POWAB DETALU CZYLI PONOWNIE O MOTOCYKLACH


Za każdym razem motocykl składał się na wirażu coraz niżej i niżej. Nie pomogły przekonywania, że wystarczy dobrych ujęć. Zobaczysz, następne będą jeszcze lepsze – usłyszałem. Przeczucie, że za chwilę coś się wydarzy mnie nie omyliło. I oto w wizjerze aparatu kolejna odsłona, ale tym razem zbyt szybki wyjazd zza zakrętu, zbyt duże pochylenie i maszyna zaszurała po asfalcie razem z niefortunnym motocyklistą. Ten szybko się pozbierał, nawet nie spojrzał na rozerwany skafander, tylko podbiegł do znieruchomiałego, świeżo zakupionego suzuki bandit i niemal zapłakał na jego widok. Okaleczone chromy, zdarty do metalu lakier, pogięta rura.

Mógłbym teraz napisać, że nie igra się z prawami fizyki, że gdyby nie brawura, motocyklista jeździłby dalej przyciągając zazdrosne spojrzenia. Może i w innym przypadku wymknęłoby mi się podobnie tandetne moralizatorstwo. Ale nie tym razem.

Motocykl kojarzy mi się tak silnie z odrobiną szaleństwa, poczuciem wolności, z prędkością i ryzykiem często prowadzącym do uzależnienia, że jestem w stanie kierującym wiele wybaczyć. Zwłaszcza, że wszystko w tych zabójczo niebezpiecznych maszynach zdaje się prowokować. Zwłaszcza detale.

Najpierw trzeba je dostrzec. Ciasne kadrowanie fotografii bardzo w tym pomaga. Dopiero wtedy można się przekonać, jak nieposkromioną wyobraźnią cieszą się konstruktorzy. Na pewno ma znaczenie to, że nie są skrępowani skomplikowanymi przepisami i normami dotyczącymi bezpieczeństwa. Innymi słowy – hulaj dusza, o czym mogą jedynie pomarzyć projektanci samochodów.

Detale, a przede wszystkim ich modyfikacje, mają podkreślać „niepowtarzalność” sprzętu.  Przyglądając się dziesiątkom motocykli, łatwo się przekonać, że dotyczą niemal wszystkich elementów: od bloku silnika, obudowy cylindra, stylizacji wydechów, że nie wspomnę o częstych zmianach elementów karoserii – kształcie zbiornika, bocznych owiewkach, lampach, lusterkach, podnóżkach. I nie znającej granic twórczości malarskiej.

Po czym można rozpoznać miłośnika motocykli? Ano po tym, jakich określeń wobec nich używa. Oto fragment jednego z testów nowego modelu: Cafe racerowa linia, detale, takie jak wlew paliwa w stylu Monza, szprychowane felgi, analogowy prędkościomierz, małe lusterka na końcówkach kierownicy, cygarowate wydechy, pojedyncze siedzenie z racerową nakładką i ponad 160 dedykowanych akcesoriów, by jeszcze bardziej podkreślić indywidualny styl. Mistrzostwo!

A co z kolegą, który przewrócił się na wirażu? Oczywiście nie dał za wygraną. Motocykl po remoncie wyglądał jak nowy. Aż do następnych dwóch wywrotek. Tym razem z winy kierowców samochodów. Za każdym razem po powrocie z warsztatu zauważam nowe modyfikacje, dizajnerskie nowinki. Rozpoczyna się rytuał mojego chwalenia i pojawiającej się na twarzy Wojtka satysfakcji. Mało powiedziane – szczęścia.

Miłość i motocykl? Jasne, że idą w zgodnej parze. Na całe życie.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

MOTOCYKLE. NIE JEŻDŻĘ, A UWIELBIAM
12.06.2018