PROWOKOWAĆ LOS. NA PRZYKŁADZIE BEKSIŃSKICH


Gdyby oceniać Beksińskiego poprzez jego obrazy, nie dałoby się inaczej o nim powiedzieć jak: posępny, opętany dewiacjami, zafascynowany atmosferą grozy, obsesyjnie myślący o śmierci. Toksynami swojej wyobraźni skutecznie zarażający syna Tomka, w życiu dorosłym – dziennikarza muzycznego radiowej Trójki. Stopniowo każdy z nich coraz intensywniej żyje we własnym, mrocznym świecie. Z korespondencji adresowanej do katowickich przyjaciół, Andrzeja Urbanowicza i Henryka Wańka, wynika natomiast, że Zdzisław był również człowiekiem nie pozbawionym poczucia humoru. Z kolei wielu potwierdza, że jego syn był ich najlepszym przyjacielem. Gra pozorów?

Tomasz popełnił samobójstwo w Wigilię. Ojciec znalazł ciało nazajutrz. W drugi dzień Świąt pisze do krewnej list. Przyznaję, przeczytałem tekst – zamieszczony w książce Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portret podwójny” – dwukrotnie, zastanawiając się, czy beznamiętny ton wynika z obłaskawienia śmierci, z którą artysta obcował w swojej sztuce od dziesięcioleci, czy z jakiegoś rodzaju szczególnych predyspozycji emocjonalnych. Tak czy inaczej, trudno sobie wyobrazić, że śmierć dziecka można przyjąć z ulgą.

„Droga Ewo. Mam do zakomunikowania smutną wiadomość. Tomek nie żyje. (…) znalazłem go sztywnego w pierwszy dzień świąt o godzinie 15. (…) Ja jeden wiedziałem, jak jemu było ciężko, mimo iż był egoistą i egocentrykiem, tym niemniej charakteru się nie wybiera. Myślę, że chyba dobrze się stało, jak się stało”. Kończy słowami: „No nic. Jeśli chcesz jakieś dodatkowe informacje, to napisz. Pięknie wszystkich pozdrawiam.”

Kto wie, czy wpływu na tragiczny „całokształt” obu biografii nie miały dwa dzieciństwa – Zdzisława, który był bity przez matkę, a przez ojca radykalnymi metodami odciągany od artystycznych zapędów. I drugie dzieciństwo – Tomka, który opowiadał, że zawsze czuł się gorszy, mniej ważny od rówieśników, a potem wstydził się, gdy utrzymywały go matka i dziewczyna.

Czy nie zadziałał tu mechanizm, za sprawą którego błędy wychowawcze popełnione przez rodziców są powielane przez ich dzieci?

Zdzisław był przerażony na wieść o zostaniu ojcem. Wszystkich informuje, że nie będzie się dzieckiem i pieluchami zajmował. Kilkuletni Tomaszek, nie ograniczany żadną dyscypliną, sprawnie posługuje się „brzydkim słownictwem”, a na zadziwiająco dojrzałych rysunkach umieszcza makabryczne, ze śmiercią związane motywy, tak bliskie ojcu, który jednak postanawia nie rozwijać talentu syna, aby nie okazało się w przyszłości, że któryś z nich jest lepszy od tego drugiego.

„Zdzisław Beksiński nigdy nie uderzy swojego syna. Zdzisław Beksiński nigdy nie przytuli swojego syna”.

Śmierć, ta realna, przez cały czas krąży wokół rodziny Beksińskich – aż w końcu, w 2005 roku jako ostatniego dosięga Zdzisława. Wcześniej zmarły – teściowa oraz matka malarza, obie od lat wymagające stałej opieki, najczęściej żony, Zofii. Ta z kolei odeszła po ciężkiej chorobie w 1998 roku. Rok później, 24 grudnia 1999 roku, Tomaszowi udało się skutecznie popełnić wielokrotnie zapowiadane i „ćwiczone” samobójstwo.

Wreszcie nadchodzi 21 lutego 2005 roku. Wieczorem do domofonu dzwoni syn kobiety, która od lat sprząta mieszkanie artysty. Chce pożyczyć dziesięć tysięcy. Zdzisław Beksiński odmawia. Była 21.38, kiedy morderca sięga po starą harcerską finkę i zadaje pierwszy z dziewiętnastu ciosów.

Z domu zabiera dwa aparaty fotograficzne i setkę płyt CD. Po dwóch dniach zostaje ujęty.

Śmiercią i Zdzisław, i Tomasz byli wręcz zafascynowani. W roku przeprowadzki do Warszawy ten ostatni rozwiesił w rodzinnym mieście własne klepsydry. Ponury żart zapowiadający nieszczęście – chłopak miał już za sobą pierwszą z kilku prób samobójczych. Dla matki były za każdym razem od nowa przeżywaną tragedią. Zofia pocieszenie znajdowała w małżeństwie z artystą. Pisała w jednym z listów: „nie dorastam mu do pięt”. Ona też łagodziła ostre kłótnie dwóch silnych osobowości, do których, niczym  w dziwnym rytuale, dochodziło w czasie rodzinnych obiadów. Obaj tylko ją dopuszczali do obsesyjnego świata swoich lęków i fobii.

Była kobietą silną, ale nie tym rodzajem siły, który potrafiłby okiełznać demony coraz bardziej kłębiące się w najbliższych mężczyznach.

Urwane biografie, urwane wątki.

Pozostała twórczość, zwłaszcza obrazy – budzące lęk i grozę dzieło życia Zdzisława. Nie przypominam sobie, by jakaś ekspozycja wywarła na mnie bardziej przygnębiające wrażenie. Pozostały wspomnienia wiernych słuchaczy „Trójki pod księżycem” prowadzonej przez Tomasza, nadwrażliwca żyjącego w świecie przygnębiającej, naznaczonej zatratą, fikcji.

Jak dalece można prowokować swój los?

 

Korzystałem z książki Magdaleny Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portret podwójny”. Stamtąd cytaty.

Na fotografiach obrazy pokazywane na ubiegłorocznej wystawie „Mroki podświadomości. Beksiński” w Muzeum Historii Katowic.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

PAWEŁ STELLER – ZAPOMNIANY GENIUSZ DRZEWORYTU
17.03.2018
SPORT I SZTUKA. NIC NOWEGO, A JEDNAK
25.01.2018
DOM MEHOFFERA W KRAKOWIE. MODA TRWA
07.01.2018
TAGI GRAFICIARZY TRAFIAJĄ DO MUZEÓW. NAPRAWDĘ
16.12.2017
NA SZCZĘŚCIE BYWAJĄ „NIEMIŁE” WYSTAWY
18.08.2017
PO CO W STARYM KRAKOWIE NOWY MOCAK
03.08.2017
ART BRUT. CO TO JEST I DLACZEGO W WERSJI WYTRAWNEJ
19.07.2017
DLACZEGO NIE OMIJAM MUZEÓW (NA RAZIE)
19.01.2017
DANI KARAVAN, REFLECTION/ODBICIE. O CZYM OPOWIEDZIAŁO MI LUSTRO
15.12.2016