REZERWAT ŁĘŻCZOK W RANKINGU. CZY TO DOBRZE?


Wiosna z dnia na dzień soczyściej atakuje, a że lubię zwiedzać miejsca, które znam (co bliskie słynnemu cytatowi z „Rejsu” Piwowskiego), przyjechałem ponownie zobaczyć największy w województwie śląskim leśny rezerwat Łężczok, położony pomiędzy Raciborzem, Nędzą, Zawadą Książęcą i Babicami. Nie przypadkiem sumiennie wymieniam nazwy tych miejscowości. Pierwszą wzmiankę o Raciborzu i okolicach znajdziemy w kronice Galla Anonima w 1108, a od 1172 roku istniało na tych ziemiach odrębne Księstwo Raciborskie. Nie historia jednak, a krajobraz zdominuje dzisiejszą relację.

Do tej pory rezerwat Łężczok oglądałem w pełni lata albo jesienią. Było gwarno, hałaśliwie, ale naprawdę dopiero teraz, wczesną wiosną, mogłem się się przekonać, co to znaczy usłyszeć dźwięki wydawane jednocześnie przez tysiące ptaków. Zanim jeszcze zobaczyłem stawy, już witała mnie wrzawa  zaaferowanych mieszkańców tych terenów, przed południem w większości ukrytych w szuwarach. Trudno się dziwić, pod względem liczby gatunków ptaków rezerwat Łężczok zajmuje drugie miejsce w Polsce, po Stawach Milickich.

Miejsce znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego „Cysterskie Kompozycje Krajobrazowe Rud Wielkich”. Ma powierzchnię czterystu hektarów, z czego ponad połowę zajmują stawy. Nie ma szans, by udało się taki obszar zwiedzić w ciągu jednego dnia, tym bardziej, że na turystów czeka jeszcze – z wielką pieczołowitością odrestaurowane – opactwo w Rudach Raciborskich (naprawdę skalę zmian może ocenić tylko ten, kto przed laty widział opuszczone gruzowisko).

W 1957 roku próbowano zmienić nazwę rezerwatu na Łężczak. Opór w jej rozpowszechnianiu był tak silny, że nigdy się nie przyjęła. W tradycyjnej, od wieków przyjętej, jest coś bardzo śląskiego, z tej ziemi. Urzędnicy administracyjnie zmienili ją na, co prawda, pozbawioną gwarowej naleciałości czysto polską, ale to tak jakby zamienić krupniok na krupniak, a familok na familak. Szybko dano sobie spokój z tym pomysłem.

Zresztą to nie jedyny absurdalny pomysł. W latach sześćdziesiątych władze partyjny wymyśliły, aby na żyznym dnie stawów wprowadzić uprawę ryżu. Natura bardzo szybko zweryfikowała te plany.

Nazwa Łężczok pochodzi od słowa łęg, oznaczającego podmokłe tereny porośnięte lasem, łąkę na błotach. Pobliska wieś nosi także nazwę Łęg, a strumyk przepływający przez rezerwat Łęgoń.

Prawdopodobnie pierwszymi budowniczymi stawów były… bobry, które wykorzystały ukształtowanie terenu i zaczęły budować rozległe tamy. Na nich człowiek usypał później groble z gliny, podniósł poziom wody tworząc trwałe rozlewiska.

Od lat martwe drzewa pozostawiane są do naturalnego rozkładu, co sprawia, że las nabiera puszczańskiego charakteru. Przekonałem się, że latem do dna łęgów dociera bardzo niewiele światła. Dlatego warto wybrać się do Łężczoka wczesną wiosną, kiedy kwitną przebiśniegi i czosnek niedźwiedzi porastający całe hektary. Dla miłośników czosnku to upajająca zapachowa uczta. Zapachowa, bo roślina znajduje się pod ochroną. Runo leśne „przeczuwając”, że jego żywot nie będzie zbyt długi, eksploduje zielenią i barwą kwiatów. Już na początku czerwca zapadnie tu półmrok.

 

Dziesięć lat temu spostrzeżono, że groble czołowe zaczynają przeciekać. Powstała obawa, że mogą zostać rozerwane przez napierającą wodę. Sprawa była poważna; wylewając się nagle ze stawów popłynęłaby obniżeniem w kierunku Odry, po drodze niszcząc kilkaset hektarów pól uprawnych i co najmniej jedną wieś. Zapadła bolesna decyzja – jesienią 2009 roku spuszczono wodę z największych stawów. Jej lustro nagle skurczyło się o ponad sto pięćdziesiąt hektarów. Dobrze pamiętam ten nadzwyczaj ponury widok. Wszystko wokół sprawiało wrażenie kataklizmu, z którego rezerwat Łężczok już się nie podniesie.

Tymczasem po trwającym trzy lata remoncie z użyciem ciężkiego sprzętu, towarzyszących temu gwałtownych protestach ekologów, zaledwie jeden sezon wegetacyjny wystarczył, żeby ślady ingerencji stały się niewidoczne. Ptaki natychmiast przypomniały sobie o dawnym adresie, powróciły jeszcze liczniej, a nawet – donoszą ornitolodzy – pojawił się nie widziany tutaj gatunek: – rybitwa rzeczna. Wrócili też rybacy i –w stawach jak dawniej hodowany jest karp królewski.

Co z tym tytułowym rankingiem? Traf chciał, że po powrocie z wycieczki znalazłem tego dnia w internetowym wydaniu regionalnego „Dziennika Zachodniego” zestawienie pod niezbyt fortunnym tytułem: „Top 10 mało obleganych miejsc na weekend w woj. śląskim, a gdzie na pewno Wam się spodoba”. W dziesiątce znalazł się też rezerwat Łężczok. Potwierdzam, turystów jak na lekarstwo. „Mało oblegają”.

W takim miejscu to jednak ostatnia rzecz, jaka może mnie, a na pewno jego skrzydlatych mieszkańców, zmartwić.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

KALWARIA ZEBRZYDOWSKA. WYSTARCZY RAZ, ŻEBY POWRACAĆ (CZ. I)
11.09.2018
staw salm duży w rezerwacie łężczok
REZERWAT ŁĘŻCZOK. NAPRAWDĘ, ŻYWEGO DUCHA
17.09.2015
Dąb Cysters w Rudach Raciborskich
DĄB – MÓJ STARY PRZYJACIEL
06.08.2015
Opactwo cystersów w Rudach Raciborskich
RUDY RACIBORSKIE – NIE TYLKO DUCHA NASYCISZ /II/
21.07.2015
Bazylika Mniejsza w Rudach Raciborskich
ODWIEDŹ RUDY RACIBORSKIE. DLA „ŚWIĘTEGO SPOKOJU” /I/
20.07.2015