrzęsowie, który sto sześćdziesiąt lat temu wznieśli gichciarze, robotnicy pracujący w hucie Waleska. Tabliczka umieszczona obok wyjaśnia nieco już archaizowanym językiem: Wracających z pracy pewnego dnia w 1850 roku zastała straszna burza z piorunami. Klęcząc na drodze błagali w głośnej modlitwie Niebiosa o powrót do swoich domów. Zostali wysłuchani, przetrwali, tenże krzyż wznieśli na wieczną chwały pamiątkę jako znak dziękczynienia.

 

W samych Palowicach na wędrowców czeka duża zadaszona wiata i możliwość zrobienia ogniska.

 

Nie udało mi się zwiedzić wsi, ale już to, co zobaczyłem zaciekawia tajemniczością. Oto w centrum, na skraju parku znajduje się XIX-wieczny dwór utrzymany w stylu klasycystycznym. Mieszkali w nim przedstawiciele rodziny von Thiele-Winckler. Szkoda, że lata świetności ma za sobą. Poza tym znajduje się tu obiekt leżący na Szlaku Architektury Drewnianej województwa śląskiego – zabytkowy kościół Trójcy Przenajświętszej z 1606 roku. No i mam jeszcze jeden powód do rychłego przybycia na Pojezierze Palowickie.

 

Droga powrotna do Żor wiodła najpierw tym samym czerwonym szlakiem aż do skrzyżowania ze szlakiem żółtym. Skręciłem w lewo i znalazłem się w otoczeniu, kto wie, czy nie jeszcze piękniejszych krajobrazów. Po godzinie wyszedłem wprost na wieżę wsadową dawnej huty Waleska.

Pojezierze Palowickie stworzono dla spacerowiczów, ornitologów (aż 164 gatunki ptaków), biegaczy, wędkarzy, grzybiarzy i oczywiście fotografów. Jeśli kogoś pominąłem też niech przyjeżdża. Dla mnie krajobrazowe odkrycie tego roku.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

ŻYMŁA I ŻYMLOK. PARA DOZGONNYCH PRZYJACIÓŁ
02.09.2021
ŚLĄSKIE ZOKI I FUZEKLE, A POLSKIE SKARPETY
22.07.2021
SROGO CHAŁPA I ANCUG Z WESTĄ. JAK TO BĘDZIE PO POLSKU?
13.05.2021
GRUBA, ZOŁZA. DLACZEGO PRZECINEK MA TU ZNACZENIE
25.02.2021
SZOLKA. CZYM WŁAŚCIWIE JEST
14.01.2021
RYCZKA – MAŁY WIELKI MEBEL ŚLĄSKIEJ KUCHNI
10.12.2020
GYBURSTAG. URODZINY CAŁKIEM INNE, BO ŚLĄSKIE
19.11.2020
ŚLĄSKIE SŁOWA, KTÓRE TRZEBA WYJAŚNIĆ (NIE-ŚLĄZAKOWI)
29.10.2020
BADYHALA, A INACZEJ – PERŁA WŚRÓD PŁYWALNI
17.09.2020