POWSTANIA ŚLĄSKIE. W TYM MUZEUM ŻYWE


Nie tylko są żywe, bowiem wydarzenia z lat 1919 – 1921 zostały znakomicie i zajmująco przedstawione, ale dla mnie również pełne emocji. Dwaj moi wujkowie, kiedy tylko powstania śląskie się rozpoczęły, ruszyli do walki. Po latach za te decyzje zapłacili życiem. Obu aresztowali Niemcy na początku II wojny światowej, tuż po wkroczeniu na Górny Śląsk. Jeden zginął w komorze gazowej w Auschwitz, drugi został ścięty gilotyną w katowickim więzieniu na ulicy Mikołowskiej. I właśnie dlatego za każdym razem z takim przejęciem wchodzę do Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach. W tym miejscu jestem bliżej wujków, których nie było mi dane nigdy poznać.

Warto przyjrzeć się najpierw budynkowi muzeum z zewnątrz i poznać jego skomplikowane losy. Zaprojektowali go berlińscy architekci – bracia Zillmannowie, ci sami, którzy są autorami wyjątkowych osiedli na Giszowcu i Nikiszowcu. Zbudowany w 1907 roku, najpierw był siedzibą zarządu Donnersmarcków, jakże zasłużonego górnośląskiego rodu magnatów. Po podziale Śląska i znalezieniu się po polskiej stronie granicy był tu Urząd Gminy Świętochłowice. We wrześniu 1939 roku do gmachu wprowadzono niemiecką Schutzpolizei. Po 1945 – milicję, a w 1989 na kilka lat policję.

Wydawałoby się, że kres trwania budowli przyniósł pożar, jaki wybuchł w noc sylwestrową 2000 roku i strawił wszystko w bardzo podupadającej wtedy budowli. Stało się na szczęście inaczej i czternaście lat później na czterech kondygnacjach otwarto muzeum wyjątkowe.

Myliłby się ktoś, kto sądzi, że od razu wkraczamy w sam środek walk. Przeciwnie, zaczyna się spokojnie i sielsko – od przejażdżki tramwajem sprzed stu lat. Wchodzimy do wnętrza, przesuwamy dźwignię, słyszymy dźwięk dzwonka i odgłosy jadącego tramwaju. Ruszamy w trasę, a za oknem przesuwają się fragmenty śląskich miast. Jakich? Warto samemu pobawić się w zgadywankę.

 

Po zakończeniu podróży możemy z zabytkowego aparatu zatelefonować do świadków opowieści o tamtych wydarzeniach. W słuchawce usłyszymy głos znanego muzyka, Józefa Skrzeka – wnuka powstańca śląskiego powieszonego przez Niemców w 1941 roku, który na każdym kroku podkreśla dumę z bycia Ślązakiem i mieszkania od dziecka na ojcowiźnie w Michałkowicach.

Co jeszcze? Można sobie zrobić fotografię w dawnym zakładzie. Twarz ustawiamy do aparatu, kadrujemy ją na archiwalnej fotografii, naciskamy i to wszystko. Fotomontaż możemy wysłać od razu mailem na swój adres.

 

Dwa wyższe pietra przenoszą nas w czasy, kiedy dramatycznie ważyły się losy Śląska. Widzimy pokój stylizowany na mieszkanie powstańca. Na ścianie za czterema „oknami” przesuwa się film z typowymi dla Górnego Śląska scenkami oglądanymi z wnętrz familoków.

 

W trakcie oglądania zbioru niemieckich i polskich plakatów propagandowych,

 

dobiegają nas dźwięki drukarni z czasów plebiscytu, gdzie możemy własnoręcznie odbić pieczęć z apelem nawołującym do głosowania.

 

W szkolnej sali z lat 20. XX wieku warto posłuchać nauczyciela, jakże by inaczej, historii.

