POLACY SIĘ BOGACĄ. MAM PEWNOŚĆ PO TRZECH GODZINACH


Niby żadna nowina, że się bogacą. Jednak dopiero pobyt w miejscu, gdzie dobra luksusowe nagromadzono w dużej ilości pod jednym dachem, zasłyszane rozmowy osób zainteresowanych zakupami i wreszcie porównanie tego wszystkiego ze stanem rzeczy sprzed kilku lat, a nawet sprzed roku, pozwala w pełni zrozumieć pewien fenomen. Mianowicie w zaskakująco szybkim tempie przyrasta liczba osób dobrze sytuowanych. Takich, którzy wiedzą, czego chcą i gotowi za dobry design i wzorcowe wykonawstwo zapłacić dużo.

A konkretnie, skąd te wnioski? Wystarczyło, że spędziłem trzy godziny na największym w tej części Europy wydarzeniu rynku nieruchomości, architektury, wnętrz, wzornictwa – czwartej edycji Design Days w Katowicach. Pisałem o nim w ubiegłych latach dwukrotnie, tym razem skupiam się nie na stoiskach, a na produktach. Luksusowych produktach.

A czymże jest ten luksus? Kłopot z  nim taki, że to rzecz niełatwa do zdefiniowania. No bo mamy przynajmniej dwie jego kategorie. W pierwszej, znajdziemy dobra, na które pozwolić może sobie jedynie elita, a więc jachty, samoloty, najdroższe apartamenty. W Polsce jeszcze bardzo nieliczna. Według norm międzynarodowych, bogaci to osoby mające płynne aktywa o wartości minimum miliona dolarów. Tych w Polsce jest zaledwie 41 tysięcy. Dla porównania w Niemczech ponad 1,5 miliona.

W drugiej zaś kategorii chodzi o te dobra, na które wielu Polaków może sobie raz w życiu lub rzadko, ale jednak pozwolić: kupno domu, designerskie wyposażenie, hotele spa, drogie alkohole, ubrania luksusowych marek.

Rzecz jasna, przedstawicieli finansowej elity na na takich imprezach jak katowicka, nie uświadczysz, są opanowane przez o wiele liczniejszą grupę dobrze sytuowanych, „drugiej kategorii”.

Z raportu KPMG, firmy audytorsko-doradczej wynika, że „luksus po polsku” zasadniczo różni się od zachodniego. Majętni Polacy uważają, że luksusowy zegarek męski kosztuje 6 tys. zł. Dla ekspertów kwota, jeśli bierze się pod uwagę taki zakup, to minimum 40 tys. zł. Luksusowa damska torebka to według nas koszt 1,9 tys. zł, a w rzeczywistości, co najmniej kilkanaście tysięcy. Luksusowy samochód to dla Polaka wydatek 190 tys. zł. Tymczasem Bentley, Ferrari, Lamborghini czy Maseratti kosztują powyżej miliona. I to dla nich zarezerwowany jest ten przymiotnik.

Wróćmy do tegorocznych targów Design Days. Minęły czasy, kiedy można było liczyć, że nie zostaną zauważone słabe strony produktu. Polacy, co nie raz zauważyłem w trakcie oglądania stoisk, stali się narodem rynkowo wyedukowanym, znającym swoje prawa i – zapewne ma to jakiś związek – kapryszącym. 

Bez obaw. Każdy w takim miejscu mógł znaleźć coś dla siebie. Jedynym ograniczeniem była grubość portfela. Wydaje się, że konfrontacja z tym, co zobaczyłem w ubiegłym roku, nie powinna nasuwać nowych wniosków, tymczasem dał się zauważyć wyraźny postęp technologii. Miałem wrażenie, że obecnie wszystko można wykonać ze wszystkiego. Barierą nie jest materiał, a wyobraźnia projektanta.

Co w takim razie wydarzy się we wzornictwie, np. za dekadę? Na to pytanie nie odpowie nawet najbardziej szalony designer.

Ale czyż właśnie ta nieprzewidywalność i zagadkowość nie jest w tym wszystkim najbardziej ekscytująca?