PRZERZECZYN-ZDRÓJ. JAK MARNOWAĆ SZANSĘ


Najmniejsze i największe zawsze zaciekawia. Czy mogłem więc ominąć najmniejsze uzdrowisko w Polsce? Oczami wyobraźni widziałem wypielęgnowany park z rabatami pełnymi kwiatów, elegancką pijalnię wody, spacerujących kuracjuszy. I kameralną atmosferę, skoro na całość składają się cztery niewielkie domy sanatoryjne ze stu sześćdziesięcioma miejscami. Oczekiwania całkiem naturalne, tylko z tym  miejscem, jak się rychło okazało, nie mające nic wspólnego. Przerzeczyn-Zdrój u podnóża Gór Sowich, niecałe sześćdziesiąt kilometrów na południowy-wschód od Wrocławia, to bowiem podręcznikowy przykład zmarnowanego potencjału.

Właściwie wystarczyło znaleźć się w centrum, żeby pierwsze wrażenie zaskoczyło mocno. Nie, nie myślę o zaskoczeniu, które towarzyszy zwiedzaniu Krynicy-Zdroju, Dusznik albo Szczawnicy. Tu wita cię obrazek z nieczynną fontanną, brudną niecką i udeptaną ziemią wokół. Zrezygnowany cherubinek spuścił głowę, trzymany bukiet za chwilę wypadnie mu z ręki. Dlaczego nie mam dla niego dobrych wieści, opowiem na końcu.

przerzeczyn-zdrój jpg.

Spacer w takim otoczeniu? Stopniowo przestawałem się dziwić niepokojącej ciszy, jaka panowała wokół i temu, że spotkanie kogokolwiek było, jak wygrana na loterii. Reżyserzy, jeśli macie scenariusz kryminału z akcją toczącą się w wymarłym uzdrowisku, podsuwam lokalizację. Przerzeczyn-Zdrój czeka i nie zawiedzie!

przerzeczyn-zdrój jpg.

przerzeczyn-zdrój jpg.

Słońce przygrzewało mocno. Wpadłem na jakże oryginalny pomysł – napiję się wody. Nie jakiejś zwykłej, tylko radoczynnej, siarczkowej lub żelazistej. Unikalnej w skali Europy. Wypiję i łaskawszym okiem spojrzę na otoczenie. Co prawda, zaniepokoił mnie wcześniej widok mężczyzny, który z mozołem opuszczał plastikową butelkę na sztywnym drucie do miejsca, z którego kilka metrów poniżej poziomu chodnika, a tuż nad strumieniem, z rurki wypływała woda, ale pomyślałem, że to tylko miejscowy smakosz. A jednak nie. Chcesz się napić? Powita cię taka tablica.

przerzeczyn-zdrój jpg.

przerzeczyn zdrój jpg.

Przerzeczyn-Zdrój ma status uzdrowiska od 1802 roku, ale konia z rzędem temu, kto się domyśli, że to miejsce rozwija się od ponad dwustu lat. Z łatwością za to można cofnąć się w nieodległe czasy Polski Ludowej. Nabudowano wtedy mnóstwo pseudo nowoczesnych baraków z przeznaczeniem na domy kultury, biblioteki, sklepy i stołówki. W większości dawno poznikały. A tu sanatoryjna jadłodajnia w pełnej okazałości.

Atrakcję krajobrazową, tuż obok jednego z domów sanatoryjnych, nazywa się trochę na wyrost „wodospadami na Ślęży”. Naprawdę woda spada tu z oszałamiającej wysokości… dwóch metrów. Miejsce ładne, ale wystarczy kilka minut wpatrywania się.

Wracając, mijam plac w samym centrum uzdrowiska z szachownicą rodem z PRL-u. Nie pograsz, bo figur nie ma, ale dobrze komponuje się z położoną tuż obok brudną fontanną tworząc lekko przygnębiającą atmosferę. I to teraz, kiedy wiosna w pełnej krasie. Przyjedź tu w listopadzie, a będzie ci się należało szybkie skierowanie do Nałęczowa, gdzie leczą depresje.

przerzeczyn zdrój jpg.

Oczom nie wierzę. Zbliża się najliczniejsza grupa, jaką spotkałem w całym uzdrowisku.

przerzeczyn zdrój jpg.

Sytuacji nie poprawia, znajdujący się kilkaset metrów od części sanatoryjnej, obraz zapewne dużego niegdyś folwarku, a dzisiaj popegeerowskiej ruiny.

Starszy mężczyzna wsparty o laskę z nostalgią wspomina:

– „Panie, kiedyś to tu było życie. Każdy sobie hodował świniaki, kury, kaczki. Żeby wykarmić szło się na pole narwać kukurydzy, wykopać kartofli. Każdy miał wszystkiego w bród.”

Ile ja się takich opowieści nasłuchałem. Samymi ukradzionymi z pól pegeerów plonami („Kradzione? Jak to było nasze! Teraz to, panie, jest złodziejstwo”) mógłbym zapełnić niejeden magazyn i silos. A wspomnień, jak się za Gierka żyło beztrosko i dostatnio nie zliczę.

Czy Przerzeczyn-Zdrój można sobie na turystycznym szlaku w takim razie „odpuścić”? Niekoniecznie.

Spójrz na otoczenie wokół.

I na kościół Matki Boskiej Królowej Polski wzniesiony prawdopodobnie w XIV wieku. Dziś, po kolejnych przebudowach, gotycki, z charakterystyczną cebulastą wieżą. To jednak, co jest warte zjechania z trasy, to jeden z najliczniejszych w Polsce zbiorów tablic epifanijnych z lat 1552-1617.

 Niezwykle zapładniające wyobraźnię, z lekkim dodatkiem grozy, miejsce. Czy tablica poniżej nie może zainspirować do napisania utworu w stylu czarnego romantyzmu Edgara Allana Poe?

przerzeczyn zdrój jpg.

Wzruszają tablice poświęcone zmarłym dzieciom, małżeństwom, rycerzom. Żałobne świadectwa rozpaczy, bólu, także wierności, nadziei i konsolacji.

Wrażenie robi niemal fotograficzna dokładność, z jaką rzeźbiarze wykonali detale ubiorów: bufiaste spodnie, podwiązki, kryzowe kołnierze, ciężkie zbroje z widoczną każdą sprzączką, okuciem.

przerzeczyn zdrój jpg.

W północnej ścianie umieszczono najmłodszy obiekt w murach kościoła – klasycystyczny grobowiec z 1844 roku rodziny von Oheimb z przejmującym obrazem pożegnania na alabastrowej płaskorzeźbie.

przerzeczyn zdrój jpg.

Plotka głosi, że sanatoria zostaną zamieniane stopniowo w hospicja. Nie wiem, na ile to prawda, a na ile złośliwość spotkanych mieszkańców wobec prywatnego właściciela, ale przyznać muszę – właściwa atmosfera już jest. Tylko, czy drugi człon nazwy Przerzeczyn-Zdrój nie zabrzmi wtedy jakoś mało stosownie?