 

Ze szkoły wychodzimy na brukowaną ulicę. Stoi wózek z pakunkami, o ścianę oparty przedwojenny rower, na słupie ogłoszeniowym odezwy, a gazeciarz śpiewnym głosem podaje najświeższe wiadomości.

 

Kolekcja broni z początków dwudziestego wieku – rewolwerów, bagnetów, samoróbek, robi wrażenie, ale jeszcze większe – powstańczy samochód pancerny. Obok umieszczono opis, jakim cudem udawało się Ślązakom konstruować chałupniczymi metodami takie pojazdy.

 

Kto chce, może przygotować powstańca do walk. Sam podpowie, co będzie mu potrzebne, a z czego bez żalu zrezygnuje.

 

Na najwyższym poziomie muzeum z szafy grającej dobiegają powstańcze pieśni. Można zajrzeć do pomieszczenia sztabowego, poznać plany natarcia i zobaczyć przesuwającą się listę z tysiącami nazwisk śląskich powstańców. Warto sprawdzić, może ktoś z rodziny walczył, a pamięć o nim zdążyła się zatrzeć po stuleciu, jakie minęło.

Na koniec coś, co najbardziej poruszyło moje emocje. Ale wcześniej mała filmowa dygresja; można mieć do poglądów Kazimierza Kutza różne zastrzeżenia. Niejednokrotnie swoim radykalizmem krzywdził i obrażał innych, ale jedno jest pewne – nikt dotąd nie nakręcił lepszych filmów o Górnym Śląsku niż on. Trudno zliczyć, ile razy oglądałem „Sól ziemi czarnej”. Przyznaję, za każdym razem szczególnie czekam na dwa fragmenty: kiedy Gabriel Basista zagląda o zmierzchu przez okno do rodzinnego domu i z miłością obserwuje rodziców zajętych w kuchni codziennymi czynnościami. W drugiej scenie, przy której wzruszam się jak dziecko, Gabriel spogląda przez wielką lunetę i oczarowany nie może oderwać wzroku od Polski leżącej wtedy jeszcze za granicą, a dzięki zbliżeniu optycznemu, bliskiej jak na wyciągnięcie ręki. 

Na antresoli muzeum zamontowano taką lunetę, dzięki której można poczuć się jak filmowy bohater i zobaczyć wytęsknioną przez pokolenia ojczyznę. Brawo za pomysł!

 

Czy warto zobaczyć powstania śląskie w takiej odsłonie? Niezależnie od wieku – tak. I koniecznie przed wyruszeniem na kolejne poziomy Muzeum zobaczcie najpierw siedemnastominutowy film, w którym słychać prawdziwą, soczystą gwarę. To zasługa prowadzącego narrację Franciszka Pieczki, również Krzysztofa Respondka, Barbary Lubos, wreszcie Mariana Dziędziela, który rolę górnika, sam będąc synem górnika, mistrzowsko odegrał.

 

www.muzeumpowstanslaskich.pl



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

BADYHALA, A INACZEJ – PERŁA WŚRÓD PŁYWALNI
17.09.2020
GEOSFERA. NAUKA I RELAKS W JEDNYM
27.08.2020
ŚWIĘTOCHŁOWICE SĄ BARDZO DZIWNYM MIASTEM
06.08.2020
POJEZIERZE PALOWICKIE. TO NA PEWNO GÓRNY ŚLĄSK?
02.07.2020
STARANNOŚĆ POPŁACA. OGRODY KAPIASA W GOCZAŁKOWICACH
18.06.2020
KATOWICKA SECESJA NA DŁUGI SPACER (CZ. 2)
04.06.2020
SECESJA W KATOWICACH POTRAFI OLŚNIĆ (CZ. I)
21.05.2020
TYCHY MAJĄ NAJCIEKAWSZY KOŚCIÓŁ W POLSCE?
26.03.2020
REZERWAT SEGIET. TAKI SPACER DOPIERO ZA ROK
07.11.2019