PRL W OPARACH NOSTALGII


„A czy PRL był też w innych państwach?” zdarzyło się usłyszeć nauczycielce historii w liceum. Ludziom urodzonym w wolnej Polsce trudno wyobrazić sobie, o ile w ogóle to możliwe, na czym polegało codzienne życie w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Te czasy są tak egzotyczne jak potop szwedzki albo rozbiory. A żarty typu: „Wiesz, synku, w PRL-u w sklepie był tylko ocet. – Tato, niemożliwe. W całym Carrefourze?” nie bardzo ich śmieszą. Raczej tworzą w wyobraźni futurystyczny obraz kilometrów półek w hipermarkecie z ustawionymi ciasno butelkami octu.

Brak własnych doświadczeń powoduje, że tamta Polska jest krajem nierealnym, odległym i kojarzącym się raczej ciepło. To świat nieprzeżyty, więc można go na swój sposób i według własnych kryteriów powoływać do życia. Nie ma co, PRL staje się niekwestionowaną gwiazdą popkultury i nie jest to moda przemijająca, a raczej trwałe zjawisko.

Na wycieczki organizowane śladami Polski Ludowej nie trzeba namawiać. Objazd zdezelowanym Żukiem Nowej Huty wywołuje u turystów błogie uśmiechy. W warszawską Noc Muzeów, żeby przejechać się po stolicy kilkudziesięcioletnimi Nysami kilka tysięcy ludzi czekało w kolejce. Knajpki stylizowane na PRL wyrastają jak grzyby na deszczu i, wbrew pozorom, nie są odwiedzane najczęściej przez starszych, którzy do tamtej Polski mogliby czuć naturalny sentyment, bo kojarzy im się z młodością. To raczej małe hipsterskie świątynie, w których do sety i galarety na popitkę zamawia się „kultową” czerwoną oranżadę o landrynkowym smaku.

Przyjechałem do muzeum PRL w Rudzie Ślaskiej zobaczyć eksponaty, a czekała mnie jeszcze jedna niespodziewana atrakcja – reakcje zwiedzających. I to nie dorosłych, tylko młodzieży. Akurat pojawiła się grupa licealistów. Nauczyciel próbował opowiadać o zjazdach PZPR, planowaniu w gospodarce, ale był skutecznie zagłuszany przez okrzyki: „Też to miałem w domu!”, „A mojej babci przez ten telewizor spaliło się mieszkanie”, „Takie radio stoi u dziadków”, „Ale boski telefon!”.

Tak, małe szanse, by ta moda przeminęła. Reaktywowany peerelowski świat najpierw nieśmiało tworzył, a teraz wciąż wzbogaca system porozumiewania się całego pokolenia, które PRL może znać jedynie z opowieści, lektur i filmów. I z muzeów witających słusznym i radosnym hasłem z epoki.

Okazuje się, że nawet tabliczki ze ścian mogą zaciekawiać i wywoływać rozrzewnienie,

ale jeszcze bardziej samochody. Chciałoby się pojeździć Warszawą albo Mikrusem.

Oto jednak prawdziwy faworyt. Przedzierać się takim Lublinem bezdrożami przed siebie, a w czasie postojów poczytać „Następnego do raju” Hłaski. No i przed wyjazdem obowiązkowo zobaczyć „Bazę ludzi umarłych”. Potem ruszyć na podbój Bieszczad. Czy nie piękne marzenie?

Coś na pocieszenie dla uciekających przed dentystą. To naprawdę nie jest krzesło elektryczne.

Może bardziej niż fotel z lat sześćdziesiątych do ucieczki skłaniałyby takie świadectwa epoki.

Na szczęście, nie zauważam jeszcze mody na malarstwo socrealistyczne. A może się mylę. Wiszący na ścianie Lenin z rozumnym i współczującym obliczem jako niegroźna prowokacja?

Zapewne ze względu na monumentalizm, duże wrażenie robi wystawa rzeźb. PRL promował nie tylko gigantomanię formy, ale i treści. Niby taki sobie pomnik, ale jaki napis: „Cześć i chwała bohaterom, którzy na ziemi kozienickiej polegli w walce o Polskę Ludową i utrwalenie jej władzy. Społeczeństwo ziemi kozienickiej w XV rocznicę powstania korpusu bezpieczeństwa wewnętrznego. Maj 1960”.

Najpierw pomyślałem, że całej trójce opadły majtki. Zły trop: dziesięciometrowy pomnik Czynu Rewolucyjnego z Zabrza przedstawia „grupę postaci symbolizujących ludzi wyzwalających się z więzów niewoli”.

Pamiętam, że w jakimś głosowaniu na zapach dzieciństwa wygrała chińska gumka do ścierania. Pachniała tak nieziemsko, że uczniowie podobno nawet ją jedli. Ja wybieram zapach wnętrza Żuka. Nie do podrobienia. Mocny, męski, wytrawny. Nysa pachniała słodziej.

W jej sidła wpaść łatwo. Pół biedy, jeśli nostalgia za PRL jest ironiczna, brana w duży nawias. Gorzej, jeśli kryje się za nią bezkrytyczna fascynacja, uładzony produkt masowej wyobraźni. I krótka pamięć.

Zasłyszane w sklepie: «Kochana, i jeszcze tej „Szynki jak za Gierka” ze dwadzieścia deko. Kiedyś to wędliny na coś smakowały. Nie jak teraz. Były czasy. Żyć się, kochana, chciało.»

 

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

MŁODY DENTYSTO, JEDŹ NA TARG STAROCI!
07.08.2018
JAK ZACHOWAĆ MŁODOŚĆ? GARŚĆ PORAD Z 1951 ROKU
01.06.2018
UMARŁ STALIN. NIECH STALINOGRÓD WIECZNIE ŻYJE!
03.03.2018
„MARZENIA Z BETONU”. DOBRY TYTUŁ, ZAWARTOŚĆ JESZCZE LEPSZA
19.11.2017
KSIĄŻKA SKARG I WNIOSKÓW. LITERATURA FAKTU I ABSURDU
12.11.2016
„CZASYPISMO”. CO MA WSPÓLNEGO HICZKOK Z OPERACJĄ NA PROSTOTĘ
14.10.2016
KAŁUŻYŃSKI „NIEBIESKIE PTAKI PRL-u” (RECENZJA)
18.05.2016
książka tyrmanda rok 1984 i wzorzysty krawat z epoki
LEKTURY PONOWNE. TYRMAND „DZIENNIK 1954”
23.09.2015
FIAT 126p – MAŁY NARODOWY SYMBOL
14.08.2015